Testy smartfonów:

  • Samsung Galaxy Tab S7+

    W obecnej chwili Samsung jest jedynym producentem, który oferuje tablety z Androidem z najwyższej półki. Najwyższa półka oznacza tutaj najmocniejszy dostępny procesor w dniu premiery, ekran Super AMOLED 120 Hz, rysik, 4 głośniki. Główną konkurencją jest Apple z swoim iPadem Pro. Niestety cena, którą przychodzi zapłacić za takie urządzenie – a mówimy o większej wersji, zarówno jeśli chodzi o przekątną 12,4 cala, jak i pojemność wbudowanej pamięci 8/256 GB – nie jest niska. Czy zatem warto wydać 3699 zł (4499 zł minus 800 zł zwrotu w promocji Samsunga) na tablet Samsung Galaxy Tab S7+? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam, ale najpierw warto zapoznać się z tym urządzeniem bliżej. Ja miałem na to 4 miesiące, nie mówimy więc o krótkim teście, ale o sprawdzeniu Samsung Galaxy Tab S7+ w prawie każdych możliwych warunkach i w wielu zastosowaniach.

  • OnePlus Nord 2 5G

    OnePlus Nord 2 5G – test

    Nord 2 to kolejny członek rodziny OnePlus Nord – obok modeli N10 5GN100N200 5G, pierwszego Norda i najnowszego Nord CE 5G. Dwójka jest bezpośrednim następcą modelu Nord zaprezentowanego rok wcześniej. Sam OnePlus reklamuje nowego Norda jako „zabójcę flagowców”, ale reszta świata uważa go po prostu za kolejny, udany smartfon na średniej półce. Jego główną konkurencją będą: „stary” NordiPhone SErealme GTMi 11 Lite 5GSamsung S20 FE i POCO F3. Poprzedni Nord do najtańszych nie należał. OnePlus Nord 2 8+128 będzie kosztował w Polsce 1899 zł, czyli mniej więcej tyle samo, co rok temu Nord „1”Norda z zeszłego roku w tej samej konfiguracji pamięciowej można teraz kupić za 1600 zł. Nasz testowy Nord 2 w wersji RAM 12 GB kosztuje już 2349 zł. OnePlus nie wojuje ceną, więc musi mieć pewność, że Nord 2 5G ma tyle zalet, że powalczy na półkach sklepowych jak równy z równym ze smartfonami w tej samej lub podobnej cenie, ale z mocniejszymi procesorami.

  • vivo V21 5G

    vivo V21 5G – recenzja

    vivo V21 5G to trzeci smartfon tej marki, który trafił w moje ręce i po raz trzeci podoba mi się, co producent ma do zaoferowania. Choć znajdą się pewne braki, jak choćby brak głośników stereo, to wiele decyzji dotyczących designu i nacisku na takie funkcje, jak np. stabilizacja optyczna aparatów jest mi bardzo bliska. W przypadku modelu V21 vivo największy nacisk kładzie na funkcje związane z selfie i choć sam robię autoportrety raczej rzadko to ten telefon i tak przypadł mi do gustu. Tym bardziej docenią go osoby, które często robią selfiaki – tutaj vivo radzi sobie świetnie. Przejdźmy zatem do szczegółowej oceny tego kosztującego 1999 zł telefonu.

  • realme narzo 30A

    Rzadko dostajemy do testów smartfony z tzw. najniższej półki, a narzo 30A w pierwszej promocji można było kupić za 400 zł. Teraz kosztuje 50 zł więcej. Producenci nie chwalą się takimi smartfonami, a jednocześnie sprzedają ich całkiem sporo. Smartfon za 400 zł bez żalu damy dziecku, które może go zgubić lub zniszczyć lub starszej osobie, która nie potrzebuje smartfonowych wodotrysków.  Interesujące jest to, że nowe realme „nie wygląda” na swoją cenę. Design narzo pasuje do średniej półki z cenami blisko 1000 zł. To niesamowite jaką rewolucję przeszły w ostatnich latach tanie smartfony. Za naprawdę niewielkie pieniądze można kupić urządzenie, które nie ma parametrów flagowca, ale świetnie wygląda i po prostu dobrze działa. Zastanawiające jest tylko to, po co realme wprowadza na rynek nową submarkę – sama marka realme nie jest jeszcze bardzo dobrze znana w naszym kraju, a teraz narzo zrobi jeszcze większe „markowe” zamieszanie w głowach potencjalnych klientów.

