Testy smartfonów:

  • Samsung Galaxy Z Fold 6 – oto jakie robi zdjęcia

    W Paryżu udało nam się już zrobić kilkadziesiąt zdjęć najnowszym Foldem Samsunga.

    Specyfikacja jego aparatów z tyłu przedstawia się następująco:

    Zestaw aparatów z tyłu:

    • Aparat ultraszerokokątny 12 MP
      • F2.2, rozmiar piksela: 1,12 μm, kąt widzenia: 123˚
    • Szerokokątny obiektyw 50MP
      • Dual Pixel AF, OIS, F1.8, rozmiar piksela: 1,0 μm, kąt widzenia: 85
    • Aparat z teleobiektywem 10MP
      • PDAF, OIS, F2.4, rozmiar piksela: 1,0 μm, kąt widzenia: 36˚, optyczny zoom 3X

    Samsung Galaxy Z Fold 6 nie jest aparatem stricte fotograficznym, ale oferuje bardzo dobrą jakość zdjęć. Najbardziej przydatna jest oczywiście główna matryca oferująca bardzo szczegółowe klatki. W mieście przydaje się także teleobiektyw (powiększenie optyczne 3X). Interfejs aparatu kusi do korzystania z powiększeń cyfrowych, ale należy zatrzymać się na powiększeniu 10X, bo 20X i 30X to już tylko tzw. pikseloza.

    Oto nasze przykładowe zdjęcia zrobione smartfonem Samsung Galaxy Z Fold 6:

  • Test Redmi Pad Pro – duży tablet w atrakcyjnej cenie

    Do niedawna tablety o przekątnej powyżej 11 cali były znacznie droższe od reszty oferty producentów. Chcąc kupić większy tablet trzeba było wydać powyżej 2,5 tysięcy złotych. Teraz zaczyna się to zmieniać, a jedną z pierwszych propozycji jest Redmi Pad Pro. Ten 12,1 calowy tablet w konfiguracji 6/128 można kupić w cenie 1399 zł, a w niektórych sklepach w promocji nawet za 1199 zł. Jest też bogatsza wersja 8/256 za 1599 zł. Od kiedy smartfony stały się większe to tablety przesuwają się bardziej w kierunku kanapowych urządzeń, które zamiast mobilności większy nacisk kładą na lepsze wrażenia z oglądania multimediów. Sprawdźmy zatem, jak w praktyce sprawdza się Redmi Pad Pro.

    Design

    Podobnie jak poprzednie modele, Redmi Pad Pro ma wysokiej jakości obudowę wykonaną z jednego kawałka aluminium. Grubość tabletu to zaledwie 7,52 mm. Waga urządzenia to 571 gramów. W dłoni czuć, że Redmi Pad Pro jest nieco cięższy niż inne tablety o standardowych, a więc mniejszych rozmiarach.

    Obok gniazda USB C znajdziemy rzadko spotykane dzisiaj gniazdo słuchawkowe, które wciąż bywa bardzo przydatne. Innym mile widzianym dodatkiem jest szuflada na kartę micro SD. Jeśli planujesz gromadzić bibliotekę filmów, muzyki czy zdjęć na swoim tablecie, Redmi Pad Pro będzie do tego celu dobrym wyborem.

    Pad Pro ma 4 głośniki w układzie stereo – po dwa na każdej z krótszych krawędzi. Kanały prawy i lewy zostały całkowicie rozdzielone. Emitowany dźwięk jest głośny i przestrzenny – na filmach z Dolby Atmos można usłyszeć, jak przemieszcza się źródło dźwięku. Do pełni zadowolenia brakuje jednak niskich tonów.

    Wraz z tabletem dostaliśmy do testów trzy rodzaje akcesoriów: zwykłe etui, etui z klawiaturą oraz rysik.

    Zwykłe etui o nazwie Cover chroni tablet z przodu i z tyłu oraz umożliwia postawienie go na stole pionowo. Ma też opcjonalne miejsce na wsunięcie rysika, które można usunąć, gdy nie jest nam potrzebne. Tablet jest mocowany na wcisk w specjalnym uchwycie z tworzywa.

    Etui z klawiaturą ma taki sam system mocowania jak zwykłe etui – na wcisk. Klawiatura jest ładowana za pomocą USB C i ma osobny włącznik. Z tabletem łączy się bezprzewodowo za pomocą Bluetooth. Nie ma pinów łączących klawiaturę z tabletem, a to oznacza, że musimy pamiętać, aby ładować klawiaturę osobno. Po podłączeniu, aby poprawnie zadziałały polskie znaki musiałem zmienić układ klawiatury w ustawieniach systemowych.

    Konstrukcja rysika Redmi Smart Pen jest podobna – ma wbudowane gniazdo USB C, który służy do jego ładowania. Nie można przyczepić go do tabletu magnetycznie. Paruje się go tak samo jak klawiaturę czy słuchawki, przez Bluetooth.

    Są to rozwiązania bardziej budżetowe. W wyższych modelach rysik ładuje się i jednocześnie paruje z tabletem, gdy jest przyczepiony magnetycznie do jego krawędzi. Klawiatura jest zasilana prosto z tabletu, dzięki czemu nie trzeba jej ładować osobno. Nie wiem również jak będzie z dostępnością tych akcesoriów w praktyce. Gdy sam kupiłem tablet Xiaomi, to rysik do niego nie był dostępny w sprzedaży przez wiele miesięcy.

    Wyświetlacz

    Ekran o przekątnej 12,1 cala, proporcjach 16:10 i rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli to kluczowa cecha Redmi Pad Pro. Wyświetlacz obsługuje odświeżanie 120 Hz i ma maksymalną jasność 600 nitów. Ramki ekranu są symetryczne i mogłyby być węższe. Panel jest zgodny ze standardem Dolby Vision. Jest przykryty szkłem Gorilla Glass 3.

    Ekran jest wykonany w technologii IPS. Nie ma tabletów z ekranem OLED na rynku w przedziale cenowym Pada Pro. W warunkach domowych jasność jest wystarczająca, ale latem, nawet w pomieszczeniach, sięgnięcie po maksymalną jasność może być konieczne. Do wykorzystania tabletu na dworze w słoneczny dzień ekran jest zbyt ciemny, aby zachować pełen komfort. Dodatkowo jasność spada wyraźnie, gdy patrzymy na wyświetlacz pod kątem.

    Ekran może przełączać się automatycznie pomiędzy tymi częstotliwościami odświeżania: 30 Hz, 48 Hz, 60 Hz, 90 Hz i 120 Hz.

    W ustawieniach znajdziemy możliwość dopasowania kolorów i balansu bieli, tryb ochrony oczu oraz możliwość ustawienia odświeżania na sztywno.

    Specyfikacja i system

    Redmi Pad Pro wykorzystuje procesor Snapdragon 7s Gen 2, który jest z ubiegłego roku. Testowy egzemplarz jest w konfiguracji 6/128 GB, którą można kupić za 1399 zł lub 1199 zł w promocji. Opcjonalnie jest jeszcze dostępna wersja 8/256 GB za 1599 zł. Biorąc pod uwagę, że pamięć można rozszerzyć kartą micro SD, można podejrzewać, że tańsza wersja będzie się cieszyć większą popularnością.

    W teście wydajności Antutu Redmi Pad Pro uzyskał 610 tysięcy punktów. Ani to dużo, ani mało – podobną wydajność ma Xiaomi Pad 5 z 2021 roku, ale był droższy mimo mniejszej przekątnej. Wszystkie tablety w tym przedziale cenowym oferują podobną wydajność, która wystarcza do prawie wszystkich zadań, jakie można postawić przed urządzeniem tego typu. Do multimediów taka wydajność wystarczy z zapasem. Gry są bardziej wymagające, ale większość też będzie działać OK, czasami na niższych ustawieniach jakości grafiki.

    Pakiet łączności Redmi Pad Pro składa się wyłącznie z WiFi 6 oraz Bluetooth 4.2. Podobnie jak w innych tabletach Xiaomi, nie ma łączności LTE/5G, nie ma też pozycjonowania GPS lub NFC i czytnika linii papilarnych. To urządzenie bardziej do użytku domowego niż pracy w terenie. W sklepie widnieje pozycja Redmi Pad Pro 5G, ale nie jest obecnie dostępna.

    Zestaw czujników obejmuje czujnik temperatury barwowej, akcelerometr, czujnik pola magnetycznego (Halla), czujnik światła, kompas cyfrowy i żyroskop. Pozycjonowanie w wideo 360 działa poprawnie, gdy pochylam tablet na boki.

    Redmi Pad Pro działa pod kontrolą Androida 14 zaktualizowanego pod kątem zabezpieczeń do wersji z czerwca, z nakładką systemową HyperOS 1.0.4.0. Nowa nakładka systemowa tak naprawdę niewiele różni się od poprzedniczki.

    Wśród funkcji systemowych dedykowanych tabletom znajdziemy pływające okna – aplikacje można otworzyć z dolnego paska skrótów od razu w oknie. Możliwe jest też dzielenia ekranu na połowę. Z kolei narzędzia konferencyjne dodają funkcje upiększania.

    Jest też osobny dział ustawień rysika i klawiatury, jeśli zdecydujemy się je dokupić. W ustawieniach dodatkowych znajdziemy też funkcję Game Turbo oraz Drugą przestrzeń. Reszta to zupełnie standardowy Android.

    Aparat

    Redmi Pad Pro ma dwa aparaty po 8 megapikseli każdy – jeden z tyłu jeden z przodu obudowy. Istotną zaletą jest umieszczenie przedniego aparatu do telekonferencji na środku dłuższej krawędzi.

    • 8 MP, f/2.0 – tylny aparat
    • 8 MP, f/2.3 – przedni aparat

    Tablety zazwyczaj nie służą do fotografowania i filmowania, poza wideokonferencjami i ewentualnie kopiowaniem dokumentów. Nawet nie próbują konkurować ze smartfonami pod kątem specyfikacji. Tak też jest w przypadku Redmi Pad Pro. Z tyłu jest pojedynczy aparat i na dodatek nie ma ani stabilizacji optycznej, ani nawet detekcji fazy. Podczas fotografowania po raz pierwszy od dawna widziałem, jak aparat potrzebował chwili na poszukanie ostrości.

    Jakość zdjęć jest przyzwoita w świetle dziennym i raczej słaba w przypadku zdjęć nocnych pomimo dedykowanego trybu. Za to jakość przedniego aparatu do wideokonferencji nie odstaje od głównego aparatu, co w przypadku tabletu jest istotną zaletą. Należy również docenić diodę doświetlającą z tyłu obudowy, której często w tabletach brakuje.

    Oba aparaty nagrywają wideo FHD w 30 klatkach na sekundę. Nagranie nie jest zbyt szczegółowe, ale ma za to stabilizacje cyfrową, która powinna być wystarczająca.

    Bateria i ładowanie

    Pojemność baterii Redmi Pad Pro to 10 000 mAh. Tablet obsługuje ładowanie o mocy 33W, nie ma jednak ładowarki w zestawie.

    Czas działania Redmi Pad Pro jest w ścisłej czołówce wszystkich tabletów na rynku. W naszym teście odtwarzania wideo z YouTube tablet potrzebował ponad 11 godzin, aby rozładować się zaledwie w połowie. Nawet podczas intensywnego obciążenia SOT przekracza 11 godzin. Jest niemal niemożliwe, aby rozładować Pad Pro do zera w ciągu jednego dnia.

    Podsumowanie

    Redmi Pad Pro to niedrogi tablet z ekranem o dużej przekątnej 12,1 cala i wysokiej rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli. Jego drugą istotną zaletą jest pojemna bateria i długie działanie. Warto też wspomnieć o 4 głośnikach w układzie stereo.

    Wydajność, chociaż nie wyróżnia się, jest adekwatna do ceny urządzenia i zupełnie wystarczająca. Podobnie jak jakość aparatu. Cieszy możliwość rozszerzenia pamięci za pomocą karty micro SD oraz gniazdo słuchawkowe. Oba elementy czynią z Redmi Pad Pro doskonałego towarzysza do korzystania z multimediów.

    Do pracy w terenie zabrakło łączności GSM, GPS oraz większej jasności wyświetlacza. Opcjonalne akcesoria są dobrze przemyślane, ale również po stronie bardziej ekonomicznej – rysik i klawiaturę trzeba ładować niezależnie od tabletu.

    Sam jestem zwolennikiem traktowania tabletu jako wygodnego urządzenia do multimediów i przeglądania internetu, bez dokupywania dodatkowych akcesoriów i próby zastąpienia nim np. laptopa. W takim scenariuszu Redmi Pad Pro sprawdzi się świetnie, oferując atrakcyjną cenę w zestawieniu z możliwościami.

  • Motorola razr 50 ultra – test flagowego składaka Motoroli

    Poprzednie generacje razr miały wiele kompromisów, debiutowały z przestarzałym procesorem oraz z ograniczeniami dotyczącymi zewnętrznego wyświetlacza. Testowany przez nas najnowszy model razr 50 ultra ma tych kompromisów zdecydowanie mniej. Jednocześnie ma też czym się pochwalić – największym zewnętrznym wyświetlaczem, największą baterią i najszybszym ładowaniem wśród flipów dostępnych w Polsce. Sprawdźmy zatem jak ten telefon wypada w codziennym użytkowaniu.

    Design

    Po złożeniu smartfon Motoroli dzieli się na dwie połówki. Jedna przykryta jest ekoskórą, druga to zewnętrzny wyświetlacz. Ekoskóra jest praktycznym rozwiązaniem, bo nie widać na niej zabrudzeń i nie wyślizguje się z ręki. Najbardziej do gustu przypadł mi kolor zielony, który jest rzadko spotykany wśród producentów smartfonów.

    Motorola razr 50 ultra zamyka się szczelnie, nie pozostawiając szpary pomiędzy połówkami, co zapobiega gromadzeniu się paprochów na ekranie podczas noszenia w kieszeni.

    Smartfon wyposażono w głośniki stereo z rozdzielonymi kanałami, które oferują wysoką głośność i dobre brzmienie.

    Razr można odblokować zarówno czytnikiem linii papilarnych, jak i skanem twarzy. Czytnik linii papilarnych jest umieszczony na przycisku zasilania, działa szybko i pewnie oraz jest dostępny zarówno, gdy telefon jest zamknięty jak i otwarty. Jeśli mamy skonfigurowane odblokowywanie twarzą telefon może się automatycznie odblokować po jego otworzeniu.

    Nowością serii razr jest norma uszczelnienia IPX8, która pozwala zanurzyć telefon w wodzie. Pozwala to uniknąć stresu podczas używania telefonu na deszczu. Podobnie jak inne składaki Motorola nie deklaruje odporności na kurz i inne drobiny, które mogą potencjalnie uszkodzić wyświetlacz lub dostać się do mechanizmu zawiasu.

    Zawias działa bardziej miękko niż w starszych modelach, co ułatwia jego otwieranie. Kąt nachylenia można ustawić niemal dowolnie, co ułatwia korzystanie ze składanego telefonu jak ze statywu podczas fotografowania i podczas prowadzenia wideorozmów.

    Jakość wykonania telefonu jest bardzo dobra. Jak na dzisiejsze standardy Motorola jest również lekka - waży 189 gramów i dobrze leży w dłoni.

    Wyświetlacze

    Większy, wewnętrzny i składany ekran ma przekątną 6,9 cala, rozdzielczość FDH+ 2640 x 1080 pikseli i obsługuje wysokie maksymalne odświeżanie 165 Hz. Technologia LTPO OLED pozwala dopasować odświeżanie do wyświetlanej treści, co przy okazji pozwala wydłużyć czas działania na baterii. Maksymalna jasność wewnętrznego wyświetlacz jest większa niż rok temu i sięga 3000 nitów według danych producenta. Główny wyświetlacz jest zgodny ze standardem Dolby Vision.

    Motorola znacznie poprawiła mechanizm składania ekranu i zagięcie jest mało widoczne i mało wyczuwalne pod palcem. Można śmiało powiedzieć, że zagięcie nie przeszkadza podczas korzystania z telefonu i oglądania filmów oraz zdjęć. Pod względem jakości obrazu razr 50 ultra znajduje się w czołówce smartfonów dostępnych na rynku.

    Zewnętrzny wyświetlacz w najnowszym modelu jest większy dzięki węższym ramkom. Jego przekątna to 4 cale, choć część powierzchni zajmują wycięcia na dwa obiektywy i diodę LED. Zewnętrzny ekran to także LTPO AMOLED o równie wysokim odświeżaniu 165 Hz co wewnętrzny, a więc o wyższym odświeżaniu niż w starszym modelu. On także może dopasować odświeżanie uwzględniając wyświetlaną treść. Jego rozdzielczość to 1272 x 1080 pikseli, a jasność sięga 2400 nitów. Ekran jest zabezpieczony szkłem Gorilla Glass Victus.

    Na zewnętrznym wyświetlaczu możemy uruchomić dowolne aplikacje oraz gry i producent całe szczęście nie narzuca nam żadnych ograniczeń. Wszystko zależy od tego jak dobrze dana aplikacja skaluje się do niedużego, niemal kwadratowego ekranu. Niewątpliwą zaletą zewnętrznego wyświetlacza jest to, że możemy bez problemu sięgnąć do niego kciukiem.

    Można tak oglądać YouTube, korzystać z nawigacji GPS, odpisywać na wiadomości, obsługiwać Spotify itd. Ciężko opisać doświadczenie korzystania z zewnętrznego wyświetlacza jednym zdaniem, bo często zależy to nawet nie tyle od aplikacji, ale od poszczególnych jej ekranów. Na przykład, gdy włączymy mapy Google, wyszukamy adres i klikniemy wyznaczanie trasy, to podglądu mapy praktycznie nie widać. Prawie cały ekran zajmują paski informacyjne i na samą mapę nie starczyło już miejsca. Tak to wygląda, gdy aplikacja nie jest dostosowana do innych proporcji i skaluje się automatycznie. Gdy jednak rozpoczniemy jazdę z nawigacją widać już wszystko czytelnie, bo nie ma szerokich pasków zajmujących większość ekranu.

    To czy będziemy regularnie korzystać z zewnętrznego wyświetlacza zależy bardziej od użytkownika i jego przyzwyczajeń.

    Specyfikacja i system

    Motorola razr 50 ultra co prawda nie ma najmocniejszego procesora, ale tym razem jest to przynajmniej najnowsza jednostka. W poprzednim modelu procesor był o jedną generację starszy od telefonu.

    Telefon razr 50 ultra jest wyposażony w procesor Snapdragon 8s Gen 3, 12 GB RAM oraz 512 GB UFS 4.0 na system i pliki. Taka ilość pamięci powinna wystarczyć nawet wymagającym użytkownikom.

    W benchmarku Antutu Motorola uzyskała 1118103 punktów, co stanowi mniej więcej połowę wydajności najszybszych smartfonów na rynku. Chociaż Motorola nie dorówna większym i wydajniejszym smartfonom, to taki wynik można uznać za satysfakcjonujący. Kłopot w tym, że wystarczy uruchomić benchmark kilkukrotnie, aby wynik spadł do 900 tysięcy, czyli blisko 20% wydajności stracimy na samym throttlingu, z powodu temperatury procesora. To spora różnica i trzeba przyznać, że smukła konstrukcja niewielkiego, składanego smartfonu ma jednak swoją cenę w postaci mniej skutecznego rozpraszania ciepła.

    Pakiet komunikacyjny obejmuje: 5G, WiFi 6e i 7, Bluetooth 5.4 i NFC. Zestaw czujników obejmuje: czujnik zbliżeniowy, czujnik światła otoczenia, akcelerometr, żyroskop, e-kompas i czujnik Halla. Za lokalizację odpowiadają systemy: GPS, LTEPP, SUPL, GLONASS, Galileo i Beidou.

    Zaobserwowałem, że Motorola trochę słabiej radzi sobie, gdy jest na granicy zasięgu WiFi – częściej zgłaszała brak internetu niż inne urządzenia w tych samych warunkach. Warto mieć to na uwadze, jeśli często korzystamy z telefonu w takich okolicznościach.

    Motorola działa pod kontrolą systemu Android 14 z zabezpieczeniami z czerwca. Podoba mi się co producent zrobił z nakładką systemową Hello UI. Obok Samsunga to moim zdaniem najładniej wyglądająca nakładka obecnie na rynku. Czcionki, ikony, układ, aplikacja Moto - wszystko jest spójne i przyjazne dla użytkownika. Znajdziemy tu wiele elementów, z których Motorola jest znana, jak na przykład gesty uruchamiające aparat bądź latarkę. Jest sekcja dotycząca bezpieczeństwa i fabrycznie zainstalowana aplikacja asystenta/AI Gemini od Google, która jest także dostępna na zewnętrznym ekranie. Gemini nie jest obecnie najlepszym rozwiązaniem AI, ale na to Motorola nie ma żadnego wpływu.

    Dotąd Motorola obsługiwała generowanie tapet na podstawie zdjęcia, teraz nowością jest generowanie tapety na podstawie opisu. Oprócz Gemini to jedyna nowość AI wprowadzona w systemie. Pod tym kątem Samsung jest nadal niedościgniony.

    Zestaw aparatów

    Razr ma dwa aparaty z tyłu obudowy, które dzięki zewnętrznemu ekranowi równie dobrze mogą posłużyć do zdjęć selfie. Jest też trzeci, wewnętrzny aparat, gdy chcemy korzystać z większego wyświetlacza np. podczas wideorozmowy. Tym razem Motorola zrezygnowała z obiektywu szerokokątnego i zamiast niego mamy teleobiektyw. Brak szerokiego kąta w tym wypadku oznacza również brak zdjęć makro. Specyfikacja wygląda następująco:

    • 50 MP, f/1.7, 24mm, dual pixel PDAF, OIS – główny aparat
    • 50 MP, f/2.0, PDAF – teleobiektyw z 2x powiększeniem optycznym
    • 32 MP, f/2.4 – wewnętrzny aparat dedykowany do selfie

    Razr może pochwalić się dobrej jakości aparatami, które dobrze radzą sobie z różnymi warunkami oświetleniowymi. Zdjęcia wychodzą atrakcyjne zarówno w dzień, w nocy i w pomieszczeniach. W aplikacji aparatu pojawiły się nowe tryby tilt-shift oraz długie czasy naświetlania, które można w kreatywny sposób wykorzystać w połączeniu ze składaniem telefonu w taki sposób, aby stał stabilnie niczym statyw. Dodatkowe możliwości to wykorzystanie zewnętrznego ekranu do podglądu dla osoby fotografowanej albo do animacji zwracającej uwagę np. dzieci.

    Równie dobrze wypada nagrywanie wideo. Obsługiwana jest rozdzielczość 4K60p, stabilizacja działa w każdej rozdzielczości skutecznie i bez artefaktów. Do rozdzielczości 4K30p można faktycznie przełączać się pomiędzy aparatami, a w 60 klatkach zoom jest realizowany cyfrowo.

    Wszystko co związane z aparatami działa tak jak powinno i może zaboleć jedynie to czego nie ma, czyli brak ultraszerokiego kąta i zdjęć makro. Aparaty ultraszerokokątne stały się powszechne nawet w tanich telefonach i jego brak może być tutaj zaskoczeniem.

    Bateria i ładowanie

    Razr 50 ultra ma baterię o pojemności 4000 mAh, a więc jedną z największych wśród składanych flipów i chyba największą dostępną na naszym rynku. Podobna sytuacja dotyczy ładowania – 45W to znacznie więcej niż 25W w przypadku konkurencyjnego Samsunga. Dodatkowo Motorola dołącza do telefonu szybką ładowarkę o mocy 68W.

    Zaledwie 15 minut ładowania naładuje baterię niemal w połowie, pół godziny to już blisko 80%, a 47 minut wystarczy, aby naładować razr 50 ultra do pełna. To dobre wyniki nawet wśród tradycyjnych smartfonów, a w składakach to ekstraklasa.

    Jeśli chodzi o czas działania, to jest on zauważalnie dłuższy od Samsunga Galaxy Z Flip 5 i nieznacznie krótszy od Motoroli edge 50 ultra. W naszym teście strumieniowania wideo z YouTube z jasnością ekranu ustawioną na połowę razr zbliża się do 22 godzin ciągłego działania. To bardzo dobry wynik wśród klasycznych smartfonów i świetny wśród składaków. Krótsze działanie razr da się odczuć tylko w wypadku dużego obciążenia np. podczas grania. W codziennym użytkowaniu bateria powinna spełnić wszystkie oczekiwania.

    Podsumowanie

    Motorola razr 50 ultra to udany smartfon. W cenie 4999 zł, a więc nawet trochę niższej od najdroższych, klasycznych flagowców dostajemy składanego flipa z normą uszczelnienia IPX8, doskonałymi ekranami LTPO AMOLED, nowoczesnym procesorem oraz bardzo szybkim ładowaniem baterii. Cieszy także bogaty zestaw sprzedażowy z szybką ładowarką i oryginalnym etui w formie torebki na ramię. Nie jest to promocja na start sprzedaży, lecz normalna oferta. Zastosowane przez Motorolę aparaty także okazały się udane.

    Czy warto zatem wybrać składany smartfon każdy musi ocenić sam. Wśród innych flipów Motorola jest obecnie jednym z najlepszych możliwych wyborów, przynajmniej do czasu aż zobaczymy samsungowego Flipa 6.

  • OnePlus Nord CE4 Lite 5G - nasze pierwsze wrażenia

    Nord CE4 Lite 5G to kolejne wcielenie smartfonów CE 3 Lite i CE 2 Lite, które zostały zaprezentowane rok i 2 lata temu. Największą niespodzianką jest to, że najnowszy CE4 Lite ma taki sam procesor, jak modele z zeszłych lat. Większość elementów jest nowa, ale platforma Snapdragona pozostała ta sama. Zapewne to wynika z oszczędności, bo nowy OnePlus kosztuje 1299 zł. Sprawdźmy więc, czym różni się CE4 Lite 5G od swoich poprzedników, a przede wszystkim, czy warto go kupić, bo wybór w tym segmencie rynku jest ogromny.

    Zestaw i wygląd zewnętrzny

    W pudełku z Nord CE4 Lite znajdziemy tylko telefon i kultowy czerwony kabel USB. To wielka szkoda, że w komplecie nie ma ładowarki, bo lite wspiera technologię SUPERVOOC z mocą aż 80W. To dwa razy więcej od flagowców Samsunga. W pudełku nie ma także gumowego etui, a dołączone etui to raczej standard wśród chińskich producentów. Telefon jest duży, bo przekątna jego ekranu to 6.67 cala. Na szczęście wyświetlacz jest prosty i nie zachodzi na boki obudowy. Ramki wokół ekranu są wąskie, ale niestety ta dolna, czyli tzw. broda jest sporo szersza od pozostałych. Obudowa kiwa się na płaskich powierzchniach, bo wystają z niej dwa obiektywy. Na dole obudowy znajdziemy gniazdo słuchawkowe. Niestety Nord CE4 Lite nie spełnia normy IP68 – do dyspozycji mamy tylko niższą normę IP54. Gładki tył obudowy wygląda biznesowo i ekskluzywnie. Niestety taki design sprawia, że telefon brudzi się od samego patrzenia. Ratunkiem byłoby wspomniane etui, ale to musimy już dokupić samodzielnie. Wyspa aparatów składa się z 2 “oczek”, bo nasz CE4 Lite ma tak naprawdę jeden aparat, a drugi to tylko “pomocnik” do mierzenia głębi ostrości w trybie portretowym.

    W obudowie są głośniki stereo – ten prawy jest znacznie mocniejszy, a więc efekt stereo jest zaburzony. Tani OnePlus gra głośno i jakość dźwięku jest w porządku.

    Ekran

    Jeśli chodzi o wyświetlacz to zmiana w porównaniu do wcześniejszych modeli jest znacząca. Do tej pory w tej serii mieliśmy tylko ekrany IPS LCD. Teraz mamy AMOLED z odświeżaniem do 120 Hz. Odświeżanie może zmieniać się automatycznie lub być na stałe w trybie 60 lub 120 Hz. Jasność wyświetlacza wynosi 600 nitów (standard), 1200 (HBM) oraz 2100 (Peak Brightness). Wyświetlacz, jak każdy AMOLED, daje radę – kolory są bardzo ładne, nasycone, a sporą zaletą tego wyświetlacza jest to, że nie jest zakrzywiony na boki. Ekran świetnie reaguje na dotyk i nie ma z nim żadnych problemów. Jest także tryb “ekran zawsze aktywny”, choć nie da się go chyba włączyć na stale, co w sumie zaprzecza temu, do czego ta funkcja ma w ogóle służyć. Rozdzielczość wyświetlacza to standardowe 1080 × 2400 pikseli. Ekran wspiera standardy Amazon Prime Video HD i Netflix HD.

    Specyfikacja

    W przypadku specyfikacji trzeba zacząć od największego zarzutu, czyli zastosowanego procesora. Snapdragon 695 5G towarzyszy tej serii już teraz od 3 edycji, co wydaje się “przegięciem”. Trzeba jednak przyznać, że ten procek daje rade w zestawieniu z najnowszym Androidem i dopracowaną nakładką grupy BBk Electronics. W AnTuTu zbliża się on do 500 tys. punktów, więc jak na taniego średniaka to nie jest to zły wynik. Telefon działa płynnie i naprawdę nie można na niego w żaden sposób narzekać. Wspomaga go 8 GB RAM (LPDDR4X) (+ wirtualne 4GB). Na apki i multimedia otrzymuje 256 GB (wolnej pamięci UFS2.2).

    Mamy LTE z pobieraniem do 600 Mbps i z wysyłaniem 150 Mbps. Jest też 5G. Nie ma niestety WiFi 6. Bluetooth jest dostępny w wersji 5.1 z obsługą kodeków aptX HD/LDAC. Nie jest więc źle, ale i tak nie możemy darować OnePlusowi korzystania z tej archiwalnej plartformy Snapdragon.

    Czytnik linii papilarnych pod ekranem działa szybko i bez żadnych problemów.

    System operacyjny i nakładka

    Nord CE4 Lite korzysta ze starego procka, ale za to ma najnowszego Androida 14 z bardzo udaną nakładką OxygenOS. Nakładka ma swoją własną nazwę, ale jest to rozwiązanie, które znamy ze smartfonów realme i OPPO. Jest to platforma dopracowana, zbliżona do czystego Androida, ale nie pozbawiona autorskich rozwiązań i usług. Większość z nich znajdziemy w ustawieniach Funkcje specjalne. Są tam np. przydatny inteligentny pasek boczny, tryb prosty (np. dla seniorów) oraz tryb dla dzieci. Asystentem głosowym jest już AI Gemini, które może konkurować swoją jakością z chatGPT. Co nam się nie spodobało w OxygenOS? Po uruchomieniu naszego OnePlus nie wiadomo z jakiego powodu dostajemy sporą liczbę preinstalowanych aplikacji. Są gry (jest ich sporo), dziwne aplikacje pogodowe, AliExpress, Amazon itd. itp. Szkoda, że producenci nadal na siłę próbują nas uszczęśliwić. W menu znaleźliśmy także Sen adaptacyjny. Ta tajemnicza nazwa to usługa, która podtrzymuje podświetlenie ekranu, gdy na niego patrzymy. Chyba nawet translator Google by tego nie wymyślił sam.

    Zestaw aparatów i jakość zdjęć

    Jeśli chodzi o zestaw aparatów to OnePlus Nord CE4 Lite nie ściemnia. Z tyłu ma dwa oczka kamer, ale ta druga pełni tylko rolę pomocniczą do pomiaru głębi przy zdjęciach portretowych.

    Główna kamera to matryca Sony LYT-600 o rozdzielczości 50 mega. Jest wyposażona w optyczną stabilizację obrazu, która działa chyba jednak tylko przy robieniu zdjęć, a nie przy nagrywaniu filmów. Jest także dodatkowa stabilizacja EIS. Spora matryca pozwoliła na całkiem przydatny zoom 2X. Wycinanie z takiej matrycy daje klatki o bardzo dobrej jakości. Same zdjęcia są ostre, szczegółowe i to także przy gorszych warunkach oświetleniowych. Gorzej jest niestety z jakością filmów. Standardem jest tutaj jedynie rozdzielczość 1080p z prędkością 30 klatek na sekundę. Nie jest to materiał wideo, którym można się bardzo chwalić. Tak jak wspomnieliśmy na początku – w lite nie ma ultraszerokiego kąta i nie ma także teleobiektywu.

    Bateria

    Bateria OnePlus Nord CE4 Lite jest minimalnie większa od standardu – ma 5110 mAh. Telefon bez problemu wytrzymuje dobę przy dużym obciążeniu, a zapewne uda się nim osiągnąć 2 doby bez ładowarki, gdy z telefonu będziemy korzystać rzadziej. To wynika przede wszystkim z niezbyt wymagającego procesora i optymalizacji systemu. Telefon może być ładowany z maksymalną mocą 80W (standard BBK – SUPERVOOC). Niestety, tak jak już wspominaliśmy wcześniej, w komplecie nie mamy ładowarki. OnePlus Nord CE4 Lite to tani średniak, więc nie wspiera także ładowania bezprzewodowego.

    Podsumowanie

    OnePlus Nord CE4 Lite to całkiem udany i tani średniak renomowanej marki smartfonów. Nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale także niczego mu nie brakuje. Ładnie się prezentuje, ma dobry ekran AMOLED, najnowszy system operacyjny z dopracowaną nakładką i bardzo udany aparat (choć tylko jeden). Trochę szkoda, że tył obudowy nie jest matowy, bo brudzi się niesamowicie. Nie możemy też nie wspomnieć o platformie Snapdragon, która w tym wydaniu jest w tej serii od 2 lat. Nord CE4 Lite to dobry smartfon na rozpoczęcie przygody z marką OnePlus, która w Polsce nadal ma wielu zagorzałych fanów.

    Jeszcze przez 2 tygodnie decydując się na zakup tego telefonu w cenie 1299 zł, klienci w prezencie otrzymają słuchawki OnePlus Nord Buds 2.

    Smartfon otrzymaliśmy do testów od firmy OnePlus Polska.

  • Przetestowaliśmy najlepszego robota odkurzającego na rynku - Dreame X40 Ultra

    Przez ostatnie kilka tygodni testowaliśmy chyba najlepszego robota odkurzającego na rynku. To Dreame X40 Ultra. Jego głównym rynkowym rywalem jest Roborock S8 MaxV Ultra. To Ci dwaj producenci są teraz technologicznymi liderami tej branży, która rozwija się bardzo dynamicznie. Reszta graczy tak naprawdę już się nie liczy. Oba te odkurzacza mają wiele cech wspólnych, ale mają także kilka znaczących różnic. My naszego Dreame X40 Ultra w czasie tego testu porównywaliśmy także z modelem flagowym, ale chyba sprzed dwóch lat, czyli z Dreame L10s Ultra. Teraz ten odkurzacz kosztuje mniej więcej o połowę taniej. Sprawdziliśmy, czy warto dopłacić do aktualnego flagowca, bo przecież Dreame L10s Ultra także był hitem sprzedaży i nadal jest bardzo udanym odkurzaczem. Pamiętajmy także o modelu L20 Ultra, czyli zeszłorocznym flagowcu. Różnica pomiędzy nim, a X40 Ultra jest już dużo mniejsza (to około 1000 zł).

    Wybór robota odkurzającego nie jest specjalnie łatwy. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy jest to nasze pierwsze urządzenie tego typu, ale także okoliczności, gdy mamy już automatyczny odkurzacz, który służy nam kilka lat i teraz planujemy zakup nowej generacji sprzętu. Postęp tej branży z roku na rok jest ogromny i gdy mamy starego robota bez stacji dokującej z wodą to będziemy w szoku, jak zmieniły się te roboty przez ostatnie lata.

    Dreame X40 Ultra versus największy konkurent, czyli Roborock S8 MaxV Ultra – czym się różnią?

    Jeśli ktoś z zasobnym portfelem już zdecydował się na zakup najbardziej wypasionego odkurzacza na rynku, to aktualnie do wyboru ma praktycznie dwa roboty: Dreame X40 Ultra versus jego największy konkurent, czyli Roborock S8 MaxV Ultra. Oba odkurzacze oferują niemal wszystko co najlepsze w tej branży, ale różnią się kilkoma znaczącymi cechami.

    Przede wszystkim różnią się designem, więc przed zakupem powinniśmy je zobaczyć i wybrać ten, który będzie nam się bardziej podobał. Oba odkurzacze (a raczej ich stacje bazowe) są bardzo duże i pod względem wymiarów różnic prawie nie ma. 

    Roborock S8 MaxV Ultra ma przewagę nad Dreame X40 Ultra w postaci własnego asystenta głosowego. Największą niespodzianką jest to, że ten asystent (Rocky) naprawdę działa i działa chyba lepiej niż np. Siri. Oczywiście Dreame również możemy uruchamiać głosowo, ale już przez np. Asystenta Google, a nie dedykowanego asystenta odkurzacza.

    Na tym przewagi Roborock się kończą. Dreame X40 Ultra wygrywa swoimi obrotowymi mopami. W Roborock mop ma kształt prostokąta i się nie obraca, a jedynie bardzo szybko drga (4 tys. razy na minutę). Obrotowe talerze mopują dokładniej i mocniej, choć oczywiście nadal zaschnięte, stare plamy nie zostaną przez takiego robota usunięte. Obrotowe mopy Dreame X40 Ultra mają także dodatkową przewagę. W obu odkurzaczach szczotka potrafi wysuwać swoje ramię i sprzątać w rogach, ale tylko Dreame potrafi wysunąć na boki swoje mopy. Czasami wjeżdża on nimi nawet na boczne listwy przy podłodze, więc mopowanie przy krawędziach jest znacznie bardziej dokładne. Niewielką wadą mopów obrotowych jest bardzo wąska szpara między nimi, która teoretycznie nie jest mopowana.

    Dreame X40 Ultra to także lepszy odkurzacz dla użytkowników dywanów. Po pierwsze jego maksymalna moc ssania to 12 tys. Pa (10 tys. w Roborock). Po drugie (i to jest ważniejsze) flagowiec Dreame potrafi zostawić w stacji mopy i odkurzać dywan bez nich. To ważna cecha dla fanów dywanów z wysokim włosem. Oba odkurzacze potrafią także standardowo unosić mopy na takim dywanie, ale Dreame ma przewagę w postaci mopów pozostawianych w bazie.

    Dreame X40 Ultra versus zeszłoroczny flagowiec Dreame L20 Ultra – czym się różnią?

    Kolejna alternatywą dla naszego flagowca z tego roku będzie Dreame L20 Ultra, który teraz kosztuje około 1000 zł taniej. Potrafi on również zostawić mopy w bazie i wysuwać je bliżej krawędzi. Ma jednak mniejszą moc ssania – maks to 7 tys. Pa. Większą jego wadą jest to, że nie jest wyposażony w bardzo przydatną szczotkę na wysuwanym ramieniu. Nie myje on także mopów ciepłą wodą. Detergent w tym robocie jest podawany ze specjalnych nabojów, a nie wlewany „normalnie” do dedykowanego pojemnika.

    Dreame X40 Ultra versus już dużo tańszy starszy brat Dreame L10s Ultra – czym się różnią?

    Ciekawszą propozycją od L20 Ultra jest chyba Dreame L10s Ultra, który jest już o połowę tańszy od naszego flagowca. Oczywiście nie ma wszystkich gadżetów tegorocznego króla, ale za to jego cena jest prawdziwie królewska. Dreame L10s Ultra nie czyści mopów gorącą wodą, nie potrafi ich wysuwać na boki, a jego szczotka także się nie wysuwa do rogów. Czyści jednak pomieszczenia bardzo dokładnie, ma kamerę, można go obsługiwać głosowo i dobrze omija przeszkody. Gdy cena jest dla nas najważniejsza to warto się nad nim zastanowić.

    Czym teraz wyróżnia się robot odkurzający z segmentu premium?

    Są zapewne klienci, którzy w ogóle zastanawiają się nad sensem inwestowania w odkurzacz, który kosztuje około 5 tys. złotych, gdy są roboty za tysiąc lub 2 tysiące złotych. W czym taki robot premium będzie lepszy? Można wymienić kilka cech, które charakteryzują droższe urządzenia:

    • Znacznie lepszy design i lepsze materiały
    • Większe rozmiary stacji bazowej
    • Większa moc obliczeniowa potrzebna do skanowania pomieszczeń, projektowania ścieżki sprzątania i omijania przeszkód
    • Własne oświetlenie
    • Skanowanie otoczenia przy użyciu precyzyjnego dalmierza laserowego (LiDAR)
    • Kamera HD
    • Głośnik
    • Kamera IR 
    • Czyszczenie mopa ciepłą wodą – w przypadku naszego odkurzacza woda ma maksymalnie aż 70 stopni
    • Suszenie mopów powietrzem
    • Duże zbiorniki na wodę czystą i brudną
    • Zostawianie mopów w bazie przy odkurzaniu
    • Wysuwane na boki mopy
    • Wysuwana na boki szczotka
    • Znacznie większe moce ssące
    • Zdalna łączność wideo
    • Wysyłanie zdjęć
    • W nowe szczotki nie wkręcają się włosy, co jest udręką w tańszych odkurzaczach
    • Używanie dodatkowych płynów myjących – nie tylko wody

    Podsumowując – odkurzacz premium to urządzenie, które jest już niemal bezobsługowe. Wygląda lepiej od tańszej konkurencji, nie wydaje z siebie żadnych nieprzyjemnych zapachów i precyzyjnie realizuje zadane sprzątania nie obijając się o meble. W czasie naszych testów Dreame X40 Ultra nie wymagał interwencji użytkownika. Nie zablokował się, nie wkręcił w żadne kable i sznurówki. Także sama stacja bazowa nie brudziła się prawie wcale – wystarczyło co tydzień przetrzeć lądowisko robota lekko zmoczoną szmatką lub ręcznikiem papierowym. Fani czystości mogą też wymontowywać plastikowy element z bazy i przepłukiwać go po prostu pod kranem. Oczywiście odkurzacze premium sprzątają też bardziej dokładnie, intensywnie, ale pamiętajmy, że gdy sprzątamy rzadko, to taki odkurzacz nie poradzi sobie z zaschniętymi planami. Warto więc uruchamiać do raz na dzień lub nawet częściej. Gdy jesteśmy leniwi to możemy w aplikacji ustawić automatyczne harmonogramy takich przejazdów.

    Rozpakowanie i pierwsze skanowanie mieszkania

    Choć Dreame X40 Ultra to kombajn do sprzątanie to jego uruchomienie i konfiguracja nie będzie sprawiała kłopotu nawet mniej wprawnym gadżeciarzom. Odkurzacz jest dostarczany w ogromnym pudle, ale przez to jest niemal gotowy do pracy. Później tylko musimy pobrać aplikację Dreame, założyć w niej konto, połączyć się z odkurzaczem i podłączyć go do sieci WiFi. Pamiętajmy tylko, że Dreame X40 Ultra jak większość tego typu urządzeń współpracuje wyłącznie z WLAN 2.4 Ghz. Robot przy pierwszym uruchomieniu zeskanuje w kilka minut rozkład naszych pomieszczeń i samodzielnie je podzieli. Wówczas możemy taki podział zaakceptować lub ręcznie wprowadzić do niego modyfikacje. W aplikacji możemy skorzystać w widoku 2D lub 3D. 2D jest chyba bardziej czytelny.

    Aplikacja to prawdziwy kombajn – ratunkiem jest obsługa głosem

    Z naszym Dreame X40 Ultra „kontaktujemy się” głównie przez aplikację Dreame, która jest dostępna dla iOS i Androida. Jest to potężne narzędzie dla fanów personalizowania sprzątania. Gdy jednak nas to kompletnie nie interesuje, to po prostu po uruchomieniu apki możemy wybrać sprzątanie całego domu/mieszkania lub tez mamy do wyboru opcję wyboru jednego lub kilku pomieszczeń. Jest też opcja strefy - czyli gdy wysypie się nam coś w jednym miejscu to możemy wysłać tam odkurzacz, aby szybko posprzątał tylko ten obszar. Aplikacja jest w języku polskim. Zdarzają się w niej złe tłumaczenia, ale występują sporadycznie.

    Jeszcze prostszym sposobem na obsługę robota jest dołączenie odkurzacza do aplikacji Google Home. Wówczas możemy powiedzieć asystentowi, żeby posprzątał kuchnię lub łazienkę i po chwili nasz odkurzacz się tam pojawi.

    Standardowo odkurzacz sprząta w trybie Clean Genius, czyli sam dobiera sobie parametry sprzątania.