  • Huawei Watch 3 Pro - recenzja

    Patrząc na kierunek jaki obrał najnowszy Huawei Watch 3 Pro, można przyjąć, że eksperyment z dwukrotnie droższym od poprzedników Watch GT 2 Pro musiał się udać i materiały premium przekonały do siebie użytkowników. Huawei Watch 3 Pro jest dwukrotnie droższy od Watch GT 2 Pro, a więc czterokrotnie droższy od Watch GT 2 i postawił wszystko na jakość materiałów, jednocześnie nie zmieniając zbyt wiele w funkcjonalności, pozostawiając wiele elementów na poziomie opaski sportowej. Czy to jest właściwa ścieżka rozwoju tego rodzaju urządzenia? Każdy może ocenić sam, ale ja mam duże wątpliwości. Przejdźmy jednak do szczegółów.

  • Router D-Link DIR-X5460

    Ostatnim razem testowałem niedrogi router D-Link DIRX1860 wspierający najnowszy standard szóstej generacji WiFi ax. Pozwalał on skosztować nowych technologii niedużym kosztem, ale bardziej wymagającym i zaawansowanym użytkownikom nie pozwalał rozwinąć skrzydeł. Do tego celu może posłużyć bohater dzisiejszego testu - D-Link DIR-X5460. Oferuje jeszcze lepsze parametry, bogatszą konfigurację i dwa porty USB. Pozwolił mi osiągnąć najlepsze jak dotąd transfery WiFi i poprawił zasięg sieci w mieszkaniu. Jego cena to 849 zł, a więc prawie dwa razy więcej od wspomnianego poprzednika, skierowany jest więc do innego grona odbiorców. Jednocześnie na tle konkurencji jest wyceniony atrakcyjnie. Przyjrzyjmy mu się bliżej.

  • vivo v21

    Na filmie rozpakowaliśmy i sprawdziliśmy, jak działa smartfon vivo v21:

  • realme narzo 30A

    Na filmie rozpakowaliśmy i sprawdziliśmy, jak działa smartfon realme narzo 30A:

  • vivo Y72 5G – nasze pierwsze wrażenia

    vivo Y72 5G – nasz test

    vivo Y72 5G ledwo co trafił do polskich sklepów, a już zdążył stanieć. Cena wyjściowa wynosiła 1499 zł, teraz można go kupić za 1299 zł. To pokazuje, że firma uczy się dość szybko twardych realiów naszego rynku, gdzie przede wszystkim rządzi cena. vivo jest w Polsce jeszcze stosunkowo mało znane, a tym bardziej nie kojarzy się z urządzeniami Premium. A taką właśnie pozycję ma na swoim macierzystym, chińskim rynku. Oczywiście agresywny marketing czy sponsorowanie np. mistrzostw Europy w piłce nożnej zrobią pewnie swoje w kwestii rozpoznawalności marki, ale na końcu i tak stoi klient, który przed wydaniem ogląda złotówkę z każdej strony. Już kilka firm wchodzących do Polski z przytupem dość szybko zrewidowało politykę i rozpoczęło tytaniczną pracę u podstaw, czyli walkę o rozpoznawalność marki ceną, ceną i jeszcze raz ceną. Zobaczymy, jak będzie w przypadku vivo.

    Co dostajemy za 1299 zł w vivo Y72 5G?  Ekran IPS, procesor MediaTek Dimensity 700 z obsługą 5G w obu slotach, 8 GB RAM i 128 GB pamięci wbudowanej oraz sporą baterię 5000 mAh. Czyli niby źle nie jest, ale trudno też zauważyć jakiś haczyk, którym producent mógłby przyciągnąć klienta właśnie do tego modelu

     

  • Motorola Defy 2021

    Pierwsza Motorola Defy pojawiła się na rynku w 2010 r. Miała wzmocnioną konstrukcję, 2 GB pamięci wbudowanej i 512 MB RAM. Pracowała na Androidzie 2.1 (Eclair), a o kamerze do selfie nawet się jeszcze nie śniło… 11 lat później Motorola z pomocą firmy Bullitt Group odpowiedzialnej m.in. za telefony CAT, postanowiła odświeżyć linię. Nowa Defy różni się jednak znacząco od innych typowych pancernych smartfonów dostępnych na rynku. Spełnia wszystkie obowiązkowe normy wytrzymałości, ale mimo wzmocnionej budowy nie ma odpustowo-topornego wyglądu. Bardzo dobrze działa i robi ładne zdjęcia – a to zawsze było piętą achillesową tego typu smartfonów. Do tego ma NFC i doskonałą baterię. To wszystko sprawia, że Motorola Defy 2021 powinna doskonale sprawdzić się nie tylko w służbowym, ale też cywilnym zastosowaniu. Oczywiście telefon ma kilka braków a specyfikacja nie jest wyśrubowana, ale biorąc pod uwagę cenę, która wynosi 1249 zł, wydaje się bardzo ciekawą propozycją dla osób poszukujących tego typu urządzenia. Sprawdźmy, czy tak jest w rzeczywistości.

  • POCO M3 Pro 5G - nasz test

    POCO M3 Pro 5G - nasz test

    POCO M3 Pro 5G jest dostępny na wyłączność w sieci Plus i to właśnie od Plusa otrzymaliśmy ten smartfon do testów. Dla Polkomtela jest to smartfon ważny, bo jest tani i ma 5G, a Plus bez wątpienia walczy teraz o wizerunek operatora, który rządzi w tej technologii w naszym kraju. To ten operator ma teraz największą sieć 5G i chce sprzedawać jak najwięcej smartfonów, które tę sieć wspierają. Jako że w Polsce nadal sprzedają się najlepiej tanie telefony, to M3 Pro jest doskonale dobranym produktem do tej strategii. Nowy POCO M3 Pro 5G jest klonem testowanego już przez nas tutaj Redmi Note 10 5G. Telefony te różnią się nieznacznie swoim wyglądem. Wszystkie inne parametry są identyczne. To czy wybierzemy Redmi czy Poco zależy tylko od tego jaki napis chcemy mieć na tyle obudowy. POCO M3 Pro 5G ma też trochę inaczej zaprojektowaną wyspę z aparatami i jej bezpośrednie otoczenie.

  • Sony Xperia 10 III

    Sony Xperia 10 III – test

    Smartfonowa linia Sony od dłuższego czasu idzie swoją drogą na przekór rynkowym trendom. Konsekwentnie więc Xperia 10 III jest przedziwną mieszanką rzeczy dobrych i złych. Mamy ekran AMOLED, ale nie mamy ani wyższego niż 60 Hz odświeżania, ani AoD. Nie mamy też rozpoznawania twarzy, które mają najtańsze nawet telefony. Nie ma dziury w ekranie na kamerkę do selfie, ale za to ramki na górze i na dole są bardzo grube. Cena telefonu jest wysoka – 1899 zł, a zastosowany procesor Snapdragon 690 5G znajdziemy w smartfonach kosztujących bliżej tysiąca złotych. Z drugiej strony Xperia 10 III jest stosunkowo mała, co dla wielu osób będzie zaletą, ma doskonałą baterię a nawet obiektyw Tele, którego na próżno szukać w wielu telefonach aspirujących do miana flagowców. To wszystko sprawia, że smartfon jest niesłychanie trudny w ocenie i będzie miał spore grono tak zwolenników, jak i przeciwników.

  • Logitech Zone Wired i Logitech Zone Wireless – recenzja porównawcza

    Klasa urządzenia E/S (skala „Mercedesa” A, B, C, E, S)

    Skala ocen 1-6 (6-celujący)

    Zaczynamy

    Słuchawki z mikrofonem przydawały się nam przez ostatni rok częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Rozmowy telefoniczne zamiast spotkań, telekonferencje, zdalna szkoła, praca z domu – powodów było wiele. Część z nas pozostanie już na pracy zdalnej, jeśli będzie miała taką możliwość. Zapewnienie sobie odpowiednich narzędzi do połączeń znacząco podnosi komfort – nie trzeba się martwić o sprzęganie się mikrofonu z głośnikami w laptopie, nie ma problemów z wyciszeniem, mikrofon przy ustach zapewnia dużo lepsza separację od dźwięków otoczenia. Logitech ma w swojej ofercie dwie wersje słuchawek, które dedykowane są przede wszystkim do telekonferencji i mają zapewniać profesjonalną jakość i komfort. Tańszy i nowszy model przewodowy kosztuje w okolicach 400 zł, a bezprzewodowy to wydatek ponad 800 zł. Postaram się odpowiedzieć na pytania, czy warto je kupić i co zyskamy względem innych np. tańszych rozwiązań.