    Gdy jednak mamy duszę gadżeciarza to wówczas w aplikacji możemy ustawić m.in.:

    • Tryb sprzątania: samo odkurzanie, samo mopowanie, odkurzanie i mopowanie, mopowanie po odkurzaniu – każdy z tych trybów może być przypisany do wybranego przez nas pomieszczenia
    • Moc odkurzania: ciche, standardowe, turbo i max
    • Tryb przejazdu: szybki i standardowy
    • Możemy sprawdzić historię sprzątania (trochę nie wiadomo po co)
    • Ustawić harmonogram przejazdów
    • Ustalić sposób odkurzania dywanów – czy mop ma być tylko podniesiony, czy też zostawiony w bazie na czas odkurzania dywanu, a trzecią opcją jest automatyczne pomijanie dywanów
    • W apce ustawiamy także, czy mopy i szczotka mają automatycznie się wysuwać, w zależności od tego, czy robot jest w rogu lub przy krawędzi pomieszczenia
    • W aplikacji jest też specjalna nakładka do precyzyjnego personalizowania tego jak są czyszczone i suszone mopy – samo suszenie może trwać od 2 do 4 godzin. W tym czasie baza lekko szumi, ale nie jest to dźwięk, który mógłby komuś przeszkadzać np. w spaniu. W tym samym miejscu regulujemy także temperaturę wody do mycia mopów – pozwoli nam to oszczędzić energię do jej podgrzania.
    • W apce jest także zdalny dostęp do kamery, którą możemy podejrzeć nasze pomieszczenie lub np. naszego zwierzaka, gdy sam siedzi w domu.
    • Aplikacja pokazuje procent zużycia materiałów eksploatacyjnych – filtra, szczotek itd.
    • W apce jest także opcja ręcznego sterowania robotem, tak jakby był samochodem zdalnie sterowanym

     Ustawień jest więc multum, ale pamiętajmy, że w ogóle nie musimy ich przestawiać i się nad nimi zastanawiać. Dla nas ważne jest przecież to, jak nasz Dreame X40 Ultra posprząta nasze mieszkanie.

    Jakość sprzątania

    Jeśli chodzi o jakość sprzątania to Dreame X40 Ultra jest chyba teraz aktualnym liderem. Wynika to z tego, że ma obrotowe mopy (Roborock S8 MaxV Ultra ma tylko mopa sonicznego). Dodatkowo obrotowe mopy mogą się wysuwać na boki, co powoduje, że robot dosłownie wspina się na boczne krawędzie przy podłodze. X40 Ultra potrafi także wysunąć szczotkę, a więc rogi pomieszczeń też są lepiej wymiecione. Wadą mopów obrotowych jest wąska szpara pomiędzy nimi, która nie jest mopowana, ale jest to bardzo niewielka wada tego rozwiązania. Pamiętajmy też, że robot odkurzacz nie wyczyści zaschniętych starych plam i też nie dostanie się w miejsca, do których nie da rady dojechać, bo jest po prostu za szeroki lub za wysoki. Ale pomimo tych wad, nasze podłogi będą dzięki takiemu urządzeniu 100 razy bardziej czyste i to bez żadnego wysiłku po naszej stronie.

    Czy warto kupić odkurzacz Dreame X40 Ultra, czy też lepiej kupić sporo tańszego Dreame L10s Ultra?

    Dreame X40 Ultra to teraz najbardziej zaawansowany robot sprzątający na świecie. Jego obrotowe i wysuwane mopy, możliwość zostawiania mopów w stacji bazowej oraz wysoka moc ssania sprawiają, że jest to urządzenie idealne dla najbardziej wymagających użytkowników. Dreame X40 Ultra oferuje bardziej zaawansowane rozwiązania w zakresie mopowania, co przekłada się na lepsze wyniki w sprzątaniu. 

    Robot wyposażony jest w precyzyjny system skanowania LiDAR oraz kamerę HD z, co pozwala na dokładne mapowanie pomieszczeń i omijanie przeszkód. Dodatkowo posiada kamerę IR, co zwiększa jego zdolności do pracy w różnych warunkach oświetleniowych (ma też własne oświetlenie).

    Dreame X40 Ultra to idealne rozwiązanie dla osób, które cenią sobie wygodę oraz nowoczesne technologie w codziennym utrzymaniu czystości. Jego jedyną wadą jest jego wysoka cena, ale jest to cena na poziomie głównego konkurenta. Jeśli chcecie robota tańszego to na pewno możemy wam polecić Dreame L10s Ultra, który nie ma tych wszystkich bajerów aktualnych flagowców, ale również będziecie bardzo zadowoleni z jakości jego sprzątania i sposobu w jaki omija przeszkody.

    Urządzenie otrzymaliśmy do testów od firmy Dreame Polska.

  • Porównujemy zdjęcia z realme GT6, Pixel 8 Pro, Samsung Galaxy S24 Ultra i iPhone 15 Pro Max

    W Mediolanie mieliśmy szansę na sprawdzenie jak działają aparaty w najnowszym realme GT6.

    Poniżej prezentujemy kilka kadrów w dobrych warunkach oświetleniowych z tego telefonu, ale w porównaniu ze smartfonami od niego droższymi (niewiele, jak Pixel i znacznie, jak iPhone i Samsung).

    W dzień jakość zdjęć z realme na pewno nie odstaje od droższej konkurencji. realme przegrywa z nimi natomiast tym, że zastosowany w nim teleobiektyw oferuje nam tylko dwukrotne powiększenie.

    Planujemy także przygotować krótkie porównanie zdjęć nocnych.

    Specyfikacja aparatów:

      realme GT6 Google Pixel 8 Pro Samsung Galaxy S24 Ultra iPhone 15 Pro Max
    Aparat 1 Główny: Sony LYT-808, 50MP, 1/1.4”, f/1.69, OIS Główny: 50 MP, f/1.7, 25mm, 1/1.31", 1.2µm, OIS Główny: 200 MP, f/1.7, 24mm, 1/1.3", 0.6µm, OIS Główny: 48 MP, f/1.8, 24mm, 1/1.28", 1.22µm, OIS
    Aparat 2 Teleobiektyw: Samsung JN5, 50MP, 1/2.8”, f/2.0, EFL 46.91mm Teleobiektyw: 48 MP, f/2.8, 113mm, 1/2.55", 0.7µm, OIS Teleobiektyw: 10 MP, f/2.4, 67mm, 1/3.52", 1.12µm, OIS Peryskopowy: 12 MP, f/2.8, 120mm, 1/3.06", 1.12µm, OIS
    Aparat 3 Szerokokątny: Sony IMX355, 8MP, 1/4”, f/2.2 Szerokokątny: 48 MP, f/2.0, 126˚, 0.8µm Szerokokątny: 12 MP, f/2.2, 13mm, 120˚, 1/2.55", 1.4µm Szerokokątny: 12 MP, f/2.2, 13mm, 120˚, 1/2.55", 1.4µm
    Aparat 4 - - Peryskopowy: 50 MP, f/3.4, 111mm, 1/2.52", 0.7µm, OIS -

    Cena od:

    • realme GT6 - 3499 zł
    • Google Pixel 8 Pro 5G 12/128GB - 3699 zł
    • Samsung Galaxy S24 Ultra 12/256GB - 5999 zł
    • iPhone 15 Pro Max - iPhone 15 Pro Max - 5549 zł

    Przykładowe zdjęcia:

  • Test Sony Xperia 1 VI – to najlepsza Xperia w historii marki

    Największą siłą i jednocześnie słabością Sony jest konserwatywne podejście do projektowania swoich urządzeń. Siłą, bo dzięki odporności na presję różnych trendów, Sony jako jedyny producent nadal oferuje gniazdo słuchawkowe i obsługę kart microSD w swoich urządzeniach, czego nie ma żaden inny współczesny flagowiec. Słabością, bo jeśli coś faktycznie trzeba zmienić, aby było lepiej, to Sony zrobi to jako ostatnie w branży, każąc na siebie czekać o kilka generacji smartfonów dłużej. W przypadku Xperia 1 VI nadszedł ten moment wyczekiwanych i potrzebnych zmian. Sony w końcu odeszło od najbardziej kontrowersyjnych elementów swojego telefonu: ekranu 4K bez dynamicznego dopasowania częstotliwości odświeżania o proporcjach 21:9. Nie ma już też trzech osobnych aplikacji do zdjęć i nagrywania wideo – zostały one połączone w jedną całość. Po tych zmianach flagowy smartfon Sony wreszcie spełni oczekiwania szerszej grupy odbiorców. A to nie koniec zalet tego telefonu.

    Design

    Sony może śmiało powiedzieć, że wyprzedziło rynkowy trend, w kierunku którego idzie teraz konkurencja – całkowicie płaski, prostopadły design. Od samego początku serii telefony Sony Xperia 1 miały płaski wyświetlacz i tył obudowy oraz płaskie krawędzie. Dodatkowym charakterystycznym elementem jest wyraźna faktura na szkle z tyłu obudowy oraz na bokach telefonu. Smartfon jest nie tylko matowy, ale wręcz chropowaty. Z tego powodu w pierwszej chwili można się nawet nie zorientować, że tył jest wykonany ze szkła Gorilla Glass Victus, bo pod palcem nie sprawia takiego wrażenia. To rozwiązanie jest bardzo praktyczne, bo całkowicie eliminuje brudzenie się Xperii od dotyku i dodatkowo sprawia, że telefon nie wyślizguje się z ręki ani nie zsuwa z pochyłych powierzchni.

    Są jeszcze trzy charakterystyczne dla Sony elementy – gniazdo słuchawkowe, które we flagowcach już nie występuje, szuflada SIM wysuwana bez pomocy narzędzi oraz czytnik linii papilarnych w przycisku zasilania. Żaden inny telefon nie ma wszystkich tych cech.

    Sam doceniam gniazdo słuchawkowe, które oprócz słuchawek HiFi pozwala z łatwością podłączyć zewnętrzny, przewodowy mikrofon. Bezprzewodowe mikrofony dobrej klasy są znacznie droższe od słuchawek TWS. Szuflada SIM, którą można wysunąć paznokciem, to bardzo wygodne rozwiązanie. Za to czytnik linii papilarnych w przycisku zasilania jest dla mnie obecnie najmniej kluczowym elementem designu Sony – jest trudniej dostępny w uchwycie samochodowym niż ekranowy. Czytniki ekranowe stały się już na tyle dobre, że czytnik w przycisku przestał mieć dla mnie znaczenie. Działa jednak bezproblemowo, choć przy pierwszej konfiguracji wymaga więcej uwagi.

    Na deser zostały świetnej jakości głośniki stereo z całkowicie rozdzielonymi kanałami, które doskonale sprawdzają się w multimediach oraz audycjach i rozmowach głośnomówiących.

    Sony był prekursorem normy IP68 na rynku smartfonów i nie będzie zaskoczeniem, że Xperia 1 VI także ma normę szczelności IP68.

    Wyświetlacz

    Ekran to najważniejsza sprzętowa zmiana w nowej Xperii. Dotąd, obok niestandardowych, chyba jednak zbyt wąskich proporcji, wyświetlacz nie miał technologii LTPO, co we flagowcu było trudne do przełknięcia. Teraz wyświetlacz został zmieniony na odpowiadający najlepszym dzisiejszym standardom.

    Xperia 1 VI ma ekran LTPO OLED o przekątnej 6,5 cala, rozdzielczości FHD+ 2340 x 1080 pikseli i proporcjach 19.5:9. Ekran obsługuje odświeżanie z zakresu od 1 do 120 Hz. W ustawieniach znajdziemy szereg zaawansowanych funkcji, w tym tryb twórcy, który ustawia kolory tak, aby ułatwić pracę z obrazem. Można też ręcznie ustawić wszystkie parametry balansu bieli. Ekran Sony jest zgodny ze standardem kolorów BT.2020, będącym częścią specyfikacji 4K Ultra HD. Producent nie deklaruje jasności wyświetlacza, ale nie ustępuje ona innym telefonom z górnej półki.

    W mojej ocenie odejście od ekranu 4K bez LTPO w standardzie 21:9 to była konieczna decyzja, która przybliżyła Xperię do rywalizacji z innymi flagowcami.

    Specyfikacja i system

    Sony, podobnie jak inne topowe telefony, jest wyposażony w procesor Snapdragon 8 Gen 3. Jednostkę centralną wspomaga 12 GB RAM i 256 GB miejsca na system i pliki. Pamięć można rozszerzyć kartą microSD, co wśród flagowców jest unikalną cechą Xperii.

    Niestety, wydajność, przynajmniej według benchmarku Antutu, wrażenia na nikim nie zrobi – Xperia 1 VI uzyskała 1,6 mln punktów, co dało jej 31 pozycję w rankingu tego testu. Wiele tegorocznych flagowców pokonało bez problemów barierę 2 milionów punktów. Oznacza to, że Sony jest niemal 30% mniej wydajne od najszybszych telefonów z tym samym procesorem. To zaskakująca różnica. Trudno powiedzieć, czy odpowiada za to niewielki rozmiar i waga tego telefonu, czy producent z innych względów ograniczył moc procesora.

    Nie ma to raczej znaczenia z punktu widzenia codziennego użytkowania, bo telefon działa bezproblemowo i płynnie.

    Pakiet komunikacyjny obejmuje 5G, WiFi 6e i 7, Bluetooth 5.4, NFC i USB C 3.2 z wyjściem obrazu. Lokalizacja jest ustalana dzięki obsłudze systemów: GPS (L1+L5), GLONASS, BDS, GALILEO i QZSS. Jest komplet czujników wzbogacony o barometr i czujnik spektrum kolorów.

    Xperia działa pod kontrolą systemu Android 14 z zabezpieczeniami zaktualizowanymi do wersji z czerwca. To w dużej mierze czysty Android z niewielkimi modyfikacjami od Sony. Najistotniejszymi dodatkami są aplikacja Music Pro, pozwalająca w półprofesjonalny sposób realizować nagrania dźwiękowe oraz Kreator wideo, który pozwala na montaż wideo na telefonie. Jest też pomocnik gracza oraz możliwość wykorzystania telefonu Sony jako zewnętrznego monitora podglądowego dla aparatów fotograficznych Sony Alpha.

    Zestaw aparatów

    Flagowce Sony mogły się pochwalić unikalnymi cechami swoich aparatów w niemal każdej generacji. Wciąż jako jedyny smartfon na rynku Xperia potrafi nagrywać wideo 4K w 120 klatkach na sekundę każdym ze swoich aparatów (Samsung 4K/120p wprowadził dopiero w S24 Ultra i tylko dla dwóch z czterech aparatów). Dodatkowo tylko Sony ma obiektyw o zmiennej ogniskowej.

    Dotąd kłopot polegał na tym, że te funkcje rozbite pomiędzy trzy aplikacje nie były użyteczne czy nawet dostępne dla zwykłego użytkownika, ograniczającego się do głównej aplikacji aparatu. Teraz to się zmieniło. Zmienił się też teleobiektyw, który ma szerszy zakres powiększenia 3.5x-7.1x zamiast 3.5x-5.2x jak dotychczas.

    Specyfikacja aparatów:

    • 48 MP, f/1.9, 24mm, 1/1.35", 1.12µm, dual pixel PDAF, OIS – główny aparat
    • 12 MP, f/2.3, 85mm - f/3.5, 170mm, 1/3.5", 1.0µm, dual pixel PDAF, OIS, 3.5x-7.1x płynny zoom optyczny, OIS, makro z 4cm na 120mm bez AF
    • 12 MP, f/2.2, 16mm, 123, 1/2.5", 1.4µm, dual pixel PDAF – aparat ultraszerokokątny
    • 12 MP, f/2.0, 24mm – przedni aparat do selfie

    Techniczne możliwości aparatów Sony są na bardzo wysokim poziomie. Ustawianie ostrości działa błyskawicznie i może śledzić obiekty oraz źrenicę oka zarówno ludzi, jak i zwierząt. Kolorystyka jest naturalna, kontrast nie jest aż tak podbity jak w innych smartfonach i bardziej przypomina zdjęcia z dużego aparatu. Nie ma tu dedykowanego trybu zdjęć nocnych, który robi z nocy dzień. W efekcie Sony nie zawsze zachowa tyle szczegółów w światłach neonów i najgłębszych cieniach co inne smartfony kładące mniejszy nacisk na fotografię obliczeniową. Mimo to zdjęcia nocne wychodzą bardzo dobrze i bardziej naturalnie.

    Sony znacząco usprawnił teleobiektyw – poprzednio miał on znacznie mniejszy zakres powiększeń i był przy tym mniej ostry niż teleobiektywy konkurencji o stałej ogniskowej. Tym razem teleobiektyw wypadł naprawdę dobrze, jest bardziej ostry i szczegółowy, a przy tym mamy do dyspozycji szerszy zakres powiększeń. Wreszcie ma sens to rozwiązanie. Dodatkowo teleobiektyw ma teraz możliwość robienia zdjęć makro z jednym z największych powiększeń, jakie dotąd widziałem. Co prawda w tym trybie AF nie działa, ale ręczne sterowanie ułatwia kontrolowanie całego procesu i uzyskanie największych powiększeń. Tak samo fotografuje się przy użyciu dużych aparatów i obiektywów dedykowanych makrografii.

    Największym przełomem jest jednak zunifikowanie trzech aplikacji aparatu w jedną. Teraz, aby nagrywać wideo 4K/120p, nie trzeba uruchamiać osobnego programu, możemy te parametry wybrać w oknie normalnego nagrywania, dla każdego z aparatów – rewelacja. Nie umożliwia tego nawet Samsung, na którym 4K/120p jest dostępne tylko w osobnym trybie pro wideo i tylko dla aparatu głównego i szerokokątnego.

    Osoby, które korzystały z manualnych ustawień, też nie mają powodu do obaw. W ustawieniach można włączyć manualną kontrolę ostrości oraz migawki i będzie ona dostępna dla każdego z trybów foto oraz wideo.

    Mówiąc krótko, tak od początku powinien wyglądać zestaw aparatów i aplikacja do ich obsługi w smartfonach Sony, dokładnie na to czekaliśmy. Przy czym podkreślam, że Sony celuje raczej w użytkowników, którzy doceniają lub chociaż akceptują w miarę naturalny obraz. Jeśli ktoś potrzebuje maksimum kontrastu i rozpiętości tonalnej podbitej dzięki algorytmom, to Sony może nie zaspokoić w pełni jego oczekiwań.

    Bateria

    Ogniwo w telefonie Sony Xperia 1 VI ma pojemność 5000 mAh. Telefon obsługuje 30W ładowanie w uniwersalnym standardzie PD3.0 oraz 15W ładowanie indukcyjne. W pudełku z telefonem nie ma nic – ani ładowarki, ani nawet kabla. Ładowanie nie można nazwać szybkim. Do pełnego naładowania potrzebne jest półtorej godziny, a w pół godziny naładujemy telefon najwyżej w połowie.

    Xperie znane były z dobrego zarządzania energią i długiej pracy. Teraz dodatkowo w osiągnięciu dobrych wyników pomaga ekran LTPO. Połączenie jednego z drugim przyniosło spektakularne efekty. Po ośmiu i pół godzinie odtwarzania wideo telefon wciąż miał 73% baterii. Xperia 1 VI jest więc pierwszym smartfonem, który przebił barierę 31 godzin strumieniowania wideo z YouTube z jasnością ekranu ustawioną na połowę. Sony to jeden z najdłużej działających flagowców na rynku.

    Podsumowanie

    Sony Xperia 1 VI to najbardziej udana flagowa Xperia od początku tej serii smartfonów. Dotąd dużo bardziej byłem skłonny polecić Xperię 5 V, która była tańsza i nawet lepsza od flagowej jedynki, ale opisany w tym teście model Xperia 1 szóstej generacji to zmienił. Wreszcie dostaliśmy ekran OLED LTPO, teleobiektyw ze zmienną ogniskową, który niesie ze sobą zalety, a nie tylko problemy, a także zunifikowaną aplikację aparatu. Krótko mówiąc, nowy model usuwa cały szereg kompromisów i problemów, które były powielane przez Sony przez kilka generacji telefonów.

    W zasadzie w przypadku Xperia 1 VI można mówić tylko o trzech minusach. Pierwszym z nich jest niższa wydajność od konkurencji – 1,6 mln punktów w Antutu to najniższy wynik, jaki widzieliśmy dla procesora Snapdragon 8 Gen 3. Nie przekłada się to znacząco na użytkowanie tego telefonu, ale też z pewnością trudno zaliczyć to do zalet. Drugim minusem jest wolne ładowanie baterii – jedno z najwolniejszych na rynku. Ostatnim minusem jest cena, plasująca się na samym szczycie nieskładanych smartfonów – 6499 zł za konfigurację 12/256 GB to o 500 zł więcej od Samsunga S24 Ultra. Jedyny droższy smartfon to Xiaomi 14 Ultra, ale on jest tylko w konfiguracji 16/512 GB, więc różnica 300 zł już nie jest takim jednoznacznym argumentem.

    Sony, podobnie jak wielu innych producentów, nie ma dla użytkowników żadnych funkcji AI. Całe szczęście, producent ma na tyle dużo godności, że nie udaje, że jest inaczej, szemranymi hasłami marketingowymi.

    Mówiąc krótko, Xperia 1 VI to porządny i drogi smartfon oraz najlepsza Xperia w historii marki. Nie jest to smartfon idealny, ale jeśli kogoś stać na taki zakup, nie będzie go żałował, czego nie mogłem powiedzieć o starszych wersjach Xperii 1.

  • Takie zdjęcia robi realme GT6

    Jeśli chodzi o zestaw kamer w realme GT 6 to mamy główną matrycę 50 MP, teleobiektyw 50 MP i szeroki kąt 8 MP.

    Aparaty:

    • Główny: Sony LYT-808, 50MP, 1/1.4”, f/1.69, OIS
    • Teleobiektyw: Samsung JN5, 50MP, 1/2.8”, f/2.0, EFL 46.91mm
    • Szerokokątny: Sony IMX355, 8MP, 1/4”, f/2.2
    • Przedni: 32MP, 1/2.74”, f/2.45

    Trochę szkoda, że teleobiektyw ma powiększenie optyczne tylko na poziomie 2X, a nie 3X lub 5X. Teleobiektyw nie ma też optycznej stabilizacji, więc przy zdjęciach trzeba o tym pamiętać. Dostępne w aplikacji powiększenie 4X to już cyfrowe wycinanie z matrycy.

    Zdjęcia z głównego aparatu i teleobiektywu są świetne, szczególnie przy dobrych warunkach oświetleniowych. Są bardzo szczegółowe i mają ładne, nasycone kolory „w stylu Samsunga”.

    Przykładowe zdjęcia:

  • Realme GT 6T - nasz test mocnego gracza ze średniej półki

    W Mediolanie miały premierę dwa modele smartfonów realme, a jednym z nich jest obecnie najwyższy model oferowany przez producenta – realme GT 6. Wraz z nim pojawił się bardziej przystępny cenowo model realme GT 6T. Łączy on wysoką wydajność procesora z atrakcyjną ceną. Nie ma też problemów z wyróżnieniem się na tle konkurencji dzięki maksymalnej jasności ekranu wynoszącej 6000 nitów w piku, 120W ładowaniu oraz baterii 5500 mAh. Niewiele smartfonów na rynku może pochwalić się choćby jedną z tych cech, nie mówiąc o modelach ze średniej półki cenowej. Czy to jednak smartfon godny polecenia? Sprawdźmy to.

    Design

    Realme nie boi się skrajności. W ostatnich flagowych modelach z 2022 roku, czyli GT 2 oraz GT2 Pro, wykończenie było matowe i naśladujące papier. Teraz GT 6 i GT 6T poszły w stronę przynajmniej częściowo lustrzanej powierzchni. Nawet etui zostało zaprojektowane tak, aby otwór obejmował nie tylko obiektywy aparatów, ale także lustrzany fragment obudowy. Przyciąga to uwagę, ale jest zupełnie niepraktyczne pod kątem utrzymania czystej obudowy. W tym wariancie trudno, aby telefon wyglądał na czysty nawet tuż po przetarciu szmatką, bo jakiś paproch czy smuga i tak zostaną widoczne. W modelu GT 6T tył jest wykonany z tworzywa, co dodatkowo naraża go na zarysowania. Choć lubię odważny design, zdecydowanie preferuję matową obudowę.

    Realme GT 6T można odblokować czytnikiem umieszczonym pod wyświetlaczem oraz za pomocą twarzy. Obie metody są bardzo szybkie i powtarzalne, dzięki czemu korzystanie z telefonu jest wygodne. Realme ma też głośniki stereo, które mają niemal całkowicie rozdzielone kanały i wystarczająco dobre brzmienie.

    Smartfon nie ma oficjalnej normy szczelności obudowy, ale na szufladzie SIM można znaleźć uszczelkę, więc jest do pewnego stopnia odporny na zachlapania.

    Wyświetlacz

    Ekran realme GT 6T jest dokładnie taki sam jak w wyższym modelu GT 6. Ma przekątną 6,78 cala, rozdzielczość nieco wyższą od FHD+ wynoszącą 2780 x 1264 pikseli. Jest wykonany w technologii LTPO AMOLED, pozwalającej dopasować odświeżanie w zakresie od 1 do 120 Hz. Najważniejsza jest jednak jasność, która punktowo i maksymalnie może osiągnąć 6000 nitów, co jest najwyższą wartością wśród wszystkich wyświetlaczy na rynku. Dla całego ekranu maksymalna jasność to 1600 nitów. Ekran jest przykryty szkłem Gorilla Glass Victus 2 i dodatkowo zabezpieczony fabryczną folią ochronną.

    Wszystko razem sprawia, że to naprawdę dobry wyświetlacz, wyjątkowy szczególnie w tańszym modelu. Jasność faktycznie mu nie brakuje nawet w słoneczny, letni dzień. W ustawieniach są wszystkie możliwe regulacje kolorów i balansu bieli. Jedyna uwaga dotyczy patrzenia pod kątem – jasność prawie nie spada, ale odcień bieli się zmienia i delikatnie zaczyna wpadać w zieleń. Nie jest to jednak zbyt dokuczliwe i wymaga skupienia, aby to zauważyć.

    Specyfikacja i system

    Realme GT 6T może pochwalić się mocną specyfikacją. Wewnątrz telefonu znajduje się procesor Snapdragon 7+ Gen 3, 8 GB RAM oraz 256 GB pamięci UFS 4.0 na system i pliki.

    W benchmarku Antutu realme uzyskał 1,37 mln punktów, czyli wynik przewyższający ubiegłoroczne flagowce wyposażone w Snapdragona 8 drugiej generacji. To doskonały wynik dla średniopółkowego smartfonu.

    Wydajność da się nie tylko zobaczyć w benchmarku, ale również poczuć podczas użytkowania telefonu, który działa całkowicie płynnie, nawet gdy szybko przełączamy się pomiędzy ekranami i aplikacjami. Z punktu widzenia użytkownika różnica w działaniu realme GT 6T i dwukrotnie droższego telefonu nie będzie odczuwalna.

    Reszta specyfikacji też nie pozostawia nic do życzenia. Pakiet komunikacyjny obejmuje: 5G, WiFi 6, Bluetooth 5.4, NFC i emiter podczerwieni. Za lokalizację odpowiadają systemy: GPS (L1+L5), BDS (B1I+B1c+B2a), GALILEO (E1+E5a), QZSS (L1+L5), NavIC i GLONASS. Jest także komplet wszystkich niezbędnych czujników plus czujnik spektrum kolorów.

    Telefon działa pod kontrolą systemu Android 14 z zabezpieczeniami zaktualizowanymi do wersji z kwietnia, a nakładka systemowa to realme UI 5.0. Nakładka systemowa posiada szereg znanych nam funkcji, takich jak elastyczne okno, inteligentny pasek boczny, tryb dla dzieci, tryb prosty i podzielony widok.

    Pojawiła się jedna nowość – inteligentne wykrywanie. Pozwala ono sterować telefonem bez dotykania ekranu, jedynie wykonując gesty przed przednim aparatem. Podobne funkcje widzieliśmy już wcześniej, ale w realme GT 6T zaimplementowano kompleksową obsługę, nie tylko np. przewijanie ekranu. Poruszając palcem można sterować kursorem na ekranie i wybierać poszczególne ikony, cofnąć się do poprzedniego ekranu albo wywołać listę ostatnio otwartych aplikacji. Nie działa to wszystko bezbłędnie i za każdym razem, podobnie jak w innych telefonach. Nigdy też nie miałem potrzeby skorzystać z takiej funkcji w praktyce, ale być może dla kogoś będzie to przydatne rozwiązanie.

    Zestaw aparatów

    Realme jest wyposażony w dwa aparaty z tyłu obudowy i jeden z przodu. Doceniam, że producent oparł się pokusie dodawania bezużytecznych aparatów makro i do detekcji głębi sceny. Co prawda zabrakło teleobiektywu, ale przynajmniej GT 6T nie udaje, że jest inaczej.

    Specyfikacja aparatów:

    • 50 MP, f/1.9, 26mm, PDAF, OIS – główny aparat
    • 8 MP, f/2.2, 16mm, 112˚ – aparat ultraszerokokątny
    • 32 MP, f/2.5, 21mm – przedni aparat do selfie

    Główny aparat realme dobrze spełnia swoją funkcję. Radzi sobie z dużym kontrastem, zdjęciami w pomieszczeniach, wieczorem i w nocy. Nawet bardzo ciemne zaułki nie spowodują, że zdjęcia przestaną się nadawać do pokazania. Szczegółowość jest na dobrym poziomie, nie zauważyłem problemów z ustawianiem ostrości.

    Aparat szerokokątny ma znacznie niższą rozdzielczość i to da się zauważyć nawet bez powiększania zdjęć. Poza tym jednak obrazy wyglądają dość dobrze jak na tego typu aparat. Nawet w słabych warunkach oświetleniowych są akceptowalne, choć nie tak dobre jak z głównego aparatu.

    Największym minusem w przypadku aparatów realme jest brak teleobiektywu, który znajdziemy np. w Samsungu S23 FE. Zoom cyfrowy x2 jest sensownej jakości, ale x5 już mocno niedomaga.

    Nagrania wideo mają dobrą jakość i przede wszystkim skuteczną stabilizację we wszystkich trybach, również w 4K/60p. Aparat nie gubi ostrości i dobrze sobie radzi podczas zmiany planu z bliskiego na dalszy. Nie jest jednak możliwe przełączanie się pomiędzy aparatami podczas nagrywania wideo, a szeroki kąt jest dostępny tylko w rozdzielczości 1080p.

    Bateria

    Smartfon realme może pochwalić się wyjątkowo dobrymi parametrami związanymi z zasilaniem. Ma baterię pojemniejszą od większości smartfonów na rynku, jej wielkość to 5500 mAh. Dodatkowo telefon obsługuje aż 120W ładowanie. Taka szybkość ładowania jest możliwa dzięki zastosowaniu dwóch ogniw o pojemności 2750 mAh ładowanych równolegle. Zaledwie 10 minut wystarcza, aby naładować baterię od 1% do 50%. Pozwala to także, według zapewnień producenta, zachować 80% pojemności po 1600 cyklach ładowania. Jest tylko jeden haczyk – ładowarki nie ma w zestawie. Trzeba odpowiednio szybką ładowarkę dokupić osobno, a 120W ładowarki nie należą do najtańszych.

    W naszym teście strumieniowania wideo z YouTube z jasnością ekranu ustawioną na połowę, po 10 godzinach i 10 minutach telefon wciąż miał 66% baterii. Pozwala to oczekiwać blisko 29 godzin ciągłego działania. To doskonały wynik, plasujący się w ścisłej czołówce wśród smartfonów. To zasługa połączenia procesora najnowszej generacji wykonanego w 4 nm, zoptymalizowanego do dekodowania multimediów i pojemnej baterii.

    Podsumowanie

    Realme GT 6T kładzie nacisk na wiele elementów istotnych dla użytkowników: jasny, czytelny w każdych warunkach ekran z technologią dostosowania odświeżania do treści, pojemną baterię, superszybkie ładowanie i nowoczesny oraz wydajny procesor.

    Jest też wiele innych aspektów, które może nie wybijają się tak mocno ponad konkurencję, ale stanowią całokształt – jak głośniki stereo, bezproblemowo działający system i całkiem sensowny zestaw aparatów.

    Czego zabrakło, aby ten telefon był jeszcze lepszy? Normy uszczelnienia, matowej obudowy, aparatu z teleobiektywem i na deser ekosystemu oraz długiego wsparcia oprogramowania, które znajdziemy u takich gigantów jak Apple, Samsung i Google. Natomiast te elementy, choć istotne, nie są kluczowe dla tak szerokiego grona odbiorców jak wydajność czy długość działania na baterii i tutaj realme ma dużą przewagę nad konkurencją. Dlatego telefon uważam za udany i godny polecenia.

    Realme GT 6T kosztuje 2699 zł. Do 3 lipca będzie go można kupić taniej o 500 zł (na zasadzie cashback) i dodatkowo w komplecie otrzymamy do niego darmową mocną ładowarkę.

  • Test realme GT 6 - niczego mu nie brakuje

    realme wraca do Polski ze swoimi mocniejszymi smartfonami. Seria GT na rynku jest od 2021 roku, ale ostatnio modele realme z najwyższej półki nie trafiały na nasz lokalny rynek. To się zmieniło, bo przed chwilą w Mediolanie realme pokazało dwa smartfony. Jest to GT 6 – flagowiec oraz GT 6T ze średniej półki. Oba te urządzenia mamy już od dłuższego czasu w testach. Są one także już dostępne w sprzedaży w Polsce.

    Sprawdźmy więc, czym wyróżnia się realme GT6. Ma to być tzw. zabójca flagowców, także ze względu na swoją cenę, która wynosi 3500 zł (16/512). Wersja 12/256 kosztuje 3200. Dodatkowo do 3 lipca będzie go można kupić 500 zł taniej (promocja cashback) i dodatkowo dostaniemy do niego mocną ładowarkę, której normalnie nie będzie w komplecie. 

    Design

    Sam telefon będzie dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych – srebrnej i zielonej. Tył obudowy jest szklany. Design tyłu jest bardzo ciekawy – zamiast osobnej wyspy aparatów mamy fragment „lustra”. Telefon prezentuje się bardzo dobrze i oryginalnie, także gdy ukryjemy go w firmowym etui (znajdziemy je w pudełku). Szkoda tylko, że obudowa spełnia wyłącznie normą IP65, a nie wyższą. Obiektywy aparatów bardzo wystają z obudowy, co sprawia, że GT 6 mocno chybocze się na płaskiej powierzchni.

    Na górze obudowy jest rzadko spotykany nadajnik podczerwieni. GT 6 jest także wyposażony w bardzo dobrej jakości głośniki stereo, który mają bardzo podobną moc, co również jest rzadkością w telefonach.

    Wyświetlacz

    realme GT 6 to też rekordowo jasny wyświetlacz LTPO 120 Hz. Ma aż 6000 nitów w szczycie (Local Peak Brightness). Jego typowa jasność wynosi 1000 nitów, a jasność w trybie wysokim 1600 nitów. Tryb wysoki włączamy sami w ustawieniach ekranu. W tym samym miejscu możemy zmieniać charakterystykę wyświetlanych kolorów, a także zmieniać odświeżania – automatyczne, 60 Hz i 120 Hz. Trochę szkoda, że jest zakrzywiony na boki, bo obecnie modniejsze są proste ekrany. Ramki są wąskie, ale to już standard w droższych smartfonach. Ekran jest bardzo duży – ma 6,78 cala i rozdzielczość 2780x1264, którą sztucznie możemy obniżać w ustawieniach. Ekran wspiera tryb Always-On Display, a na samym dole wyświetlacza jest szybki czytnik linii papilarnych. Obsługuje też standardy HDR 10+ oraz Dolby Vision.

    Specyfikacja

    Jeśli chodzi o specyfikację to GT 6 ma się czym chwalić. Przede wszystkim jest napędzany szybkim i nowym procesorem Snapdragon 8s Gen 3. To zapewnia w AnTuTu około 1.5 mln punktów. RAM ma aż 16 GB, a pamięć na multimedia i aplikacje w naszej wersji to aż 512 GB. Moduły pamięci są w standardach LPDDR5X i UFS 4.0. Jest też WiFi 6, Bluetooth 5.4 i 5G. Telefon obsługuje 2 karty SIM, ale tylko fizyczne, bo nie wspiera niestety eSIM.

    System i usługi AI

    Jeśli chodzi o system operacyjny to ocena nie jest już aż tak łatwa. Realme UI 5.0 z Androidem 14 działa bardzo szybko i płynnie i ma naprawdę wiele przydatnych usług i ustawień. Niestety, jak to często bywa w chińskich smartfonach, przy pierwszym uruchomieniu otrzymujemy także pakiet dodatkowych aplikacji, których w telefonie nie powinno być. Już na starcie mamy AliExperss, Amazon, TikTok, weather24 itd i dziwny sklep App Market. Na szczęście tych aplikacji jest chyba mniej niż zwykle. Jeśli chodzi o AI to chyba można napisać, że na razie w telefonie tych usług nie ma. Przez chwilę w galerii była ikona gumki AI, ale po aktualizacji znikła. Żadne inne usługi nie są zaszyte w systemie. Nie jest to problem, bo po instalacji ChatGPT i Gemini każdy telefon staje się potężnym narzędziem z dostępem do najnowszych wersji modeli językowych. Usługi te działają już w języku polskim, a ich przydatność rośnie z miesiąca na miesiąc.

    Zestaw kamer

    Jeśli chodzi o zestaw kamer to mamy główną matrycę 50 MP, teleobiektyw 50 MP i szeroki kąt 8 MP.

    Aparaty:

    • Główny: Sony LYT-808, 50MP, 1/1.4”, f/1.69, OIS
    • Teleobiektyw: Samsung JN5, 50MP, 1/2.8”, f/2.0, EFL 46.91mm
    • Szerokokątny: Sony IMX355, 8MP, 1/4”, f/2.2
    • Przedni: 32MP, 1/2.74”, f/2.45

    Trochę szkoda, że teleobiektyw ma powiększenie optyczne tylko na poziomie 2X, a nie 3X lub 5X. Teleobiektyw nie ma też optycznej stabilizacji, więc przy zdjęciach trzeba o tym pamiętać. Dostępne w aplikacji powiększenie 4X to już cyfrowe wycinanie z matrycy.

    Zdjęcia z głównego aparatu i teleobiektywu są świetne, szczególnie przy dobrych warunkach oświetleniowych. Są bardzo szczegółowe i mają ładne, nasycone kolory „w stylu Samsunga”.

    Jeśli chodzi o nagrywanie wideo to mamy do dyspozycji tryb 4K 60 fps. Gdy włączymy HDR to klatka spada do 30 fps. Po włączeniu elektronicznej mocnej stabilizacji włącza się już tryb 1080p 60 fps. W czasie nagrywania wideo możemy przełączać się pomiędzy głównym aparatem, a teleobiektywem. Nagrywany obraz w jakości 4K jest stabilny, szczegółowy, a kolory są nasycone.

    Jakość zdjęć selfie jest bardzo dobra.

    Bateria

    GT 6 ma też większą niż aktualny standard baterię - ma 5500 mAh. Może być ładowana z mocą 120W, ale w komplecie niestety nie otrzymujemy takiej ładowarki (tzn. żadnej ładowarki nie otrzymujemy). Producent obiecuje, że potrzebujemy tylko 10 minut, aby GT 6 był naładowany w 50 procentach. Czas to 100% to 28 minut. Bateria ma zachować do 80% sprawności po 1600 cyklach ładowania. To 4 lata użytkowania telefonu.

    Podsumowanie

    GT 6 w materiałach promocyjnych realme jest porównywany z Samsungiem S24+. Telefon Galaxy kosztuje około 400 zł drożej w wersji 256 GB i około 1000 zł drożej w wersji 512. Czym wygrywa z nim realme? Ma jaśniejszy ekran, większe matryce aparatów, większą baterię i nieporównywalnie szybsze ładowanie. Realme ma nowoczesnego Snapdragona, a Samsung niezbyt lubianego Exynosa. Samsung natomiast to renomowana marka, która kojarzy się Polakom z flagowcami. Koreański producent to także obietnica wielu lat aktualizacji telefonu oraz bardzo rozbudowane usługi sztucznej inteligencji dostępne na starcie w języku polskim.

    Wybór nie jest więc łatwy. Większość Polaków zapewne zdecyduje się na Samsunga, ale Ci, którzy wybiorą realme na pewno nie będą swojego wyboru żałować. Realme stworzyło bardzo dobry smartfon, który nie ma zbyt wielu znaczących wad. Mocna specyfikacja, rozbudowane oprogramowanie, odważny design, dobre możliwości fotograficzne to główne przewagi. Nam zabrakło tylko normy IP68 oraz rozbudowanych usług opartych o AI, czyli zapewne bliższej współpracy producenta z Google. Pamiętajmy jednak, że w ciągu sekundy możemy na realme zainstalować asystenta Gemini (po polsku) oraz pobrać aplikację ChatGPT (także po polsku). Wówczas nas smartfon będzie miał do dyspozycji najpotężniejsze modele językowe, które pomogą nam w codziennych zadaniach.

    Smartfon otrzymaliśmy do testów od firmy realme Polska.

  • realme GT 6T - zaczynamy testy smartfonu, który w czwartek zadebiutuje w Mediolanie

    realme GT 6T to smartfon, który swoją europejską premierę będzie miał w najbliższy czwartek we Włoszech. Producent obiecuje zaawansowane funkcje i wysoką wydajność w przystępnej cenie. Przyjrzymy się jego specyfikacji i możliwościom.

    realme GT 6T przyciąga uwagę odważnym designem, który łączy matowe i błyszczące tekstury. Smartfon dostępny jest w kolorach Fluid Silver i Razor Green. Jego waga wynosi około 191 gramów.

    Wyświetlacz realme GT 6T wyróżnia się jasnością na poziomie 6000 nitów, co powinno zapewnić dobrą widoczność nawet w bezpośrednim świetle słonecznym. O ile dane ze specyfikacji się potwierdzą, powinien to być najjaśniejszy ekran na rynku. Technologia LTPO umożliwia dynamiczne dostosowanie częstotliwości odświeżania od 1 Hz do 120 Hz. Ekran ma przekątną 6,78 cala i rozdzielczość FHD+ (2780 x 1264 pikseli), a także obsługuje Dolby Vision, co powinno zapewnić lepsze wrażenia wizualne.

    Realme GT 6T jest wyposażony w procesor Snapdragon 7+ Gen 3, który według producenta zapewnia znakomitą wydajność w codziennym użytkowaniu oraz podczas grania w zaawansowane gry mobilne. Procesor ten zbudowany na zaawansowanym procesie 4 nm TSMC oferuje 15% wzrost wydajności CPU i 45% wzrost wydajności GPU w porównaniu do poprzedniej generacji. Urządzenie ma 8 GB RAM oraz możliwość dynamicznego rozszerzenia pamięci, co powinno zapewnić bezproblemowe działanie. Przeprowadziliśmy test wydajności Antutu i realme zbliżył się do 1,4 miliona punktów.

    Realme GT 6T ma system dwóch tylnych aparatów: główny aparat 50 MP z optyczną stabilizacją obrazu (OIS) oraz aparat szerokokątny 8 MP. Główny aparat wykorzystuje sensor SONY LYT-600, który ma zapewniać wysoką jakość zdjęć, szczególnie przy słabym oświetleniu. Przedni aparat o rozdzielczości 32 MP służy do selfie i wideorozmów. Pełna ocena jakości zdjęć i wideo będzie możliwa dopiero po dokładnym przetestowaniu urządzenia.

    Realme GT 6T jest wyposażony w baterię o pojemności 5500 mAh i wspiera szybkie ładowanie 120W SUPERVOOC. Według producenta, telefon może osiągnąć 50% naładowania w zaledwie 10 minut. Technologia podwójnego ogniwa oraz system Battery Health Engine mają zapewniać długotrwałą wydajność baterii. Zwracamy uwagę, że w zestawie z telefonem nie ma jednak ładowarki – trzeba ją dokupić osobno.

    Realme GT 6T to smartfon, który prezentuje się obiecująco dzięki zaawansowanemu procesorowi, jasnemu wyświetlaczowi i szybkiemu ładowaniu. Aby zapoznać się z pełną oceną tego telefonu zapraszamy do lektury pełnej recenzji, która powinna ukazać się u nas za kilka dni. Jeśli cena będzie wynosić około 2 tysięcy złotych to GT 6T  będzie ciekawą propozycją.

  • realme GT 6 – rozpoczynamy testy zabójcy flagowców

    realme GT 6 ma swoją europejską premierę w najbliższy czwartek w Mediolanie. My już od kilku dni testujemy go w naszej redakcji. Naszą opinię na jego temat opublikujemy dopiero w czwartek, ale dziś na krótkim filmie prezentujemy jego wygląd oraz zawartość pudełka. 

    realme GT 6 można już zamawiać w Polsce. Smartfon jest dostępny w ofercie T-Mobile i Media Expert. Ma też już swoją stronę w oficjalnym internetowym sklepie realme. Telefon kosztuje 3500 zł, a więc jest to dosyć atrakcyjna propozycja przy cenach flagowców, które przekraczają teraz 4 lub nawet 5 tysięcy złotych.

    Czym wyróżnia się GT 6. Przede wszystkim jest napędzany szybkim procesorem Snapdragon 8s Gen 3. To zapewnia w AnTuTu około 1.5 mln punktów. Ma też bardzo dużą pamięć. RAM ma aż 16 GB, a pamięć na multimedia i aplikacje to aż 512 GB. Moduły pamięci są w standardach LPDDR5X i UFS 4.0.