    Główne wady i zalety Logitech Zone Wired

    Zalety Logitech Zone Wired:

    • USB C + przejściówką na USB A
    • Najwyższej jakości komunikaty głosowe
    • Nie da się pomylić wyciszonego mikrofonu z niewyciszonym
    • Fenomenalna redukcja szumu otoczenia podczas nagrywania z mikrofonu
    • Wygodne w noszeniu
    • Działają z każdym sprzętem z USB bez dodatkowego oprogramowania
    • Certyfikowane do Microsoft Teams

    Wady Logitech Zone Wired:

    • Dla niektórych kabel jest dziś już passé
    • Jak na przewodowe słuchawki dość kosztowne
    • Nie są tak uniwersalne jak słuchawki dla graczy czy typowo smartfonowe
    • Nie są składane i transport może być kłopotliwy

    Główne wady i zalety Logitech Zone Wireless

    Zalety Logitech Zone Wireless:

    • Składana konstrukcja
    • Dongle Bluetooth w zestawie
    • Najwyższej jakości komunikaty głosowe
    • Informowanie pozostałym czasie działania
    • Nie da się pomylić wyciszonego mikrofonu z niewyciszonym
    • Fenomenalna redukcja szumu otoczenia podczas nagrywania z mikrofonu
    • Wygodne w noszeniu
    • Można ładować i korzystać z połączenia Bluetooth jednocześnie

    Wady Logitech Zone Wireless:

    • Nie obsługują bluetooth multipoint
    • Kosztują tyle co dobre słuchawki do słuchania muzyki
    • Nie są tak uniwersalne jak słuchawki dla graczy czy typowo smartfonowe
    • Wciąż korzystają z ładowania micro USB

    Jak oceniamy design? – ocena 5+

    Logitech Zone Wired, a więc tańsza wersja przewodowa ma kabel w oplocie, na którym znajduje się pilot, zakończony USB C. W pudełku znajduje się też przejściówka na pełnowymiarowe USB A, oraz materiałowy woreczek służący przechowywaniu i transportowaniu słuchawek. Logitech Zone Wired są certyfikowane do użytkowania z oprogramowanie Microsoft Teams. W praktyce oznacza to, że dobrze integrują się z oprogramowaniem i mogą bezproblemowo sterować jego funkcjami. Działają jednak z każdym programem, jak i ze zwykłym dzwonieniem na telefonie.

    Na pilocie znajdziemy regulację głośności, podświetlany przycisk wyciszenia mikrofonu, podświetlany przycisk słuchawki do odbierania przychodzącego połączenia, oraz guzik play/pauza.

    Kabel USB C wraz z przejściówką powoduje, że możemy bez problemu podłączyć słuchawki zarówno do smartfona czy tabletu, nawet jak nie mają gniazda słuchawkowego, ale także do laptopa, czy komputera stacjonarnego, nawet jeśli ten nie ma Bluetooth. Powiem szczerze, że choć cenię sobie wygodę bezprzewodowych słuchawek, czasem ciężko jest przebić prostotę kabla z wtyczką – podłączamy i działa. Przełączenie na inne urządzenie jest super proste i szybkie. Nie trzeba też słuchawek ładować.

    Logitech Zone Wireless to model pozbawiony kabla, choć w zestawie otrzymujemy kabelek służący do ładowania i podobny woreczek z materiału, a także dodatkowy dongle Bluetooth który pozwoli podłączyć słuchawki do komputera, który nie jest wyposażony w łączność bezprzewodową. Logitech Zone Wireless ma 6 przycisków na lewej słuchawce. Przycisk włączania/wyłączania/parowania, guzik aktywujący redukcję szumów otoczenia, regulację głośności, okrągły przycisk odbierania połączenia i przycisk wyciszania mikrofonu. Dodatkowym plusem modelu bezprzewodowego jest składanie się słuchawek do transportu, czego wersja przewodowa nie potrafi. Niestety wersja bezprzewodowa ładowana jest starszym typem kabla micro USB.