    GT 6 ma też większą niż aktualny standard baterię - ma 5500 mAh. Może być ładowana z mocą 120W, ale w komplecie niestety nie otrzymujemy takiej ładowarki (zasilacza nie ma w ogóle).

    realme GT 6 to też rekordowo jasny wyświetlacz LTPO 120 Hz. Ma aż 6000 nitów w szczycie. Trochę szkoda, że jest zakrzywiony, bo obecnie modniejsze są proste ekrany.

    Jeśli chodzi o zestaw kamer to mamy główną matrycę 50 MP (Sony LYT-808 OIS), teleobiektyw 50 MP i szeroki kąt 8 MP. Pierwsze zdjęcia pokażemy Wam w czwartek, ale już teraz możemy zdradzić, że są bardzo dobre. Trochę szkoda, że teleobiektyw ma powiększenie optyczne tylko na poziomie 2X, a nie 3X lub 5X.

    Sam telefon będzie dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych – srebrnej i zielonej. Tył obudowy jest szklany. Design tyłu jest bardzo ciekawy – zamiast osobnej wyspy aparatów mamy fragment „lustra”. Telefon prezentuje się bardzo dobrze i oryginalnie, także gdy ukryjemy go w firmowym etui. Szkoda tylko, że obudowa spełnia wyłącznie normą IP65, a nie wyższą.

    Równolegle z premierą GT 6 zostanie zaprezentowany jego tańszy brat GT 6T. Jego cena nie jest jeszcze znana.

  • Test T-Phone 2 Pro – T-Mobile znacznie poprawił jakość swojego smartfonu

    T-Mobile wraz z rozbudową sieci 5G promuje swoje własne smartfony, które mogą tą sieć obsłużyć. Są to urządzenia z niższej średniej półki, mające przede wszystkim przyciągnąć użytkowników atrakcyjną ceną. Poprzednie dwie generacje T Phone z 2022 i 2023 roku trudno zaliczyć do udanych, ale początki zawsze są trudne. Wygląda jednak na to, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” się w tym wypadku sprawdziło - T Phone 2 Pro okazał się smartfonem bardziej udanym od swoich poprzedników. Dodatkowo operator zadbał, aby oferowany zestaw był bogaty. Za 1499 zł oprócz telefonu w konfiguracji 8/256 GB dostajemy też etui, szkło ochronne, ładowarkę 33W oraz słuchawki TWS. W zestawie znajdują się wszystkie niezbędne akcesoria, więc nie ma potrzeby doliczania dodatkowych kosztów do ceny telefonu. Najważniejsze jest jednak to, że 5G faktycznie działa i przynosi korzyści nawet w niedrogich telefonach jak T Phone, co także udało się nam sprawdzić i potwierdzić.

    Design

    T Phone 2 Pro ma dwutonowe wykończenie obudowy – tył jest matowy, a rama gładka i połyskliwa. Charakterystycznym akcentem wszystkich T Phone'ów jest przycisk zasilania w kolorze magenta, nawiązujący do motywu kolorystycznego operatora. Na przycisku zasilania umieszczony został również czytnik linii papilarnych, który działa powtarzalnie i szybko. Jest to lepsze rozwiązanie od niższej klasy czytników umieszczonych pod wyświetlaczem w tanich smartfonach.

    T Phone ma na wyposażeniu także gniazdo słuchawkowe oraz głośniki stereo. Głośniki mają całkowicie rozdzielony kanał lewy od prawego, nie mają jednak tej samej głośności i brzmienia. Głośnik na dolnej krawędzi ma wyraźnie wyższą głośność i pełniejsze brzmienie od tego po przeciwległej stronie. Da się to jednak zauważyć głównie, gdy gra tylko jeden kanał, podczas oglądania multimediów głośniki spełniają swoją funkcję całkiem dobrze.

    Podoba mi się nowy projekt wyspy aparatów, która łączy się z krawędzią obudowy. Wygląda to o wiele lepiej niż w starszych modelach. Obudowa spełnia normę uszczelnienia IP54, jest więc odporna na deszcz i zachlapania.

    T Phone jest wykonany poprawnie, aczkolwiek jest kilka innych telefonów w podobnej cenie o ciekawym wykończeniu, np. Nothing Phone (2a) 5G.

    Wyświetlacz

    Ekran T Phone’a ma przekątną 6,8 cala i został znacząco poprawiony w porównaniu do starszych modeli. Zamiast IPS dostajemy AMOLED, zamiast niskiej rozdzielczości HD otrzymujemy FHD+ 2436 x 1080. Na deser dostajemy odświeżanie 120 Hz zamiast standardowych 60 Hz.

    Te zmiany były konieczne, aby T Phone nie odstawał od konkurencji i dzięki nim nie ma się już do czego przyczepić. Kąty widzenia są bardzo dobre, jasność mogłaby być trochę większa, a ramki węższe, ale to samo można powiedzieć o innych modelach w podobnej cenie. Teraz dzięki nowemu ekranowi korzysta się z T Phone 2 Pro przyjemnie.

    Specyfikacja i system

    T Phone 2 Pro jest wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon 6 Gen 1, 8 GB RAM i 256 GB na system i pliki. Pamięć można rozszerzyć kartą microSD o pojemności do 2 TB.

    W teście wydajności Antutu T Phone uzyskał 507 tysięcy punktów. Nie jest to imponujący wynik, ale też wystarczający, aby komfortowo korzystać z telefonu. Czasem trzeba chwilę dłużej na coś poczekać, ale nie jest to sytuacja powtarzająca się notorycznie.

    Najważniejsza jest w przypadku T Phone łączność. Telefon jest wyposażony w modem 5G, WiFi 6e, NFC oraz dual SIM, w tym eSIM. Sprawdziłem prędkość sieci 5G będąc w swoim mieszkaniu i z kartą T-Mobile uzyskałem 825 Mbps pobierania oraz 133 Mbps wysyłania. To doskonały wynik, taki sam jak we flagowych modelach - nie ma tu pod kątem 5G żadnych kompromisów. Sama prędkość zbliża się do tego co oferuje najszybsze stałe łącze w mojej lokalizacji i przewyższa wyniki jakie uzyskałem na WiFi 6 na różnych telefonach.

    Producent nie podaje dokładnej specyfikacji Bluetooth, ani systemu lokalizacji GPS. Sprawdziłem, jak działają czujniki i nie napotkałem żadnych problemów podczas rozglądania się w filmach 360. To oznacza, że musi być zarówno sprzętowy akcelerometr jak i żyroskop, co wśród tańszych telefonów nie zawsze jest standardem.

    System to czysty Android 14 z magentowym motywem operatora. W dniu pisania recenzji aktualizacje bezpieczeństwa pochodziły z maja, a więc były aktualne. Należy pochwalić T-Mobile za podanie szczegółowego planu wsparcia swojego urządzenia. Operator obiecuje 2 aktualizacje systemu oraz 5 lat łatek bezpieczeństwa, przy czym aktualizacje co miesiąc będą przez pierwsze trzy lata, a kolejne dwa lata co kwartał. Myślę, że dla niedrogiego telefonu taki plan jest w porządku.

    Cieszy również brak fabrycznie zainstalowanych śmieciowych aplikacji czy innych zbędnych modyfikacji. Jest tylko aplikacja T-Mobile, ale jest przydatna dla każdego użytkownika korzystającego z usług tego operatora i nie sprawia problemów. Wiem bo korzystam z niej również prywatnie, poza testami T Phone’a.

    Zestaw aparatów

    T Phone 2 Pro ma zestaw 4 aparatów z tyłu obudowy, z czego dwa są użyteczne, trzeci to aparat makro o rozdzielczości zaledwie 2 megapikseli, a czwarty służy do pomiaru głębi sceny. Najważniejszy jest główny aparat o rozdzielczości 50 megapikseli, który po raz pierwszy w serii T Phone otrzymał stabilizację optyczną. Uzupełnia go aparat szerokokątny o rozdzielczości 5 megapikseli. Przedni aparat do selfie ma rozdzielczość 16 megapikseli.

    Główny aparat, podobnie jak wyświetlacz, został znacząco ulepszony w porównaniu do starszych modeli. Zdjęcia może nie zachwycają, ale też nie dają powodów do ciągłych narzekań. Dość dobrze oceniam rozpiętość tonalną i szczegółowość. Zdjęcia nocne, o ile mają w kadrze światła neonów, także są w porządku.

    Znacznie słabiej wypada aparat szerokokątny. Jest dużo mniej szczegółowy. Na pewno nie da się tych zdjęć wykadrować ani przybliżyć, aby dostrzec więcej szczegółów. Jeśli w kadrze nie ma za dużo tekstur i detali, jak choćby kostki brukowej, to w niektórych wypadkach zdjęcia wychodzą akceptowalne. Co do zasady jednak unikałbym aparatu szerokokątnego i trzymał się głównego w większości wypadków.

    Telefon nagrywa wideo 1080p oraz 2K. W obu wypadkach nagranie jest stabilizowane, co jest istotną zaletą – niektóre niedrogie smartfony nie mają żadnej formy stabilizacji. Niestety szczegółowość nagrań nie jest zbyt duża, bez względu na ustawioną rozdzielczość. Nie ma również możliwości przełączania się pomiędzy aparatami podczas nagrywania.

    Bateria

    T Phone 2 Pro jest wyposażony w baterię o pojemności 5000 mAh. Telefon obsługuje 25W ładowanie przewodowe oraz 15W ładowanie bezprzewodowe, które jest rzadko spotykane na tej półce cenowej. Dołączona do zestawu ładowarka ma moc 30W i dwa gniazda – jedno USB C i jedno USB A, możemy więc podłączyć dowolny rodzaj kabla. Samej ładowarki nie testowaliśmy, bo jest ona dołączana przez operatora do zestawu sprzedażowego, ale nie znajduje się w pudełku z telefonem.

    T Phone 2 Pro może strumieniować wideo z jasnością ekranu ustawiona na 50% z serwisu YouTube przez około 20 godzin, co jest dobrym wynikiem. Znajdziemy sporo telefonów ze średniej półki, które rozładują się o kilka godzin wcześniej. Można jednak znaleźć telefony, które w podobnej cenie obsłużą szybszy standard ładowania przewodowego.

    Podsumowanie

    T Phone 2 Pro to jeden z najtańszych smartfonów obsługujących eSIM i 5G. To też znacznie lepszy telefon od swoich poprzedników. Największe usprawnienia dotyczą jakości wyświetlacza i głównego aparatu – oba te elementy nie odstają od konkurencji. Nasz test potwierdził, że T Phone 2 Pro pozwala w pełni wykorzystać prędkość sieci 5G, dorównując szybkością najlepszym smartfonom. Jak uwzględnimy ładowanie indukcyjne, głośniki stereo, długie wsparcie i bogaty zestaw sprzedażowy to cena 1499 zł sprawia wrażenie uzasadnionej.

    Do minusów można zaliczyć przeciętną wydajność, jakość aparatu szerokokątnego i małą szczegółowość nagrywanego wideo. Wygląd telefonu sam w sobie nie jest minusem, bo telefon dobrze się prezentuje, ale są smartfony wyglądające jeszcze ciekawiej, jak choćby Nothing Phone (2a) 5G.

    Najważniejsze dla T-Mobile jest zapewne to, że ma w swojej ofercie smartfon, do którego wyboru nie mamy powodu zniechęcać. Wśród niedrogich propozycji z eSIM i 5G całkowicie się obronił. Jeśli na eSIM nam nie zależy to wybór będzie większy, ale wciąż nie czyni to z T Phone 2 Pro złego wyboru, co niekoniecznie można było powiedzieć o starszych generacjach T Phone'ów.

  • Huawei Pura 70 Ultra - flagowiec pełen skrajności

    Huawei Pura 70 Ultra to jedyny smartfon na rynku, który budzi tak skrajne emocje. Z jednej strony świetny design, pierwsze miejsce w DXOMARK pod kątem jakości zdjęć i bardzo szybkie ładowanie. Z drugiej strony z powodu narzuconych ograniczeń w smartfonie za 6399 zł nie ma obsługi 5G, wydajność jest jak w modelu cztery razy tańszym, a z usługami Google wciąż trzeba kombinować, choć mniej niż kiedyś. Przyjrzyjmy się dokładniej za co można pokochać Huawei Pura 70 Ultra, a jakie aspekty powodują, że złapiemy się za głowę.

    Design

    Jestem zdania, że Huawei Pura 70 Ultra ma najładniejszy design ze wszystkich fotograficznych flagowców. Trójkątna wyspa aparatów z zaokrąglonymi wierzchołkami nie tylko ma niepowtarzalny charakter, ale jest bez porównania mniejsza niż np. w Xiaomi 14 Ultra. Mniejszy rozmiar to zasługa chowanego obiektywu głównego aparatu. Mechanizm według zapewnień producenta ma wytrzymać 300 000 cykli i nie przeszkodził w zapewnieniu normy wodoszczelności IP68 oraz możliwości zanurzenia telefonu w wodzie na głębokość 2 metrów. Jedynie Samsung S24 Ultra ma mniejszą wyspę aparatów od Huawei, ale jego design nie jest tak świeży, bo widzimy go z niewielkimi zmianami po raz trzeci.

    Podoba mi się również rodzaj materiału i wzór wykończenia obudowy telefonu. Zastosowany polimer naśladujący ekoskórę jest bardziej praktyczny i nie brudzi się. W efekcie Huawei Pura 70 Ultra należy do grona najładniejszych smartfonów tego roku.

    Oprócz tego w Purze znajdziemy dobrej jakości, choć niezbyt głośne głośniki stereo i optyczny czytnik linii papilarnych pod wyświetlaczem. Telefon waży 226 gramów, a zaokrąglone krawędzie poprawiają ergonomię. Do jakości wykonania tego telefonu nie mam żadnych zastrzeżeń.

    Wyświetlacz

    Ekran Pury ma specyfikację godną flagowca. Wykonany w technologii LTPO OLED wyświetlacz ma przekątną 6,8 cala, rozdzielczość 2844 x 1260 pikseli, wysoką jasność maksymalną 2500 nitów oraz regulowane odświeżanie od 1 do 120 Hz. Panel jest przykryty szkłem Kunlun Glass. Huawei zdecydował się na ścięte wierzchołki i zaokrąglone krawędzie ekranu – poprawia to ergonomię trzymania telefonu w ręku, ale zmniejsza jego użyteczną powierzchnię i idzie pod prąd z obecną modą.

    W praktyce ekran jest trochę mniej jasny od wycenionych podobnie konkurentów. Podobnie jak w przypadku innych flagowców, są to niuanse, które zauważymy w bezpośrednim porównaniu i w skrajnych warunkach. W codziennym użytkowaniu wyświetlacze współczesnych flagowców nie pozostawiają wiele do życzenia. Kąty widzenia, kolory i kontrast są na najwyższym poziomie.

    Specyfikacja i system

    Przechodząc do specyfikacji i systemu zaczynamy wkraczać na pole minowe. Próżno szukać takich skrajności w konkurencyjnych modelach.

    Pura 70 Ultra jest wyposażona w procesor Kirin 9010, który wspomaga 16 GB RAM oraz 512 GB miejsca na system i pliki użytkownika. Pamięci nie brakuje, jest jej nawet więcej niż standardowe 12 GB RAM.

    Schody zaczynają się, gdy zmierzymy wydajność procesora benchmarkiem Antutu. Uzyskany wynik to 964 tysiące punktów. Konkurencyjne flagowce przełamały już barierę 2 milionów punktów. Huawei ma słabszy wynik niż dwie generacje starszy Snapdragon 8 Gen 1 sprzed 2 lat. To wynik zbliżony do przeciętnego, pod kątem wydajności, średniopółkowego i kosztującego 2449 zł Pixela 8a. Jeszcze mniej korzystne porównanie dla Huawei to POCO X6 Pro, który uzyskał 1,4 miliona punktów, a kosztuje obecnie 1695 zł, a nie 6399 zł jak Huawei. To 45% wyższa wydajność za 74% niższą cenę. Do tego dochodzi brak obsługi 5G, które już faktycznie działa i nawet w niedrogich smartfonach, jak T-Phone 2, daje prędkość pobierania przekraczającą 800 Mbps u mnie w domu, w godzinach szczytu.

    Absolutnie zdaje sobie sprawę, że Huawei został do tego zmuszony i sztuczne blokowanie 5G to efekt narzuconego przez USA embarga. Jednak dla klienta mającego wyjąć z portfela 6399 zł na telefon źródło tej sytuacji ma drugorzędne znaczenie i prawda jest taka, że pod względem wydajności i obsługi 5G może wybrać cztery razy tańszy telefon (sic!), który będzie od Huawei pod tym kątem po prostu lepszy.

    Pakiet komunikacyjny obejmuje LTE, WiFi 6, Bluetooth 5.2, NFC i emiter podczerwieni. USB C ma kontroler 3.1 i jest zgodne ze standardem przesyłania obrazu DisplayPort 1.2. Lokalizacja jest realizowana przez systemy GPS (L1+L5), GLONASS (L1), BDS (B1I+B1c+B2a+B2b), GALILEO (E1+E5a+E5b), QZSS (L1+L5), NavIC. Jest także komplet czujników.

    Telefon działa pod kontrolą systemu EMUI 14.2 bazującego na Androidzie 14, ale pozbawionego domyślnie usług Google. Zabezpieczenia są zaktualizowane do wersji z marca.

    W przeciwieństwie do niższej wydajności i braku 5G, brak usług Google jest możliwy do rozwiązania. Większość aplikacji Google można zainstalować wyszukując je w sklepie AppGallery. Są też rozwiązania takie jak GBox i microG. Coraz więcej rzeczy działa, jak powinno. Wyjątkiem są Android Auto oraz płatności zbliżeniowe. Czy warto kupować telefon za ponad 6 tysięcy złotych, żeby potem korzystać z rozwiązań zastępczych pozostawiam do oceny czytelnikom.

    Natywne oprogramowanie nigdy nie sprawiało mi żadnych problemów, a aplikacja YouTube zostawiona na noc z długą playlistą nie potrafiła automatycznie odtworzyć kolejnych filmów. Potrzebowała interwencji użytkownika.

    Zestaw aparatów

    Huawei Pura to kontynuacja serii Huawei P, znanej z wyjątkowych możliwości fotograficznych. Przykładem może być poprzednik, czyli Huawei P60 Pro robiący doskonałe zdjęcia i długo zajmujący pierwsze miejsce w rankingu DXOMARK. Teraz wiemy już, że nowym liderem rankingu jest właśnie Pura 70 Ultra. Huawei po raz pierwszy zastosował calową matrycę w głównym aparacie. Podniósł też znacząco rozdzielczość aparatu szerokokątnego. Konstrukcja teleobiektywu, który przy okazji robi zdjęcia makro, pozostała w większości bez zmian.

    Zacznijmy od tego jak Huawei plasuje się na tle konkurencji. Główna różnica dotyczy teleobiektywu. Większość konkurentów w tym przedziale cenowym ma dwa teleobiektywy o różnych powiększeniach. Ma to zapewnić szeroki zakres powiększeń oraz możliwość dużego przybliżenia odległych obiektów w razie potrzeby. W przypadku Huawei zaletą jest wysoka jasność obiektywu, która pozwala fotografować w słabszych warunkach oświetleniowych oraz możliwość robienia zdjęć makro właśnie teleobiektywem, a nie aparatem ultraszerokokątnym, jak robi to większość telefonów na rynku. Jednak w kwestii użytecznego maksymalnego powiększenia Huawei jest wyraźnie w tyle za swoimi rywalami.

    Przygotowałem trzy artykuły porównujące zdjęcia z głównego aparatu, zdjęcia z teleobiektywów i zdjęcia nocne pomiędzy trzema flagowcami. Oprócz Huawei był to Samsung S24 Ultra oraz Xiaomi 14 Ultra. W tym porównaniu Huawei wypadł najsłabiej, czyli zupełnie inaczej niż sugeruje DXOMARK. Trzeba jednak przyznać, że różnice między flagowcami nie są duże i to trochę dzielenie włosa na czworo. Jedynie dominujący kolor czerwony na niektórych zdjęciach nocnych był potencjalnym problemem.

    Za to Huawei ma pewne przewagi, o których warto wspomnieć. Przede wszystkim bardzo dobrze radzi sobie ze zdjęciami szybko poruszających się obiektów – samochodów, dzieci, zwierząt. Wiele smartfonów ma z tym problem, jeśli nie z ustawieniem ostrości, to z zamrożeniem ruchu krótkim czasem otwarcia migawki raz zbyt dużym opóźnieniem spustu migawki.

    Zdjęcia makro z Huawei mają większe powiększenie od konkurentów i dzięki zastosowaniu teleobiektywu można je uzyskać z większej odległości, co jest bardzo przydatne w przypadku płochliwych owadów.

    W przypadku zwyczajnych, codziennych zdjęć, Huawei trzyma wysoki poziom i osiąga naturalne rozmycie tła dzięki dużej matrycy obiektywu. W moim odczuciu nie jest jednak najlepszym fotosmartfonem, choć z pewnością jest w czołówce.

    Huawei potrafi nagrywać wideo 4K w 60 klatkach na sekundę ze skuteczną stabilizacją oraz z możliwością zmiany obiektywów podczas nagrywania. Wideo 8K nie jest dostępne. Zdjęcia selfie mają dobrą jakość i szczegółowość dzięki zastosowaniu autofokusa w przednim aparacie.

    Bateria i ładowanie

    Huawei zwiększył pojemność akumulatora w najnowszym smartfonie do 5200 mAh. Pura może pochwalić się bardzo szybkim ładowaniem przewodowym o mocy 100W i wybitnie szybkim ładowaniem bezprzewodowym o mocy 80W. Ładowanie przewodowe pozwala zbliżyć się do 60% naładowania baterii w zaledwie 15 minut, a ładowanie od zera do pełna zajmuje niecałe 50 minut.

    Nie mogłem przeprowadzić mojego standardowego testu strumieniowania wideo z YouTube, bo aplikacja na Huawei nie odtwarzała automatycznie playlisty do końca. Odczucia są jednak takie, że czas działania jest dobry - trochę krótszy od Samsunga S24 Ultra i Honora Magic 6 Pro, ale dłuższy od Xiaomi 14 Ultra.

    Podsumowanie

    Z powodu narzuconego embargo Huawei nie może konkurować na równych zasadach z resztą rynku i to niestety widać – tym mocniej im wyższy model smartfonu jest porównywany. W ostatnich latach 5G przeszło drogę od ciekawostki do wykorzystywanej w praktyce technologii. Aplikacje Google, choć wspierane lepiej niż wcześniej, wciąż wymagają większego zaangażowania niż w reszcie smartfonów. Największym ciosem jest jednak wydajność, która odpowiada smartfon za mniej niż 2 tysiące złotych, a nie flagowcowi za ponad 6 tysięcy.

    Tam, gdzie producent miał swobodę w projektowaniu swojego telefonu, tam potrafił się obronić. Design jest najwyższej klasy, tak jak szybkość ładowania, wyświetlacz jest odpowiednio dobry, a aparaty należą do ścisłej czołówki. Chciałoby się jednak, aby braki wynikające z embargo zostały zrekompensowane niższą od konkurencji ceną – ta jednak jest na poziomie najlepszych flagowców, które nie mają żadnych braków. To stanowi największą przeszkodę, aby ten telefon polecić.

  • Sonos Beam (Gen 2) i Sub Mini: test zgrabnego zestaw kina domowego do niewielkich pomieszczeń

    Do testów otrzymaliśmy zestaw Sonosa: soundbar plus subwoofer. Te urządzenia są już dostępne na rynku od dłuższego czasu, ale Sonos nie jest w Polsce nadal marką bardzo znaną, więc warto zapoznać się z tymi produktami.

    Sonos Beam (Gen 2) oraz Sonos Sub Mini są sprzedawane osobno i nie trzeba się decydować na cały zestaw. Sam soundbar kosztuje 1900 zł, a subwoofer kosztuje około 2000-2100. Zakup subwoofera podraża więc cały projekt, a pamiętajmy, że, aby uzyskać dźwięk dookólny do tych dwóch urządzeń “powinno” się dokupić jeszcze dwa głośniki tylne – np. Sonos Era 100. Taka para to wydatek prawie 2000 zł. Całość kosztowałaby więc około 6000 zł.

    Wydaje się więc, że najlepszym pomysłem przy ograniczonym budżecie będzie inwestycja w sam soundbar. Nie będzie to oczywiście idealne kino domowe, ale gdy zależy nam na jakości dźwięku podczas oglądania Netflixa lub HBO to i tak będziemy bardzo zadowoleni. Brak subwoofera docenią także nas sąsiedzi, bo Sonos Sub Mini choć nie jest największym subwooferem na świecie to i tak potrafi wygenerować naprawdę mocne niskie tony, szczególnie gry rozkręcimy dźwięk na około 75%.

    Soundbar Sonos Beam (Gen 2)

    Sonos Beam (Gen 2) to kompaktowy soundbar dostępny w kolorze czarnym i białym. Jego wymiary pozwalają na łatwe umieszczenie pod telewizorem, a matowe wykończenie sprawia, że pasuje do większości wnętrz. Nie polecamy na pewno zakupu białego urządzenia, bo już czarny Sonos kurzy się niesamowicie. Na szczęście Beam jest łatwy do odkurzania, szczególnie w porównaniu do jednego z modeli soundbarów Samsunga, który przez projektanta został pokryty tkaniną, a nie plastikiem.

    Beam możemy postawić przy telewizorze, podwiesić pod telewizorem na specjalnym wieszaku lub powiesić sam soundbar na ścianie. Jego długość to niecałe 70 cm, a waga to tylko niecałe 3 kg.

    Za generowanie dźwięku odpowiadają w nim cztery głośniki średniotonowe oraz jeden tweeter. Nie mamy w nim więc głośnika dedykowanego niskim tonom.

    Jeśli chodzi o obsługę standardów dźwięku to zyskamy wsparcie dla:

    • Stereo PCM
    • Dolby Digital
    • DTS
    • Dolby Digital Plus
    • Dolby Atmos (Dolby Digital Plus)
    • Dolby Atmos
    • Dolby TrueHD
    • Dolby Atmos (True HD)
    • Multichannel PCM
    • Dolby Multichannel PCM

    Czym różni się Beam (Gen 2) od Beam (Gen 1)?

    Beam (Gen 2) otrzymał szybszy procesor i złącze HDMI eARC, które umożliwiają mu obsługę nowych formatów audio, w tym Dolby Atmos. W pierwszej generacji były w środku tylko trzy głośniki.

    Beam (Gen 2) można podłączyć do telewizorów wyposażonych w wyjścia eARC, ARC lub optyczne. Zalecany jest jednak port eARC. eARC to akronim „enhanced Audio Return Channel”, co oznacza „ulepszony kanał zwrotny audio”. W przypadku podłączenia do telewizora poprzez port eARC obsługiwane formaty audio Dolby obejmują Dolby Atmos, TrueHD, MAT, Dolby Digital Plus i Dolby Digital. Połączenie optyczne nie obsługuje formatów Dolby Atmos, TrueHD, MAT ani Dolby Digital Plus. W przypadku zwykłego ARC wiele zależy od tego jaki mamy telewizor.

    Subwoofer Sonos Sub Mini

    Sonos Sub Mini to mały subwoofer o cylindrycznym kształcie, dostępny w kolorach czarnym i białym. Jest niewielki, bo jego wysokość to około 30 cm. Zmieści się więc nawet na wyższej półce pod telewizorem, a w małych pomieszczeniach takie szczegóły są bardzo ważne. Głośnik waży ponad 6 kg, a więc sporo więcej od soundbara.

    Sub Mini oferuje bas, który uzupełnia dźwięk emitowany przez soundbar. Nie jest to bas dudniący, który wzbudza wibracje we wszystkich elementach naszego pomieszczenia. Niektórzy może spodziewają się nawet potężniejszego dźwięku niż oferowany, ale na pewno taki kompaktowy subwoofer będzie bardziej przydatny, niż głośnik, którego uruchomienie od razu wywoła wizytę naszych sąsiadów.

    Sonos Sub Mini będzie świetnym dodatkiem do Beam (Gen 2), gdy często oglądamy filmy akcji lub koncerty. Gdy zwykle tego nie robimy to zakup subwoofera chyba możemy sobie odpuścić.

    Aplikacja Sonos – nowa wersja

    Cała konfiguracja głośników odbywa się z poziomu smartfonu w aplikacji Sonos. Jej poprzednia wersja działała nieco lepiej. Po aktualizacji do najnowszej wersji cały system dwóch głośników trzeba było dodawać i konfigurować od nowa. W naszym przypadku nagle przestała także działać opcja podłączenia ich kablem – zostało tylko WiFi. Trzeba mieć nadzieję, że Sonos planuje aktualizować i ulepszać nową wersję swojej flagowej apki, bo obecne opinie w internecie są miażdżące. Pamiętajmy także, że gdy konfiguracja w apce Sonosa w końcu się powiedzie, to muzykę możemy puszczać bezpośrednio z aplikacji Spotify. Sterować odtwarzaniem możemy także głosowo (autorskie rozwiązanie Sonosa) lub poprzez Alexę. Niestety głośników Sonos nie podłączymy w Polsce do aplikacji Google Home. Głośniki wspierają również popularny standard Apple AirPlay 2.

    Gdy jesteśmy fanami apki Sonos to możemy podłączyć się do kont Spotify, Sonos Radio, Apple Music, TuneIn, Youtube Music, Deezer, SoundCloud i wielu, wielu innych.

    Aplikacja Sonos wspiera także obsługę głośników dostępnych w Ikei, czyli serii Symfonisk.

    W apce mamy dostęp do bardzo prostego equalizera, do opcji spatial audio, ale także do wyłączania diody na obudowie głośników i wyłączania sterowania głośnikami poprzez dotykowe przyciski na ich obudowie. Jest także funkcja tuningu dźwięku nazwana Truplay Po przeprowadzeniu całej procedury nie zauważyłem znacznych zmian w tym, jak słyszymy w pomieszczeniu dźwięk z soundbara. Niestety Truplay działa chyba tylko na iOS.

    Nową wersję aplikacji na razie można ocenić na trójkę z nadzieją, że zacznie działać lepiej, czyli tak jak wcześniej. Komunikat, że coś poszło nie tak, pojawia się na pewno za często. Teraz podstawowe funkcje, taki jak zmiana utworu, zatrzymanie odtwarzania zwykle po prostu nie działają lub działają z ogromnym opóźnieniem. Często problemem jest także regulacja głośności i łączenie głośników w grupy.  Użytkownicy marudzą także, że nie ma już funkcji sleep, czyli wyłączania muzyki po naszym zaśnięciu.

    Zalety testowego zestawu:

    • Sterowanie głosowe: Amazon Alexa i Sonos
    • Łatwa konfiguracja
    • Współpraca systemu Sonos z głośnikami Ikei
    • Bardzo ładny stonowany design głośników
    • Niewielkie rozmiary systemu
    • Skokowy wzrost jakości dźwięku w porównaniu do głośników wbudowanych w telewizor (TV 65 cali)
    • Gotowość do integracji systemu z innymi pomieszczeniami i głośnikami
    • Wygodne i przydatne przyciski do sterowania soundbarem
    • Automatyczny tuning dźwięku Truplay (chyba działa tylko na iOS)

    Wady testowego zestawu:

    • Współpraca z Google Home nie działa w Polsce
    • Spore koszty przy rozbudowie zestawu o kolejne elementy
    • Konieczność kilku resetów urządzeń po instalacji najnowszej wersji aplikacji Sonos i konieczności instalacji całego zestawu od początku
    • Niewielka moc zestawu – nie nadaje się do dużych pomieszczeń (ale do mniejszych nadaje się znakomicie)
    • Przy nowej aplikacji problemy z podłączeniem głośników przez kabel sieciowy – działało tylko WiFi
    • Brak efektu stereo i surround przy tak prostym zestawie jak testowany
    • Brak obsługi standardu Bluetooth
    • Niezrozumiałe sygnały nadawane przez diody urządzenia – na stronie internetowej jest obszerna instrukcja, która je tłumaczy – dużo lepszym rozwiązaniem byłby niewielki ekran w nowoczesnej technologii

    Podsumowanie

    Nasz testowy zestaw jest idealny dla miłośników kina domowego, którzy nie mają chęci lub warunków na obstawienie swojego całego salonu wieloma głośnikami. Zestaw jest prosty, niewielki i taki ma być. W każdej chwili możemy go rozbudować, ale należy pamiętać, że nie będzie to tanie.

    Gdy chcemy rozbudować nasz zestaw o pełny surround to jako głośniki dźwięku przestrzennego można wykorzystać: Era 300, Era 100, Sonos One (także SL), Sonos Five, Play:1, Play:3 i Play:5 (Gen 2). Do systemu możemy podłączyć także głośniki SYMFONISK Ikei. To będzie ta tańsza opcja rozbudowy.

    Sonos Beam (Gen 2) i Sub Mini spełnią oczekiwania większości fanów kina domowego. Jakość domowych seansów filmów zwiększy się o 100 procent, no chyba, że już teraz mamy telewizor z niesamowitymi głośnikami. Takie jednak zdarzają się bardzo rzadko. Jest to też świetny zestaw na domówki i na oglądanie koncertów. Zestaw nie ma może mocy, która zmiecie nas i naszych gości z planszy, ale podziękują nam za to sąsiedzi.  Gdy moc nas nie zadowala to zawsze możemy zdecydować się na model Arc z subwooferem Sub (Gen 3). Taki “set” to już jednak wydatek około 7 tysięcy złotych. Sonos teraz powinien skupić się na usunięciu błędów w oprogramowaniu urządzeń i w nowej aplikacji, bo nawet okresowa konieczność resetu sprzętu odbiera radość z jego korzystania. Jest to szczególnie uciążliwe dla osób, które nie ogarniają gadżetów, apek i technologii.

    Alternatywą dla naszego Sonosa będzie soundbar np. Bose Smart Soundbar 600, który można kupić w podobnej cenie. Bose zbiera również bardzo dobre opinie.

  • Test składaka Honor Magic V2 -  to chyba najlepszy fold na rynku

    Technologia składanych smartfonów rozwinęła się na tyle, że mają one coraz mniej kompromisów w porównaniu do tradycyjnych telefonów. Honor Magic V2 ma mniej niż 10 mm grubości, waży 231 gramów i mieści w sobie baterię pojemności 5000 mAh.  To parametry wielu klasycznych flagowców, ale dodatkowo Honor rozkłada się oferując największy na naszym rynku ekran o przekątnej 7,92 cala. To prawie jakbyśmy dostali mały tablet w gratisie do telefonu – nie zwiększając jego rozmiarów. Na swój sposób to niesamowite, że jest to w ogóle możliwe. Pod kątem grubości, wagi i baterii Honor Magic V2 zdeklasował konkurencję w postaci Samsunga Galaxy Z Fold5 oraz OnePlusa Open. Cena 7499 zł również nie jest wygórowana – to tylko tysiąc złotych więcej niż najlepsze standardowe flagowce. Nie obyło się jednak bez pewnych minusów, z którymi trzeba się pogodzić, decydując się na zakup składaka. Przejdźmy zatem do szczegółów.

    Design

    Projekt i jakość wykonania to jedne z kluczowych zalet Honora. Ten telefon nie różni się wielkością i wagą od klasycznego, nierozkładanego smartfonu. Jest obecnie najcieńszym i najlżejszym składakiem, jaki możemy kupić. Jego grubość to 9,9 mm, a waga to 231 gramów. To rewelacyjny wynik.

    Bardzo podoba mi się również kolor i matowe szkło z tyłu obudowy. Ten telefon ma swój charakter i świetnie się prezentuje, gdy jest złożony.

    Użytkownik ma do dyspozycji dobrej klasy głośniki stereo oraz dwa szybkie sposoby odblokowania telefonu – czytnikiem linii papilarnych w przycisku zasilania oraz przednią kamerą, za pomocą twarzy. Obie metody działają bez zarzutu.

    Trzeba również podkreślić, że telefon składa się całkowicie na płasko, nie pozostawiając szpary pomiędzy połówkami wyświetlacza. Zapobiega to gromadzeniu się paprochów i kurzu.

    To czego zabrakło, aby zadać Samsungowi ostateczny cios to normy uszczelnienia, której w Honorze nie ma w ogóle. To główna cecha, która rozróżnia konstrukcję Magic V2 od standardowego flagowca, który już niemal zawsze oferuje normę IP68.

    Wyświetlacze

    Zewnętrzny ekran Honora to LTPO OLED o przekątnej 6,43 cala, rozdzielczości 2376 x 1060 pikseli z odświeżaniem 120 Hz i jasnością 2500 nitów. Najważniejsza jest tutaj klasyczna proporcja 20:9, która nie różni się w porównaniu do klasycznych smartfonów. Pozwala to obsługiwać złożonego Magica jak zwykły telefon. Chociaż przekątna 6,43 nie wygląda specjalnie imponująco, jest największa wśród składaków dostępnych w Polsce.

    Wewnętrzny, składany ekran ma przekątną 7,92 cala - to także największa przekątna wśród składaków. Wyświetlacz ten ma rozdzielczość 2344 x 2156 pikseli oraz proporcje obrazu 9.78:9. Maksymalna jasność sięga 1600 nitów, co jest wynikiem niższym niż w OnePlus Open, ale wciąż bardzo dobrym.

    Oba wyświetlacze prezentują się rewelacyjnie i spełniają oczekiwania. Zagięcie na składanym ekranie jest mało widoczne. Jasność jest mniejsza niż u konkurencji, a dostosowanie częstotliwości odświeżania do wyświetlanej treści mniej elastyczne. Trudno jednak rozróżnić te elementy w codziennym użytkowaniu.

    Moim jedynym zastrzeżeniem są kwadratowe proporcje składanego ekranu, wspólne dla wszystkich składaków. Z jednej strony gwarantują one największą powierzchnię na wyświetlanie treści, ale z drugiej strony wile rodzajów treści nie da się dopasować do takich proporcji. Na przykład oglądanie filmów na rozłożonym ekranie pozostawia większość przestrzeni w postaci czarnych pasów. Warto o tym pamiętać i zastanowić się jaki rodzaj treści chcemy konsumować na składanym telefonie.

    Specyfikacja i system

    Honor Magic V2 jest wyposażony w zeszłoroczny procesor Snapdragon 8 Gen 2. Telefon ma za to 16 GB RAM oraz 512 GB miejsca na system i pliki użytkownika.

    Z jednej strony procesor starszy o generację od stosowanego w tegorocznych flagowcach jest niewątpliwym rozczarowaniem. Magic V2 jest od niedawna dostępny w Polsce, kosztuje ponad 7 tysięcy, a dostajemy przestarzałą technologię. Taki mniej korzystny obraz ma jednak miejsce w porównaniu z nieskładanymi telefonami, bo składaki Samsunga i OnePlusa też są wyposażone w Snapdragon 8 Gen 2 i na razie nie było jeszcze nowych premier składanych smartfonów z nowszymi podzespołami. Samsung zaprezentuje nowego Folda w lipcu.

    W benchmarku Antutu telefon uzyskał 1 milion 451 tysięcy punktów co przełożyło się na 50 pozycję w rankingu tego testu wydajności.

    Za to na pakiet komunikacyjny nie można narzekać, bo są tu najnowsze standardy, takie jak 5G, WiFi 6E i 7, Bluetooth 5,3, NFC, USB C z kontrolerem 3.1 i możliwością przesyłania obrazu w standardzie Display Port 1.2, a nawet emiter podczerwieni.

    Jest także komplet czujników, a lokalizacja jest realizowana za pomocą systemów GPS (L1+L5), GLONASS (L1), BDS (B1I+B1c+B2a), GALILEO (E1+E5a) oraz QZSS (L1+L5).

    Honor zadebiutował na rynku z Androidem 13 oraz nakładką systemową MagicOS 7.2. Taki mam system w dniu pisania tej recenzji. Producent poinformował, że jest już dostępna aktualizacja do Androida 14 i MagicOS 8.0. Dowiedziałem się, że na telefonach dostępnych w Polsce już pojawiła się opcja aktualizacji. Na moim testowym egzemplarzu niestety nie udało mi się aktualizacji zainstalować. Do dzisiaj jednak wszyscy użytkownicy tego smartfonu byli zmuszeni do korzystania ze starszej wersji systemu Android – trochę zbyt długo jak na flagowy telefon. Honor Magic 6 Pro debiutował z MagicOS 8.0 już w marcu.

    W dostępnej dotąd wersji systemu nie było dodatków pozwalających dodatkowo wykorzystać możliwości dużego ekranu. Opcje ograniczyły się do wyboru, co ma wydarzyć się po złożeniu telefonu – czy zewnętrzny ekran ma pozostać aktywny, czy się wygasić. Są też opcje skalowania aplikacji i to wszystko. Telefon działał bezproblemowo i płynnie, nawet po uruchomieniu kilku aplikacji w oknach.

    Honor wspiera obsługę rysika, ale nie jest on dostarczany w zestawie.

    Zestaw aparatów

    Magic V2 ma taki zestaw aparatów, jakiego można oczekiwać od składaka, czyli jednak nie tak rozbudowany jak mają fotograficzne flagowce z ogromnymi wyspami aparatów i podwójnym teleobiektywem. Takiego zestawu jak dotąd nie zaoferował żaden składany smartfon. Jednak porównując do konkurencji, Honor nie ma się czego wstydzić:

    • 50 MP, f/1.9, , PDAF, 8x8 dToF Laser AF, OIS – główny aparat
    • 20 MP, f/2.4, 62mm, PDAF, 2.5x powiększenie optyczne, OIS – aparat z teleobiektywem
    • 50 MP, f/2.0, 13mm, AF – aparat ultraszerokokątny
    • 16 MP, f/2.2 – przedni aparat do selfie

    To specyfikacja lepsza od Samsunga (poza nagrywaniem wideo 8K, którego w Honorze nie ma) i zbliżona do tego co oferuje nowszy od Samsunga OnePlus Open.

    Honor poradził sobie dobrze we wszystkich testowanych warunkach. Zdjęcia za dnia, w pomieszczeniach i w nocy mają bardzo dobrą jakość, odpowiednią szczegółowość i rozpiętość tonalną. Jedyną słabością są zdjęcia nocne aparatu szerokokątnego, które wypadły słabiej niż powinny.

    Jakość wideo 4K jest dobra, ze skuteczną stabilizacją i możliwością płynnego przełączania się pomiędzy aparatami podczas nagrywania.

    W porównaniu do nieskładanych flagowców tracimy dość sporo, zarówno jeśli chodzi o maksymalne powiększenie teleobiektywu, jak i wielkość matrycy głównego aparatu. Myślę jednak, że niewielu najbardziej wymagających fotografów mobilnych zdecyduje się na składany smartfon. Użytkownik potrzebujący po prostu dobrego zestawu aparatów raczej będzie z Honora zadowolony.

    Bateria i ładowanie

    Producentowi Magic V2 udało się nie lada osiągnięcie i w najcieńszym oraz najlżejszym składanym smartfonie umieścił największą baterię o pojemności 5000 mAh. Taka pojemność jest standardem wśród klasycznych smartfonów, ale konkurencyjne składaki mają wyraźnie mniejszą pojemność. Dla przykładu Fold 5 od Samsunga ma tylko 4400 mAh.

    Honor ma też szybsze ładowanie od koreańskiego producenta – zamiast 25W aż 66W, a więc wartość podobna do tej, którą znajdziemy w OnePlus Open. To czego zabrakło, to ładowanie bezprzewodowe, które jest dostępne w Samsungu.

    Czas strumieniowania wideo na mniejszym, zewnętrznym ekranie znajduje się w czołówce smartfonów, przekraczając 24 godziny. Gdy skorzystamy z zewnętrznego wyświetlacza, działanie Magic V2 skróci się od 30% do 40%, zależnie od rodzaju obciążenia.

    Ładowanie do pełna zajmuje trochę ponad 50 minut, o ile mamy kompatybilną ładowarkę, bo nie ma jej w zestawie z telefonem.

    Podsumowanie

    Honor Magic V2 to jeden z najbardziej imponujących składanych smartfonów na rynku. Ma najmniejsze rozmiary, największą baterię, największe przekątne wyświetlaczy i całkiem dobry zestaw aparatów, dorównujący OnePlus Open. Główną słabością tego telefonu jest brak uszczelnienia zabezpieczającego przed zalaniem, które oferuje Samsung.

    Dodatkowo telefon trafił na polski rynek z dużym poślizgiem, pod koniec cyklu życia konkurencyjnych modeli. Dzisiaj Snapdragon 8 Gen 2 nie wygląda już tak atrakcyjnie, zwłaszcza w tak wysokiej cenie. Za chwilę powinny na rynek trafić składane modele z trzecią generacją tego procesora. Aktualizacja oprogramowania też była spóźniona. Tutaj z kolei dopatruję przewagi konkurencji. Samsung oferuje dłuższe wsparcie, więcej funkcji, spójniejszy ekosystem i szybsze aktualizacje.

    Trudno jednak ukryć podziw dla faktu, jak zgrabnym i ładnym telefonem jest Honor Magic V2. Gdybym chciał zrezygnować z zestawu aparatów w klasycznych flagowcach na rzecz składanego ekranu, Honor byłby w czołówce rozważanych przeze mnie modeli.