    Pierwszą korzyścią jaką dają oba modele słuchawek jest kilka sposobów wyciszenia mikrofonu. W obu można to zrobić przyciskiem, ale ten sam efekt uzyskamy podnosząc ramię mikrofonu do pionu. Wówczas głos w słuchawkach poinformuje nas, że mikrofon jest wyciszony. Dostajemy więc trzy informacje o wyciszeniu – mikrofon jest pionowo, głosową informację, a w modelu przewodowym podświetlony na czerwono przycisk na pilocie. Wszystko razem sprawia, że możemy się wyciszyć lub wrócić do rozmowy szybko i sprawnie, bez sięgania do myszki czy symboli na ekranie dotykowym. Co szczególnie istotne, praktycznie wyklucza to pomyłkę, w której możemy pomyśleć, że jesteśmy wyciszeni, a tak naprawdę wszyscy mogą nas usłyszeć. Każdy chyba słyszał o takich wpadkach i czasem poważnych konsekwencjach z nich wynikających. Tutaj Logitech rozwiązał ten aspekt wzorowo.

    Muszę również przyznać, że komunikaty głosowe w słuchawkach Logitech mają najmilszy i najbardziej czytelny głos ze wszystkich słuchawek jakie oferują tę funkcję i miałem możliwość ich wypróbowania. Głos kobiecy nie brzmi elektronicznie, ani nie jest stłumiony. W modelu bezprzewodowym za każdym razem głos informuje o włączeniu zasilania, trybie parowania, uaktywnieniu redukcji szumów, itp. Za każdym razem gdy uruchamiamy słuchawki dostajemy także informację ile godzin pracy nam pozostało. Podczas ładowania i gdy włączone jest zasilanie na słuchawce świeci się biała dioda.

    Ponieważ w obu modelach mikrofon obraca się o trochę ponad 180 stopni, jeśli nie chcemy mieć ramienia z lewej strony ust, możemy przekręcić mikrofon do tyłu, a następnie obrócić słuchawki i wówczas mikrofon będzie z prawej strony. Trzeba się jednak liczyć, że kanał lewy i prawy ulegną zamienieniu co w przypadku rozmów głosowych nie ma znaczenia.

    W obu słuchawkach konstrukcja poduszek z eko skóry opierających się na naszych uszach jest identyczna. To są słuchawki typu „on-ear headphones” a więc opierają się bezpośrednio na uszach. Przy dłuższym użytkowaniu może to powodować lekkie grzanie się uszu. Osobiście preferuję raczej słuchawki „over-ear” a więc takie, które są na tyle duże, że uszy mieszczą się wewnątrz muszli, które opierają się na głowie. Takie rozwiązanie znacząco jednak podniosłoby rozmiar i wagę takich słuchawek, co przy wielogodzinnym użytkowaniu byłoby niepożądane. Dlatego decyzja Logitecha wydaje mi się zrozumiała. Obie pary słuchawek zapewniają sensowną izolację od dźwięków otoczenia, a model bezprzewodowy oferuje dodatkowo aktywną redukcję szumów otoczenia.

    Na wewnętrznej stronie wieczka obu pudełek w których dostarczane są słuchawki są rozrysowane wszystkie funkcje przycisków w klarowny sposób – to fajnie, że nie trzeba przeglądać malutkiej instrukcji, którą łatwo zgubić.

    Co sądzimy o jakości dźwięku i mikrofonach? – ocena 5

    Obie pary recenzowanych słuchawek nie są przedstawiane jako słuchawki uniwersalne z mikrofonem, czy słuchawki dla graczy, ale precyzyjnie jako słuchawki do telekonferencji. Nie jest to pusta deklaracja marketingowa, ale dostosowanie sprzętu do określonego zadania. Dzięki temu faktycznie słuchawki lepiej się sprawdzają w telekonferencjach, niż inne słuchawki z mikrofonem, które użytkowałem do tej pory. Sam mechanizm wyciszenia z komunikatem głosowym na to wpływa, jak i pilot w wersji przewodowej. To samo dotyczy się charakterystyki dźwięku.

    Największa różnica widoczna jest w działaniu mikrofonu. Zamiast jakości studyjnej, która przy okazji wiązałaby się ze zbieraniem dźwięków z otoczenia, włącznie z echem pomieszczenia, oba modele oferują przede wszystkim komfort pracy w normalnym, nieidealnym otoczeniu z hałasami, a nie studio nagraniowym. Obie pary słuchawek fenomenalnie wręcz filtrują dźwięki otoczenia, zarówno echo, jak i hałas czy rozmowy innych osób w pobliżu.

    Aby zasymulować taką sytuację, siedząc mniej niż metr od głośników puściłem z nich najpierw ścieżkę dźwiękową zarejestrowaną w ruchliwej kawiarni, a później ożywioną dyskusję będącą komentarzem do meczu piłkarskiego. Na koniec energicznie stukałem w klawisze klawiatury i myszki. We wszystkich próbach głośność szumu otoczenia była ustawiona wyraźnie wyżej niż zazwyczaj gdy oglądam multimedia siedząc w tym miejscu – do tego stopnia, że zacząłem się obawiać o sens takiego testu, myśląc, że mój głos musi zostać zagłuszony. Nagrałem odczytywanie fragmentu książki Paragraf 22 do mikrofonu Logitech Zone Wired, nagrywając jednocześnie z mikrofonów telefonu leżącego bezpośrednio przede mną, co symuluje telekonferencję bez użycia słuchawek, a jedynie na wbudowanych mikrofonach telefonu, tabletu, bądź laptopa. Różnicę można ocenić samemu.

    Chociaż mikrofony smartfonu rejestrują szersze spektrum dźwięków, to słuchać zarówno echo pokoju, jak i szumy otoczenia. W nagraniu ze słuchawek Logitech Zone Wired niemal całkowicie zostało ty wyeliminowane. Dodam, że eliminacja szumu z mikrofonu działa sprzętowo i na każdym urządzeniu, bez konieczności instalacji jakiegokolwiek oprogramowania. Jest więc to idealny wybór dla osób, które albo pracują na przestrzeni open space, albo pracują z domu i mają dzieci, albo hałasujących sąsiadów. Jestem przekonany, że nawet sąsiad wiercący w ścianie zostałby przez naszego rozmówcę zupełnie niezauważony.

    Jednocześnie obie pary słuchawek nie są uniwersalne i nie wybrałbym ich do codziennego użytkowania z jedynie okazjonalnymi i krótkimi rozmowami przez telefon. Oczywiście można na nich słuchać muzyki czy innych multimediów, a także używać do komunikacji głosowej w grze, jedna standardowe rozwiązania w postaci słuchawek telefonicznych czy słuchawek dla graczy sprawdzają się tutaj lepiej, zarówno z powodu sygnatury dźwięku, jak i swoich odpowiednio mniejszych i większych rozmiarów. Wynika to też wprost z deklarowanego przez Logitech pasma przenoszenia:
    Pasmo przenoszenia (tryb odtwarzania muzyki): 30~13 KHz przy -10dB

    Pasmo przenoszenia (tryb rozmów): 100~8 kHz

    Mikrofon w obu słuchawkach funkcjonuje praktycznie identycznie. Główną różnicą pomiędzy obiema słuchawkami jest aktywna redukcja szumów otoczenia w Logitech Zone Wireless – czyli dodatkowa izolacja od hałasu otoczenia, ale nie podczas nagrywania, lecz podczas odtwarzania dźwięku do naszego ucha.

    Jak długo działa bateria? – ocena 5

    Ten aspekt nie dotyczy wersji przewodowej, która baterii nie ma. Jedynie bezprzewodowa wersja Logitech Zone Wireless ma własne zasilanie. Jak wspomniałem, słuchawki każdorazowo informują ile godzin działania im pozostało. Logitech deklaruje do 16 godzin słuchania, do 15 godzin rozmów bez ANC i do 14 godzin rozmów z aktywnym ANC.  Biorąc pod uwagę, że w ciągu dnia następują przerwy, można śmiało powiedzieć, że Logitech Zone Wireless wstrzymują praktycznie całą dobę na jednym ładowaniu i to udało się potwierdzić w praktyce.

    Co może być dla niektórych istotnym detalem, możemy mieć słuchawki Logitech Zone Wireless podłączone bezprzewodowo do komputera i jednocześnie ładować je po kablu z powerbanka w kieszeni albo ładowarki np. telefonicznej. Nie ma więc ryzyka, że jak słuchawki nam się rozładują w najmniej odpowiednim momencie, to nic nie da się zrobić. Nie zawsze tak jest – wiele urządzeń po podłączeniu do ładowania nie pozwala na normalną pracę. Szkoda, że ładujemy kablem micro USB a nie USB C.