  • OnePlus Watch 2 - test najlepszego zegarka z Wear OS

    Istnieją dwie główne grupy smartwatchy, które oferują najwięcej funkcji i są odpowiednikami smartfonu na nadgarstku: w świecie iPhone’a jest to Apple Watch z watch OS, a w świecie Androida odpowiednikiem są zegarki z Wear OS od Google.

    Inne zegarki mogą mieć bardziej rozbudowane funkcje sportowe i inne zalety, ale liczba funkcji i aplikacji firm trzecich na tych dwóch platformach jest bezkonkurencyjna.

    Obie łączy jedna podstawowa wada: zbyt krótki czas pracy na baterii, który sięga maksymalnie dwóch dni.

    Powstało pytanie kto pierwszy zrobi smartwatch z prawdziwego zdarzenia, który będzie dłużej działał na baterii i pogodzi funkcjonalność z brakiem konieczności codziennego ładowania.

    Okazuje się, że pierwsza firma, której się to udało to OnePlus, co dla wielu będzie zaskoczeniem. Zwłaszcza, że OnePlus Watch pierwszej generacji nie był udany i został szybko zapomniany.

    Teraz OnePlusowi udało się osiągnąć to, z czym Samsung ma problem od samego początku serii Galaxy Watch.

    Design

    OnePlus Watch 2 jest dostępny w trzech kolorach: czarnym, niebieskim i zielonym. Testowany egzemplarz był właśnie w tej ostatniej opcji, z polerowaną kopertą ze stali nierdzewnej i zielonym paskiem z elastomeru. Pasek ma standardowe mocowanie i rozmiar, można go zmienić na dowolny pasek od analogowego zegarka.

    Koperta OnePlusa ma charakterystyczny kształt ze spłaszczonym prawym bokiem, na którym znajdują się dwa przyciski. Ten drobny element powoduje, że z łatwością odróżnimy Watch 2 od innych smartwatchy. Chociaż górny guzik ma formę obrotowej korny jest zwykłym przyciskiem i nie można za jego pomocą przewijać treści na ekranie. To niewykorzystana szansa biorąc pod uwagę, że nawet niedrogi Huawei Fit 3 ma obrotową koronę.

    Watch 2 budzi zaufanie solidnością wykonania. Stalowa kopertę uzupełnia szafirowe szkło, normy IP68 oraz MIL-STD-810H oraz wodoszczelność z normą 5 ATM, a także wytrzymałość na temperatury od -40 do +70 stopni Celsjusza. Zegarek ma wbudowany głośnik i mikrofon, co pozwala na prowadzenie rozmów głośnomówiących.

    Sama koperta zegarka waży 49 gramów, a całość wraz z paskiem, który pasuje na nadgarstek o obwodzie od 140 do 210 mm, waży 80 gramów. To standardowa waga dla zegarka, opaski sportowe są wyraźnie lżejsze, ale nie brakuje też zegarków znacznie cięższych np. Garmin.

    Wyświetlacz

    Ekran OnePlusa jest wykonany w technologii AMOLED, ma przekątną 1.43'' i rozdzielczość 466 x 466 pikseli. Jego maksymalna jasność to 600 nitów. Jest to jeden z większych wyświetlaczy wśród zegarków, zapewnia czytelny interfejs. Jakość ekranu jest bardzo dobra, ale nie będzie to dla nikogo zaskoczeniem, bo to standard wśród smartwatchy. Dziś trudno znaleźć zegarek czy nawet opaskę z ekranem słabszym od AMOLED.

    OnePlus dostarcza ponad 100 natywnych tarcz zegarka obsługiwanych przez architekturę Dual-Engine do wyboru i pozwala na ich personalizację - można wybrać kolor i komplikacje. To o tyle istotne, że tylko tarcze opracowane przez OnePlusa pozwolą na zachowanie kluczowej zalety, polegającej na długiej pracy na baterii.

    Specyfikacja i system

    Cechą wyróżniającą zegarek OnePlus spośród innych smartwatchy z systemem Wear OS jest technologia Dual-Engine, która umożliwiła połączenie rozbudowanego systemu z długim czasem działania. W zegarku znajdują się dwa procesory. Snapdragon W5 odpowiada za obsługę wszystkich zaawansowanych funkcji, takich jak aplikacje firm trzecich. Domyślnie zegarek z Wear OS miałby tylko ten procesor i działałby jeden dzień na baterii. Dodatkowo Watch 2 ma drugi procesor BES 2700, który jest bardziej energooszczędny i działa, gdy zegarek pokazuje godzinę, odbiera powiadomienia, monitoruje parametry naszego organizmu. Można więc powiedzieć, że jest aktywny przez większość czasu, gdy akurat nie korzystamy z bardziej zaawansowanych funkcji.

    Na zegarku działają także dwa systemy operacyjne. Główny to Wear OS 4.0, który ma do dyspozycji 2 GB RAM oraz 32 GB na system i aplikacje. Drugi system to RTOS, który ma do dyspozycji 4 GB eMMC. Przełączanie pomiędzy tymi systemami odbywa się w sposób niezauważalny dla użytkownika. Ma to kluczowe znaczenie, gdy przejdziemy do sekcji dotyczącej baterii.

    Pakiet łączności zegarka obejmuje WiFi n, Bluetooth 5.0 i BLE oraz NFC. Wersja z eSIM niestety nie jest oferowana. Lokalizacja działa w oparciu o systemy Beidou, GPS, Galileo, GLONASS i QZSS. Zestaw czujników obejmuje: akcelerometr, żyroskop, optyczny czujnik tętna, optyczny pulsoksymetr, czujnik geomagnetyczny, czujnik światła i barometr.

    Zegarek monitoruje wszystkie kluczowe parametry zdrowia, w tym sen z analizą oddechu, poziom stresu, tętno oraz saturację krwi. W porównaniu do zegarków Samsunga nie ma tu bardziej zaawansowanych funkcji dotyczących zdrowia, takich jak pomiar ciśnienia po kalibracji z ciśnieniomierzem, analiza składu ciała czy ostrzeganie przed arytmią serca. Trzeba jednak pamiętać, że działają one tylko w połączeniu z smartfonami Samsunga. To czy brak tych funkcji okaże się kluczowy zależy od użytkownika. Jeśli ktoś ma zalecenia, aby monitorować ciśnienie albo ma inne problemy z sercem, taki brak może być kluczowy dla wyboru zegarka. Ja z nich jednak nigdy nie korzystam.

    OnePlus Watch 2 ma wszystkie smartfunkcje, jakie zwykle oferują zegarki z Wear OS. Są płatności zbliżeniowe, możliwość odbierania rozmów telefonicznych na zegarku, a także odpowiadanie na powiadomienia, zarówno na klawiaturze ekranowej jak i dyktując treść głosowo. Dyktowanie w języku polskim działa bezproblemowo i nie wymaga dodatkowej konfiguracji.

    Najważniejsza w Wear OS jest możliwość instalowania aplikacji, które mamy na telefonie. Zamiast ograniczać się do domyślnych funkcji na kafelkach i widżetach, możemy zainstalować Spotify, Google Keep, Komoot, WhatsApp, Stravę, Pocket Casts i wiele innych dodatków niedostępnych dla zegarków z innym systemem. Jest też Asystent Google, Mapy Google i Portfel Google. Niczego tutaj nie brakuje.

    Podczas testów zegarek oferował podobną dokładność GPS, pomiarów tętna i snu jak inne dobrze oceniane urządzenia z jego półki cenowej. Na zegarku znajdziemy ponad 100 trybów treningowych.

    Aplikacja służąca do parowania zegarka z telefonem nazywa się OHealth. Najważniejsze, że spełnia ona swoją funkcję i nie sprawia problemów w konfiguracji i przyznaniu koniecznych uprawnień. Ma wszystko co niezbędne, ale muszę przyznać, że w porównaniu do Samsung Wearable wygląda trochę ubogo pod względem szaty graficznej i designu.

    Bateria

    OnePlus Watch 2 ma dużą baterię o pojemności 500 mAh. W zestawie z zegarkiem znajduje się dedykowana stacja ładującą, która przyczepia się do zegarka magnetycznie, a ładowanie odbywa się za pomocą styków. Nie jest obsługiwane ładowanie bezprzewodowe, które jest uniwersalnym standardem. Muszę jednak przyznać, że ładowarka OnePlus jest dobrze zaprojektowana. Nie ma na stałe podłączonego kabla, tylko gniazdo USB C. Element podłączony do zegarka jest wielkości pięciozłotówki. Można z łatwością nosić przy sobie np. w portfelu i podłączyć do dowolnej ładowarki. Dzięki stykom zegarek ładuje się bardzo szybko – do pełna w godzinę, ale już kilkanaście minut wystarczy, aby naładować zegarek i mieć spokój na długo.

    Najważniejszą cechą tego zegarka jest czas działania kilkukrotnie dłuższy od innych zegarków z Wear OS dzięki zastosowaniu Dual-Engine. Podczas gdy zegarki Samsunga działają zwykle dobę i trochę, OnePlus Watch 2 działa zwykle około 5 dni ze wszystkimi funkcjami aktywnymi. Tryb oszczędzania energii to aż 12 dni działania, ale wciąż aktywnych jest wiele funkcji i zegarek przypomina wówczas to, co oferuje nam domyślnie np. Huawei.

    To zupełnie nowa jakość wśród zegarków z Wear OS. To pierwszy zegarek, na którym możemy dyktować treść odpowiedzi na powiadomienie i nie musimy ładować go codziennie.

    Podsumowanie

    Dotąd największą bolączką zegarków Wear OS był czas działania na baterii i OnePlus rozwiązał ten problem dzięki funkcji Dual-Engine, a więc dwóm procesorom i dwóm systemom. Pozwoliło to pogodzić najważniejsze zalety Wear OS, takie jak możliwość instalacji aplikacji ze sklepu Play oraz swobodne odpowiadanie na powiadomienia, z czasem działania dotąd zarezerwowanym tylko dla bardziej ograniczonych urządzeń. Dlatego OnePlus Watch 2 to unikalna propozycja na rynku, zasługująca na szczególna uwagę. Od tego momentu każdy zegarek z Wear OS, który będzie działał nie dłużej niż dwa dni będzie po prostu rozczarowujący. Na dodatek OnePlus Watch 2 nie jest drogi – kosztuje 299 Euro, czyli 1280 zł.

    OnePlus Watch 2 nie jest zegarkiem idealnym, bo nie ma wszystkich zalet konkurencji. Obrotowy przycisk nie może sterować zawartością ekranu poprzez obrót, nie ma analizy składu ciała, pomiaru ciśnienia i wykrywania arytmii serca. Nie ma też opcji z eSIM do wyboru. Niestety nie skorzystamy z OnePlus Watch 2 do komunikacji bez telefonu, a szkoda, bo długi czas pracy właśnie do tego najbardziej zachęca.

    Poza tym jest już dosłownie wszystko, włącznie z płatnościami zbliżeniowymi i dyktowaniem odpowiedzi na powiadomienia. To obecnie jeden z najlepszych zegarków Wear OS na rynku. Istotną przewagę mogą mieć jedynie specjalistyczne zegarki sportowe dla wybranej, raczej wąskiej grupy użytkowników.

  • Test Xiaomi 14 Ultra versus Samsung Galaxy S24 Ultra

    Xiaomi 14 Ultra to pierwszy prawdziwy flagowiec marki Xiaomi, który trafił na nasz rynek od premiery modelu Mi 11 Ultra w 2021 roku. Modele 12 Ultra i 13 Ultra nie były dostępne na rynku europejskim. Mamy więc do czynienia ze smartfonem z samego szczytu górnej półki, który kosztuje 6799 zł. Jest to o 200 zł więcej niż Samsung S24 Ultra, którego używam prywatnie i do którego będę porównywał model Xiaomi. Trudno w tym wypadku mówić o jakiejkolwiek taryfie ulgowej, bo od Xiaomi 14 Ultra droższe są już tylko składane smartfony. To co ma wyróżniać Xiaomi 14 Ultra to przede wszystkim bezkompromisowy zestaw aparatów, który specyfikacją przewyższa to co oferuje Samsung. Sprawdźmy zatem jak używa się najdroższego telefonu Xiaomi w praktyce.

    Design

    Trudno o bardziej znaczącą różnicę w designie dzisiejszych smartfonów niż pomiędzy Xiaomi 14 Ultra a Samsungiem S24 Ultra. Xiaomi ma jedną z największych wysp aparatów na rynku – zajmuje prawie całą szerokość obudowy i znacząco ponad nią wystaje. Samsung nie posiada wyspy aparatów, a jedynie pojedyncze oprawy obiektywów. Różnicę najbardziej widać, gdy smartfony leżą obok siebie na stole. Samsung leży praktycznie płasko, podczas gdy smartfon Xiaomi jest wyraźnie pochylony. Oczywiście efekt jest nieprzypadkowy, Xiaomi ma kojarzyć się z aparatem. Są nawet akcesoria, które dodają do smartfonu uchwyt niczym w aparacie fotograficznym. Jeśli jednak mówimy o wyważeniu i chowaniu telefonu do kieszeni, Samsung zdecydowanie wygrywa.

    Jakość wykonania w najwyższym przedziale cenowym może być tylko również najwyższa i pod tym kątem nie da się 14 Ultra nic zarzucić. Połączenie czarnej wegańskiej skóry, z aluminiową ramą, która zachodzi na tył obudowy prezentuje się elegancko i jest praktyczne.

    Xiaomi może pochwalić się bardzo dobrymi głośnikami stereo. W porównaniu z Samsungiem mają one pełniejsze brzmienie z większą ilością niskich tonów i mniej świdrująca górą. Xiaomi ma też zdecydowanie bardziej dopracowane i zniuansowane wibracje, które są wplecione w cały interfejs telefonu. Z kolei czytnik linii papilarnych jest wyraźnie szybszy w Samsungu. Xiaomi zapewnia w tej kwestii komfort, ale optyczny czujnik nie dorównuje ultradźwiękowemu przynajmniej, gdy nie używamy szkła ochronnego na ekranie Samsunga.

    Xiaomi może pochwalić się normą uszczelnienia IP68, a więc najwyższą stosowaną w smartfonach, ale też powszechną wśród flagowych modeli.

    Wyświetlacz

    Ekran w Xiaomi, o przekątnej 6,73 cala, ma specyfikację prawie identyczną z Samsungiem – trochę mniejszą przekątną 6,73 cala, ale niemal identyczną rozdzielczości 3200 x 1440 pikseli. Wykonany w technologii LTPO AMOLED, dopasowuje odświeżanie w zakresie od 1 do 120 Hz do treści wyświetlanej na ekranie. W Xiaomi według danych producenta jasność maksymalna sięga 3000 nitów, podczas gdy w Samsungu limit to 2600 nitów. W praktyce jednak Samsung wydaje się mieć pewną przewagę w czytelności w jasnym świetle.

    To co dla użytkownika ma większe praktyczne znaczenie to kształt i rodzaj szkła. Samsung ma całkowicie płaski wyświetlacz, bez ściętych rogów. Dodatkowo szkło Gorilla Armor, na razie na wyłączność u Samsunga, jest delikatnie matowe, co zmniejsza ilość refleksów i poprawia czytelność w wielu sytuacjach. W Xiaomi szkło jest delikatnie zaokrąglone na krawędziach a rogi są ścięte.

    Co jest lepszym rozwiązaniem zależy od preferencji użytkownika. Podejście Samsunga jest bardziej bezkompromisowe pod kątem wyświetlanego obrazu, ale powoduje, że telefon jest bardziej kanciasty i trochę mniej wygodny w obsłudze jedną ręką niż w Xiaomi.

    Specyfikacja

    Xiaomi, tak jak każdy flagowiec w 2024 roku, ma procesor Snapdragon 8 Gen 3. W Polsce 14 Ultra jest oferowany w jednej konfiguracji z 16 GB RAM oraz 512 GB na system i pliki użytkownika. Samsung oferuje pełną gamę pojemności od 256 GB do 1 TB, lecz wszystkie wersje mają 12 GB RAM, czyli mniej niż Xiaomi.

    W benchmarku Antutu Xiaomi w temperaturze pokojowej uzyskało ponad 2 miliony punktów, podczas gdy Samsung uzyskał 1,8 miliona punktów. Oznacza to przewagę 13% wydajności dla Xiaomi. W rankingu Antutu Xiaomi zajmuje 9 pozycję, a S24 Ultra dopiero 25 pozycję. Samsung dobija do wyników Xiaomi dopiero, gdy otoczenie jest w temperaturze znacznie poniżej temperatury pokojowej.

    Trudno jednoznacznie ocenić jakie ma to znaczenie z punktu widzenia użytkownika. Oczywiście wyższa wydajność jest lepsza i Xiaomi ma niewątpliwą przewagę. Trudno jednak powiedzieć, czy przekłada się to na odczuwalne korzyści podczas używania telefonu. Ja ich za bardzo nie odczułem, ale być może są aplikacje lub gry w których ta różnica będzie widoczna.

    Xiaomi 14 Ultra obsługuje najnowsze standardy łączności: 5G, WiFi 7, Bluetooth 5.4. Jest też NFC, a także emiter światła podczerwonego, którego w Samsungu nie znajdziemy. Lokalizacja działa w oparciu o systemy; GPS (L1+L5), GLONASS (L1), BDS (B1I+B1c+B2a), GALILEO (E1+E5a), QZSS (L1+L5) i NavIC (L5). Jest też komplet czujników wraz z barometrem, a USB C 3.2 Gen 2 przesyła obraz w standardzie Display Port.

    System

    System to miejsce, gdzie znajdziemy największe różnice pomiędzy Xiaomi a Samsungiem, zarówno te wizualne, widoczne na pierwszy rzut oka, jak i różnice w polityce aktualizacji. Xiaomi działa pod kontrolą systemu Android 14 z aktualizacjami zabezpieczeń z maja, a nakładka systemowa to Hyper OS 1.0.6.0. Xiaomi obiecuje 4 nowe wersje Androida i 5 lat aktualizacji. Wygląda jednak na to, że aktualizacje zabezpieczeń są oferowane co dwa miesiące, z marca przeskoczyły od razu na maj i to pod sam koniec miesiąca.

    Dla porównania Samsung też ma Androida 14, a nakładka systemowa to One UI 6.1. Za to aktualizację do zabezpieczeń z maja otrzymał prawie miesiąc wcześniej. Wsparcie Samsunga jest znacznie dłuższe, bo aż 7 letnie zarówno dla wersji Androida jak i aktualizacji systemu. Oznacza to o 3 wersje Androida więcej od Xiaomi.

    Xiaomi wręcz naśladuje interfejs znany z iOS, podczas gdy Samsung w większości idzie własną drogą. Samsung ma jedną bardzo wyraźną przewagę nad Xiaomi i w zasadzie każdym innym producentem smartfonów z Androidem – oferuje obecnie najbardziej rozbudowane funkcje AI zintegrowane z systemem, które działają także w języku polskim. Inni producenci albo w ogóle ich nie mają, albo blokady regionalne blokują do nich dostęp w Europie, a język polski nie jest obsługiwany.

    Hyper OS od Xiaomi jest dobrze zoptymalizowany i nie sprawia problemów ze stabilnością. Nie oferuje jednak zbyt wiele integracji i funkcji dodatkowych. U Samsunga jest bardziej rozbudowana integracja z ekosystemem, funkcja Find, a także obsługa rysika S Pen. Nawet galeria ma dużo więcej opcji na Samsungu, oferując np. usuwanie odbić w szybie. Dlatego przewaga Samsunga w kwestii oprogramowania jest moim zdaniem bezdyskusyjna. Można jedynie zastanawiać się, czy dla konkretnego użytkownika jest to istotna różnica.

    Zestaw aparatów

    Najbardziej wyróżniającym i bezkompromisowym elementem Xiaomi 14 Ultra jest zestaw aparatów, umieszczony w ogromnej, okrągłej i przypominającej duży obiektyw wyspie. Główny aparat ma największa stosowaną w smartfonach matrycę typu calowego i zmienną przysłonę. Wszystkie aparaty z tyłu obudowy mają po 50 megapikseli. Samsung S24 Ultra ma nad Xiaomi tylko dwie przewagi sprzętowe – autofocus w przedniej kamerze do selfie oraz wyższą rozdzielczość głównej matrycy.

     

    Samsung S24 Ultra

    Xiaomi 14 Ultra

    Główny aparat

    200 MP, f/1.7, 24mm, 1/1.3", 0.6µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS

    50 MP, f/1.6-f/4.0, 23mm, 1.0"-type, 1.6µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS

    Teleobiektyw 1

    10 MP, f/2.4, 67mm), 1/3.52", 1.12µm, PDAF, OIS, 3x powiększenie optyczne

    50 MP, f/1.8, 75mm, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF, OIS, 3.2x powiększenie optyczne

    Teleobiektyw 2

    50 MP, f/3.4, 111mm, 1/2.52", 0.7µm, PDAF, OIS, 5x powiększenie optyczne

    50 MP, f/2.5, 120mm, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF, OIS, 5x powiększenie optyczne

    Szeroki kąt

    12 MP, f/2.2, 13mm, 120˚, 1/2.55", 1.4µm, dual pixel PDAF

    50 MP, f/1.8, 12mm, 122˚, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF

    Selfie

    12 MP, f/2.2, 26mm, dual pixel PDAF

    32 MP, f/2.0, 22mm, 1/3.14", 0.7µm

     

    W naszym trzyczęściowym porównaniu aparatów pomiędzy Xiaomi 14 Ultra, Samsungiem S24 Ultra i Huawei Pura 70 Ultra, Xiaomi wypadł najlepiej, stając się najlepszym fotosmartfonem, jaki dotąd przetestowaliśmy. Samsung uplasował się zaraz za nim, a Huawei okazał się słabszy od konkurencji, wbrew temu co sugerowało pierwsze miejsce w teście DXOMARK.

    Wprowadzenie i porównanie zdjęć dziennych

    Porównanie teleobiektywów

    Porównanie zdjęć nocnych i podsumowanie

    W porównaniu do S24 Ultra Xiaomi największą przewagę uzyskało w zdjęciach z teleobiektywów, które okazały się bardziej szczegółowe. Czasem lepiej radziło sobie z balansem bieli. Oferuje też dedykowany tryb makro, którego w Samsungu nie ma – S24 Ultra przełącza się automatycznie na tryb makro, który oferuje mniejsze powiększenie. Samsung czasami wyciąga więcej detali z niektórych tekstur, zwłaszcza przy słabszym oświetleniu. W przypadku Xiaomi trzeba uważać na zdjęcia selfie, które będą miały najlepszą ostrość tylko z optymalnej odległości.