    Nasza finalna ocena

    Obie pary słuchawek do prowadzenia rozmów telefonicznych i uczestniczenia w telekonferencjach sprawdzają się bardzo dobrze. Są wygodne w obsłudze, pozwalają korzystać z takich funkcji jak odbieranie, zakańczanie połączeń i wyciszenia mikrofonu bez sięgania do funkcji aplikacji do prowadzenia rozmów, a interfejs i komunikaty głosowe zostały zaprojektowane tak, że nie da się pomylić sytuacji w której mamy wyciszony mikrofon z taką, w której nie został on wyciszony. Czasami taki drobiazg może pozwolić uniknąć niechcianej wpadki.

    Ze słuchawek będą szczególnie zadowolone osoby, które spędzają wiele godzin na rozmowach telefonicznych i konferencjach. Szczególnie jeśli zależy nam na eliminacji szumu otoczenia. Ze słuchawek Logitech Zone w wersji przewodowej i bezprzewodowej można dzwonić w niemal dowolnych warunkach, nawet gdy ktoś prowadzi ożywioną dyskusję tuż nad naszą głową i sprawić wrażenie, że się dzwoni z cichego pokoju.

    Gdybym jednak szukał uniwersalnych słuchawek z mikrofonem i ani wyciszenie otoczenia, ani wygodna obsługa programów do telekonferencji, w tym szczególnie Microsoft Teams, nie były kluczowe, zdecydowałbym się na standardowe słuchawki telefoniczne gdy kluczowa jest mobilność, lub słuchawki dla graczy, gdy najważniejszy jest dźwięk i wygoda. Wówczas stosunek możliwości do ceny jest korzystniejszy, a ewentualne kompromisy dotyczące telekonferencji nie będą takie istotne.

    Uwielbiamy w Logitech Zone Wired: eliminacja szumu otoczenia z mikrofonu

    Nie lubimy w Logitech Zone Wired: nie składają się

    Uwielbiamy w Logitech Zone Wireless: eliminacja szumu otoczenia z mikrofonu

    Nie lubimy w Logitech Zone Wireless: ładowanie przez micro USB

    Dla kogo jest Logitech Zone Wired:

    • Dla osób ceniących sobie prostotę połączenia kablem
    • Dla osób często przełączających się między urządzeniami
    • Dla tych, którzy chcą mieć pilota na kablu

    Dla kogo nie jest Logitech Zone Wired:

    • Nie dla osób, które cenią wygodę słuchawek bezprzewodowych
    • Nie dla tych, którzy chcą aktywną redukcję szumu podczas odtwarzania dźwięku
    • Nie dla osób, które potrzebują słuchawek składanych

    Dla kogo jest Logitech Zone Wireless:

    • Dla osób chcących wygody słuchawek bezprzewodowych
    • Dla osób ceniących aktywną redukcję szumy w odtwarzanym dźwięku
    • Dla potrzebujących składanych słuchawek do transportu

    Dla kogo nie jest Logitech Zone Wireless:

    • Nie dla osób, które nie chcą ładować kolejnego urządzenia
    • Nie dla szukających optymalnego stosunku ceny do możliwości – wersja przewodowa jest o ponad połowę tańsza
    • Nie dla osób, które nie chcą już ładować kablem micro USB

    Alternatywy dla Logitech Zone Wired i Logitech Zone Wireless:

    • Słuchawki typowo do telefonu np. AirPods
    • Słuchawki dla graczy
    • Słuchawki z przewodnictwem kostnym np. Aftershokz
  • Motorola Defy w naszych rękach - wideo

    Na filmie rozpakowaliśmy i sprawdziliśmy, jak działa smartfon Motorola Defy:

  • Sony Xperia 10 III w naszych rękach - wideo

    Na filmie rozpakowaliśmy i sprawdziliśmy, jak działa smartfon Sony Xperia 10 III:

  • realme GT czy Xiaomi Mi 11i 5G  – nasze porównanie

    realme zaczęło prowadzić w naszym kraju bardzo agresywną politykę cenową i zgodnie z zapowiedziami skupia się głównie na budżetowej i średniej półce. Co jednak nie oznacza, że od czasu do czasu nie zapuści się wyżej. Tak właśnie jest w przypadku realme GT – najtańszego w chwili obecnej smartfona z najwydajniejszym procesorem na rynku – Snapdragonem 888. Za realme GT w wersji 8/128 trzeba zapłacić 2299 zł, wersja 12/256 to wydatek 2499 zł. Telefon dziś został oficjalnie zaprezentowany, ale sprzedaż rozpocznie się 22 czerwca. Na początku producent obiecuje atrakcyjne promocje.