    Poza tym oba smartfony reprezentują szczytowy poziom fotografii mobilnej, potrafią nagrywać wideo 4K płynnie przełączając się pomiędzy wszystkimi aparatami, a także potrafią nagrywać wideo 8K w 30 klatkach na sekundę. Stabilizacja jest doskonałą w obu smartfonach.

    Niektórzy testerzy zgłaszali, że obiektywy Ultry także parują – u nas to się nie zdarzyło.

    Bateria

    Xiaomi ma w Europie taką samą pojemność baterii jak Samsung, czyli 5000 mAh. Obsługuje za to znacznie szybsze 90W ładowanie, które ładuje telefon do pełna w około 33 – 35 minut. Ma też dużo szybsze ładowanie bezprzewodowe o mocy aż 80W, które ma ładować telefon do pełna w 46 minut, ale nie mieliśmy odpowiedniej ładowarki bezprzewodowej, aby to sprawdzić. Warto również wspomnieć, że ładowarka przewodowa znajduje się w pudełku z telefonem.

    Samsung nie dołącza ładowarki do zestawu, a ładowanie baterii do pełna trwa prawie dwa razy dłużej.

    Sytuacja odwraca się, gdy chodzi o czas działania na baterii. Samsung uzyskuje wyraźnie lepsze wyniki od Xiaomi. Strumieniowanie wideo z YouTube na Samsungu zbliżyło się do 28 godzin, na Xiaomi to bliżej 24 godzin. To samo dotyczy innych rodzajów obciążenia, takiego jak granie czy dzwonienie, Samsung zawsze działa trochę dłużej. Nie jest to aż taka różnica jak w szybkości ładowania na korzyść Xiaomi, ale nie jest też trudna do zauważenia.

    Podsumowanie

    Xiaomi 14 Ultra to rasowy flagowiec i cieszy, że jest dostępny także na naszym rynku, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich modeli z Ultra w nazwie. Jak na flagowca przystało oferuje topową wydajność, doskonały ekran, szybkie ładowanie i zestaw aparatów dla najbardziej wymagających fotografów mobilnych.

    W porównaniu do Samsunga Xiaomi jest droższe o 200 zł, ma lepsze głośniki stereo, wyższą wydajność pomimo tego samego procesora i więcej pamięci RAM. Ma także szybsze ładowanie i przede wszystkim technicznie lepszy zestaw aparatów – zarówno w specyfikacji sprzętowej jak i w efektach naszego porównania.

    Za to Samsung ma wyraźnie szybszy czytnik linii papilarnych, dłużej działa na baterii, ekran ma bardziej odporną na refleksy powierzchnię i obsługuje rysik S Pen. Przede wszystkim jednak ma dłuższe i lepsze wsparcie, bardziej rozbudowany ekosystem i całą gamę funkcji AI działających w języku polskim.

    Ostatecznie wybór sprowadza się do preferencji i priorytetów użytkownika. Gdyby, tak jak w przeszłości, Xiaomi było tańszą alternatywą, to wybór byłby prostszy. Osobiście, chociaż bardzo cenię jakość aparatów, różnica nie jest na tyle duża, aby mnie przekonać. Dłuższe wsparcie, częstsze aktualizacje i ogólne zaufanie do producenta u mnie przeważa szalę na korzyść Samsunga. Rozumiem jednak, jeśli ktoś uzna Xiaomi 14 Ultra za lepszy wybór.

  • Test Google Pixel 8a - jest udanym średniakiem, ale teraz kosztuje o 1000 zł za dużo

    Pixel to marka smartfonów, o której słyszała garstka Polaków. Większość osób, które zobaczyły mojego testowego Pixela 8a tylko wzruszała ramionami i nie miała pojęcia, co to za telefon. Podobna sytuacja jest prawie na całym świecie. Pixele są popularne tylko w USA i Japonii. W Polsce mają swoich fanów, a teraz są już oficjalnie dostępne na naszym rynku. Kilka lat temu trzeba je było sprowadzać z Zachodu. Później były już dostępne w wybranych polskich sklepach z elektroniką.

    Pixel 8a jest dostępny w sklepie Google za 2449 zł. Jest to cena wersji 128 giga. W promocji otrzymamy voucher 650 zł na zakupy w Google Store. W Media Expert jest też promocja ze zwrotem podobnej kwoty przy oddaniu dowolnego starego telefonu. Prawie 2500 zł to segment cenowy, który w Polsce można określić jako wyższa średnia półka. Sama specyfikacja Pixela na to jednak niestety nie wskazuje. 2500 zł to cena iPhona 13, a za niewiele więcej możemy kupić flagowego Samsunga S23.

    Pixel 8a zostaje wprowadzony kilka miesięcy po premierze pierwszych dwóch modeli z serii 8. Modele 8 i 8 Pro zostały zaprezentowane w USA i w Europie Zachodniej w październiku zeszłego roku. 8a jest najtańszym, budżetowym telefonem z tej serii. W Polsce jest to jednak całkiem drogi smartfon. Dodatkowo jego droższy i lepszy brat kosztuje teraz w Komputroniku niecałe 2700 zł.

    Na koniec należy poruszyć jeszcze dwie kwestie. Na jesieni, czyli za zaledwie parę miesięcy odbędzie się premiera nowych Pixeli. W Pixelu 8a (choć to pełnoprawny Pixel) nie działa też na razie asystent Gemini, a takiego asystenta mogą już używać testowo użytkownicy starszych modeli Pixela i pierwsi użytkownicy flagowych Samsungów. Zakup modelu 8a jest więc teraz trochę poronionym pomysłem. Fani tej serii od razu powinni skupić się na modelu 8, a ci bardziej majętni i zaawansowani na wersji Pro.

    Pixel 8a byłby całkiem udanym smartfonem, gdyby był sprzedawany za około 1500-1800 zł, a nie 1000 zł drożej. Tak jak wspomniałem wcześniej, w praktyce da się taką cenę uzyskać oddając stary telefon i kupując 8a w MediaMarkt, ale wymaga to nieco więcej zachodu niż “normalny” zakup w “normalnej” cenie bez konieczności wyłożenia na ladę wyższej kwoty. Być może Google zmieni swoją politykę cenową i wówczas 8a będzie znacznie ciekawszą propozycją.

    Po tym przydługim wstępie omówmy bardziej szczegółowo, co w Pixelu 8a może się podobać (jest tego naprawdę sporo), a co sprawia, że jesteśmy nim trochę zawiedzeni.

    Wygląd zewnętrzny

    Pixel 8a jest zgrabnym, ale bardzo ciężkim jak na swoje rozmiary smartfonem. To dziwne, bo jest wykonany z tworzywa sztucznego. Sama ramka jest na szczęście aluminiowa. Jeśli ktoś szuka niewielkiego telefonu to Pixel 8a może mu się bardzo spodobać. Smartfon Google ma unikatowy design, co również jest jego kolejną zaletą. Nie przypomina żadnego innego telefonu konkurencji. Jego wyspa aparatów wygląda świetnie i równie świetnie prezentuje się, gdy telefon ukryjemy w etui. Oryginalne etui ma świetną jakość i całkowicie zmienia charakter telefonu. Sam biały Pixel 8a wygląda statecznie, elegancko, a zielonym etui prezentuje się świeżo, młodzieżowo. Etui trzeba sobie dokupić, ale jest teraz specjalna promocja obniżająca jego cenę. 8a świetnie trzyma się w dłoni, choć tak jak wspomnieliśmy powyżej – jest trochę za ciężki jak na swoje niewielkie rozmiary – waży prawie 190 g. Dla porównania Samsung S24 (równie zgrabny) waży niecałe 170 g. To zapewne efekt mniejszego doświadczenia Google w produkcji smartfonów. Obudowa spełnia normę IP67.

    Ekran

    Piksel ma ekran o wielkości 6.1 cala w szerokimi ramkami. Jest chroniony archaicznym szkłem Gorilla Glass 3. Jasność jest wysoka – od 1400 do 2000 nitów. Wszyscy recenzenci krytykują bardzo szerokie ramki wokół ekranu (dodatkowo niesymetryczne). Rzeczywiście ramki są potężne i na pewno nie pasują do smartfonu renomowanego producenta za 2500 zł. Sam ekran to bardzo dobry OLED z odświeżaniem 120 Hz i obsługą HDR. Telefon wspiera tryb Always on display. Kolory mogą być naturalne lub podkręcone (adaptacyjne).

    Specyfikacja i oprogramowanie

    Cała seria Pixel 8 korzysta z tego samego procesora Tensor G3. Jest to procesor drukowany w standardzie 4 nm i produkowany przez Samsunga. Jego wydajność pozwala mu osiągając w AnTuTu prawie 900 tys. punktów. Jest to wydajność wystarczająca do wszystkich zadań, ale 2-krotnie niższa niż wydajność flagowców. Pamiętajmy także, że w teorii telefon ten ma nam służyć przez nawet 7 lat, bo przez tak długi czas ma podobno otrzymywać aktualizacje. Pamięc RAM LPDDR5x ma 8 giga . Pamięć na multimedia (UFS 3.1) to w naszym przypadku tylko 128 GB. Jest także wersja 256 GB.

    Telefon działa niesamowicie płynnie i jest to w dużym stopniu zasługa optymalizacji oprogramowania. “Tani” Pixel działa tak jak iPhone. Wszystko uruchamia się szybko, bez żadnej zwłoki. Telefon nie grzeje się bardziej od średniej znanej z innych urządzeń.

    W komplecie mamy następujące czujniki:

    • Czujnik zbliżeniowy
    • Czujnik jasności otoczenia
    • Akcelerometr
    • Żyroskop
    • Magnetometr
    • Barometr

    Do dyspozycji mamy Wi-Fi 6E, choć platforma Tensor wspiera także WiFi 7. Bluetooth jest w wersji 5.3. Za lokalizację odpowiadają systemy GPS, GLONASS, Galileo, QZSS, BeiDou.

    Pixel to także eSIM i 5G wraz ze wsparciem najszybszej transmisji w paśmie mmWave

    Najnowszy Android ma być aktualizowany przez 7 lat. Niemiłą niespodzianką jest więc to, że na naszym Pixelu nadal był Asystent Google, a nowa platforma Gemini (asystent głosowy i tekstowy z dużym wsparciem AI) jest już dostępna na Samsungach i Xiaomi. Zapowiada się, że Pixele nie będą już traktowane przez Google priorytetowo i może okazać się, że partnerzy Google będą otrzymywać ciekawe funkcje wcześniej.

    Zdjęcia

    Google Pixel 8a to średniopółkowiec z bardzo prostą konfiguracją dwóch aparatów z tyłu. Jego główną przewagą jest to, co możemy robić ze zdjęciami po ich zrobieniu. Google chwali się, że AI w Pixelach oferuje najwięcej dodatkowych funkcji, ale pamiętajmy, że podobne usługi są już dostępne w Samsungach, które również korzystają z tej samej platformy sztucznej inteligencji.

    W Pixelu znajdziemy magiczną gumkę, magiczny edytor oraz bardzo rozbudowany “ręczny” edytor zdjęć. W 8a za 2500 zł nie znajdziemy natomiast teleobiektywu. Powiększenie 2X jest realizowane przez wycinanie obrazu z matrycy, co niestety generuje zdjęcia o niskiej jakości. Przy powiększeniu na komputerze widać już wyraźnie pojedyncze piksele.

    Zestaw aparatów obejmuje:

    Aparat szerokokątny Quad PD, 64 Mpix

    • Wielkość piksela: 0,8 μm
    • Przysłona: ƒ/1.89
    • Rozmiar czujnika obrazu: 1/1,73 cala
    • Pole widzenia: 80 stopni
    • Optyczna i elektroniczna stabilizacja obrazu (szeroki kąt)

    Aparat 13 MPix, ultraszeroki kąt

    • Wielkość piksela: 1,12 μm
    • Przysłona: ƒ/2.2
    • Pole widzenia: 120 stopni

    Selfie:

    • 13 Mpix
    • Szerokość piksela: 1,12 μm
    • Przysłona: ƒ/2.2
    • Stała ostrość
    • Pole widzenia: 96,5°

    Jest to dokładnie ten sam zestaw kamer, co w modelu 7a z zeszłego roku.

    Sama jakość zdjęć jest dobra, ale nie jest to poziom najdroższych flagowców. Zdjęcia z Pixela mają specyficzną, naturalną kolorystykę, która może się nie podobać fanom zdjęć z Samsungów lub Xiaomi. Pixel 8a potrafi zrobić bardzo ładne zdjęcie, ale takie zdjęcia głównym aparatem potrafi teraz zrobić większość smartonów. Także zdjęcia portretowe (domena Pixeli) raz mają naturalny bokeh, a raz postać ma niektóre elementy sztucznie rozmazane. Na pewno obiektyw i matryca radzą sobie znacznie słabiej, gdy jest mniej światła. Wówczas pojawiają się szumy i artefakty.

    Sporym zaskoczeniem na plus jest natomiast bardzo dobra jakość nagrań wideo i to także w jakości 4K 60 fps (działa wtedy tylko główny obiektyw). Obraz jest stabilny i na pewno Pixel 8a nada się do realizacji udanych, profesjonalnie wyglądających klipów na social media. Świetna jest funkcja nazwana bardzo dziwnie - Przesuwanie. Daje ona efekt bardzo stabilnego, spowolnionego obrazu wideo.

    Przykładowe zdjęcia z Pixela 8a znajdziecie tutaj

     

    Bateria i ładowanie

    Jeśli chodzi o baterię i ładowanie to nasz Pixel 8a nie zasługuje nawet na miano średniaka. Średniaki z Chin często ładują się z mocą od 60 do 120W. Tutaj mamy ładowanie 18W, co przebija nawet denne standardy Samsunga i Apple. W komplecie nie mamy ładowarki. Telefon do 100% ładuje się trochę poniżej 2h. Na otarcie łez mamy ładowanie bezprzewodowe znane głównie z flagowców, ale tutaj ma ono zawrotną moc 7.5W. Dodatkowo 8a ma mniejszą niż konkurenci baterię – to około 4500 mAh. Dobra optymalizacja pozwala jednak na bezproblemowe działanie telefonu przez 1-2 doby w zależności od obciążenia i to z włączonym (bo bardzo przydatnym) trybem Always on Display.

    Podsumowanie

    Pixel 8a to niemal klon modelu 7a z zeszłego roku. Ma taką samą baterię, taki sam zestaw kamer, tej samej wielkości ekran. Szkło z przodu również jest to samo. Taki sam jest design oraz oprogramowanie. Tylko, że Pixel 7a w Komputroniku kosztuje teraz niecałe 1700 zł. Wszyscy recenzenci na całym świecie podkreślają, że 8a jest za drogi. Google się tym chyba nie przejmuje. Dla amerykańskiego koncernu produkcja telefonów to margines całej działalności. Nawet w USA, gdzie Pixel nadal jest numerem 4 to jego rzeczywisty udział w rynku jest symboliczny. Dodatkowo według badań aż 57% amerykańskich użytkowników tych telefonów marzy już o migracji do innych marek. To bardzo zły wynik. Google miał spore problemy z przegrzewaniem się swoich procesorów. W USA był także spory problem z działaniem Pixeli w sieci komórkowej – na szczęście pojawiła się łatka.

    Google ewidentnie traktuje swoje Pixele po macoszemu. I tak przecież Android ma prawie 100% rynku smartfonów na świecie, więc Pixele są tylko niewielkim projektem koncernu, który teraz musi mierzyć się z dużo większymi wyzwaniami w postaci walki o prymat na rynku sztucznej inteligencji. Coraz częściej pojawiają się plotki, że projekt Pixel zostanie uśmiercony, a Google ma spore doświadczenie z kończeniem nierentowych projektów. Współpraca z Samsungiem jest coraz bliższa i to może być dowód na to, że w każdej plotce jest ziarno prawdy.

    Nie zmienia to jednak ogólnej opinii na temat Pixela 8a. To bardzo fajny, szybki smarfon, który możemy polecić każdemu, kto szuka udanego średniaka i ma uczulenie na iPhona. Jedynym poważnym problemem jest jego wygórowana cena, która powinna szybko spaść do poziomu 1500-1800 zł.

  • Takie zdjęcia nocne robią Galaxy S24 Ultra, Xiaomi 14 Ultra i Pura 70 Ultra

    Zdjęcia nocne przez lata były trudnym zadaniem dla smartfonów. Małe matryce wydawały się skazane na porażkę w porównaniu z efektami osiąganymi przed duże aparaty. Prawdziwą rewolucję w tej dziedzinie przyniósł Huawei P20 Pro w 2018 roku, który był tak dobry, że wydawało się to wręcz niemożliwe w przypadku telefonu. Od tego czasu wszyscy producenci nadgonili technologię konieczną do fotografowania nocą. Pojawia się więc pytanie, czy Huawei i Xiaomi z calowymi matrycami zmiażdżą Samsunga z mniejszą matrycą o wyższej rozdzielczości? Wydawało mi się to nieuniknione, ale bezpośrednie porównanie zaskoczyło mnie wynikami.

    Specyfikacja

    Samsung S24 Ultra

    Xiaomi 14 Ultra

    Huawei Pura 70 Ultra

    Główny aparat

    200 MP, f/1.7, 24mm, 1/1.3", 0.6µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS

    50 MP, f/1.6-f/4.0, 23mm, 1.0"-type, 1.6µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS

    50 MP, f/1.6-f/4.0, 23mm, 1.0"-type, 1.6µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS

    Teleobiektyw 1

    10 MP, f/2.4, 67mm), 1/3.52", 1.12µm, PDAF, OIS, 3x powiększenie optyczne

    50 MP, f/1.8, 75mm, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF, OIS, 3.2x powiększenie optyczne

    50 MP, f/2.1, 90mm, PDAF, OIS, 3.5x powiększenie optyczne

    Teleobiektyw 2

    50 MP, f/3.4, 111mm, 1/2.52", 0.7µm, PDAF, OIS, 5x powiększenie optyczne

    50 MP, f/2.5, 120mm, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF, OIS, 5x powiększenie optyczne

     

    Szeroki kąt

    12 MP, f/2.2, 13mm, 120˚, 1/2.55", 1.4µm, dual pixel PDAF

    50 MP, f/1.8, 12mm, 122˚, 1/2.51", 0.7µm, dual pixel PDAF

    40 MP, f/2.2, 13mm, AF

    Selfie

    12 MP, f/2.2, 26mm, dual pixel PDAF

    32 MP, f/2.0, 22mm, 1/3.14", 0.7µm

    13 MP, f/2.4, AF

    Specyfikacja obu chińskich rywali Samsunga jest wyraźnie mocniejsza. Mają większe matryce oraz możliwość zmiany przysłony i ustawienia wartości dającej większą jasność niż w Samsungu. Powinno to zaowocować większą rozpiętością tonalna i mniejszym szumem.

    Wnioski

    Wygląda jednak na to, że Samsung dotrzymał kroku obu konkurentom, a nawet w niektórych aspektach pokazał nad nimi przewagę. Uzyskał ten efekt bardziej agresywną obróbką, w której wyciąga więcej, bardziej kontrastowych szczegółów. Na powiększeniach widać, że czasami skutkuje to pewnymi cyfrowymi artefaktami, ale jeśli nie oglądamy zdjęć w widoku 100%, to często zdjęcia z S24 Ultra są bardziej szczegółowe.

    Huawei ma tendencję do mocnego podbijania kolorowych świateł, które mają bardziej nasycony kolor i rzucają na zdjęciach mocniejsza poświatę. Uznałbym to za zaletę na podobnej zasadzie, jak wyostrzanie i podbicie kontrastu w Samsungu, nawet jeśli nie jest całkiem naturalne i neutralne względem tego co widziały moje oczy. Problem w tym, że miejscami to kolorowe światło powoduje całkowite zniknięcie szczegółów i tekstur. Widać to szczególnie na zdjęciu z neonem „Świetlica”. Podczas gdy u Samsunga i Xiaomi widać, że neon jest na tle desek, w Huawei jest tam praktycznie jednolity kolor czerwony, pozbawiony detali, niczym w efekcie posteryzacji. Światła miejskie po lewej i oświetlony krzew wyglądają bardziej jak akwarela lub grafika komputerowa. Moim zdaniem to problem, który Huawei powinien naprawić aktualizacją oprogramowania. Nie występuje na każdym zdjęciu, ale gdy już się pojawi, praktycznie niszczy jakość konkretnego kadru.

    Gdy efekt dominującego światła nie występuje, to jakość zdjęć nocnych jest dość wyrównana dla wszystkich trzech smartfonów. Dzieląc włos na czworo powiedziałbym, że Samsung i Xiaomi zajmują na przemian pierwszą pozycję na podium, może z delikatna przewagą dla Xiaomi, a Huawei wypada w tym zestawieniu najsłabiej, choć też czasem zdarzy się, że wyciągnie więcej od konkurentów informacji z cieni.

    Można jednak śmiało powiedzieć, że calowe matryce nie są game changerem w świecie fotografii mobilnej. Były nim bardziej zaawansowane algorytmy, łączące wiele klatek, aby zmniejszyć szum i rozszerzyć rozpiętość tonalną. Obecnie flagowce są na dość zbliżonym do siebie poziomie. Nie ma też wyraźnej dominacji jakości algorytmów jednego z producentów nad resztą. Pewnie w bardziej ekstremalnych warunkach całkowitej ciemności różnice mogą być trochę większe, ale w praktyce rzadko się fotografuje, gdy praktycznie nic nie widać.

    Warto się również zapoznać z naszym porównaniem zdjęć dziennych z głównych aparatów oraz jakości teleobiektywów.

    Podsumowanie serii testów foto czołowych flagowców

    Różnice pomiędzy aparatami w smartfonach różnych producentów są dużo mniejsze niż w przeszłości. Zarówno zdjęcia dzienne i nocne wypadają bardzo podobnie. Największe różnice występują obecnie w jakości zdjęć z teleobiektywów. Część telefonów na rynku nie ma teleobiektywów w ogóle, większość ma jeden, niektóre najwyższe modele jak Samsung S24 Ultra i Xiaomi 14 Ultra mają dwa teleobiektywy, co z miejsca daje im przewagę nad resztą.

    Oprócz zdjęć tele różnice daje się jeszcze zauważyć w zdjęciach makro. Tutaj Samsung wypada wyraźnie gorzej od obu konkurentów. Nie ma dedykowanego trybu super makro, tak jak Xiaomi i Huawei. Wszystkie te różnice skupiają się jednak wokół wąskich zastosowań. Gdy porównamy te zdjęcia, które wykonujemy najczęściej, to wszystkie topowe modele wypadają w nich po prostu bardzo dobrze.