    Patrząc się na realme przypomina mi się Xiaomi sprzed kilku lat. Doskonała specyfikacja i niskie w porównaniu z konkurencją ceny pozwoliły firmie wyrosnąć na prawdziwą potęgę. I dziś to Xiaomi może sobie pozwolić na wyższą wycenę swoich urządzeń. Mi 11i 5G w wersji 8/128 kosztuje 2799 zł, wersja 8/256 – 2999 zł.

    Smartfony dzielą ten sam procesor, mają ekrany AMOLED, szybką pamięć UFS 3.1, niemal identyczne baterie. Zestaw kamer jest zbliżony, podobny jest też zestaw braków obu urządzeń. Zobaczmy więc, jak wygląda ich bezpośrednie porównanie i w który lepiej zainwestować.   

  • POCO M3 Pro 5G - rozpakowanie pudełka

    Rozpakowaliśmy pudełko z najnowszym smartfonem POCO M3 Pro 5G.

    Pozostałe informacje na temat smartfonu POCO M3 Pro 5G:

  • realme GT - nasza recenzja

    realme GT - nasz test

    Recenzowany realme GT zalicza się do segmentu smartfonów budzących szczególnie duże emocje – jest obecnie najtańszym smartfonem z najwydajniejszym procesorem Snapdragon 888. Kto z nas nie chciałby mieć najszybszego telefonu, który sprosta każdemu zadaniu, a jednocześnie nie zrujnuje domowego budżetu? Do tej pory dwoma najtańszymi smartfonami z procesorem 888 były Mi 11i i Asus Zenfone 8. Pierwszy kosztuje 2799 zł a drugi 2999 zł. W tym momencie wkracza realme GT cały na biało z ceną 2299 zł – to aż o 500 zł taniej niż Xiaomi. Nie zdziwię się, gdy realme GT choćby tylko z tego powodu będzie cieszył się dużym zainteresowaniem. Przed zakupem warto jednak sprawdzić na czym producent zaoszczędził i czy faktycznie jest to rozsądny zakup, a już teraz mogę zdradzić, że mimo niskiej ceny realme GT niektóre istotne kwestie rozwiązał lepiej od droższej konkurencji.

  • OnePlus Nord CE 5G – recenzja

    OnePlus wyrobił sobie markę producenta, który w sposób szczególny dba o optymalizację nakładki Oxygen OS. Początkowa trudna dostępność smartfonów OnePlus dodawała smaczku wyjątkowości. Teraz zarówno dostępność jest bezproblemowa, a szersza gama smartfonów częściowo odczarowała markę. Na polski rynek trafia właśnie OnePlus Nord CE 5G, wyceniony na 1499 zł za wersję 8/128 lub 1799 zł za opcję 12/256 GB. Sprawdźmy zatem czy Nord CE ma się czym wyróżnić na zatłoczonej średniej półce cenowej.

  • VIVO X60 Pro - recenzja

    vivo X60 Pro - recenzja

    vivo to jeden z nielicznych producentów, który bezkompromisowo podchodzi do zestawu aparatów w smartfonie i jednocześnie nie celuje w cenowy target "ultrapremium", jak Samsung Galaxy S20 Ultra i Xiaomi Mi 11 Ultra. Ten zabieg się producentowi udał, bo w telefonie kosztującym 3699 zł dostajemy wiele unikalnych funkcji foto i wideo, a do tego świetny ekran i bardzo dobrą specyfikację. Trudno znaleźć bezpośrednią konkurencję, bo ta jest albo droższa, albo pochodzi z przed kilku generacji (P30 Pro), albo zwyczajnie nie może konkurować z vivo X60 Pro. To najbliższy moim preferencjom smartfon, który testowałem w ostatnim czasie, choć jak zwykle kilku kompromisów nie udało się uniknąć.